Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

TESSERACT - One [2011]
Wydawca: Century Media / EMI

  1. Lament
  2. Nascent
  3. Acceptance
  4. Deception
  5. The Impossible
  6. Perfection
  7. Epiphany
  8. Origin
  9. Sunrise
  10. April
  11. Eden
  12. Hollow [iTunes bonus track]
One

Skład: Dan Tompkins - śpiew; Acle Kahney - gitara; James Monteith - gitara; Jay Postones - instrumenty perkusyjne; Amos Williams - gitara basowa, chórki

Produkcja: TesseracT

Angielski TesseracT przed czterema laty wypuścił do publicznego obiegu swoje pierwsze demo, a czas oczekiwania na debiutancki długograj zespołu właśnie dobiegł końca. Pomiędzy tymi dwoma wydawnictwami grupa skupiła się na poszukiwaniu własnej tożsamości i budowaniu wizerunku, a za tym procesem poszły liczne koncerty (w tym m.in. u boku Devina Towsenda) oraz przede wszystkim podpisany kontrakt z Century Media Records. Realną zapowiedzią możliwości londyńskiego kwintetu była zeszłoroczna EP-ka pt. Concealing Fate, a jej dopełnieniem jest tegoroczny debiut zatytułowany One.

Album wypełniło jedenaście utworów, które według muzyków zespołu podkreśliły niezwykłą złożoność TesseracT. Rdzeń krążka tworzy - znany ze wspomnianej EP-ki - sześcioczęściowy utwór opatrzony tytułem Concealling Fate, a w skład listy nagrań weszły też kompozycje pt. Sunrise oraz April, które osobom śledzącym poczynania grupy również nie powinny być obce, bo zostały zaprezentowane na wspominanym demie z 2007 roku. Niemniej na debiutanckim LP TesseracT te utwory, co oczywiste, uzyskały nową jakość brzmienia, a w części z nich grupa dodała kilka nowych pomysłów (np. April). Absolutnie premierowymi numerami są Lament, Nascent oraz wielowątkowy Eden. Zwracam uwagę przede wszystkim na ten ostatni utwór, bo wydaje mi się, że muzycy TesseracT w przyszłości będą odnajdywać się przede wszystkim w rozbudowanych kompozycjach. Monumentalny Concealling Fate doczekał się już porównań do A Change Of Seasons Dream Theater czy Supper's Ready Genesis, a jego piękną miniaturką wydaje się być Eden. Na ile są to porównania słuszne, oceni historia, ale sześć części nieomal półgodzinnego Concealling Fate - zaczynając od Acceptance, a kończąc na Origin - są w stanie przenieść słuchacza w sam środek progresywnego sztormu, w którym starły się ze sobą urozmaicone melodie, symptomatyczny groove (bębniarz Jay Postones jest w tej materii niezrównany!), bomby instrumentalne oraz... nu-metalowe brzmienie. Właśnie ten ostatni element muzyki TesseracT wzbudza największe kontrowersje, bo trudno ukryć, że wokal Dana Tompkinsa przywołuje naturalne skojarzenie w kierunku nurtu, który wyewoluował u progu dwudziestego wieku. Jest to słyszalne przede wszystkim z poziomu utworów krótszych, takich jak singlowy Nascent czy otwierający album Lament, ale najwyraźniej taki był pomysł na funkcjonowanie TesseracT. Zespołu, który przecież nie trzyma się żadnych sztywnych norm, a jego oryginalnej muzyce dodatkowego szaleństwa dodają i będą dodawały właśnie wokale, które równie dobrze sprawdziłby się w Linkin Park czy Bullet For My Valentine. Nie jest to z mojej strony ocena negatywna, bo Tompkins w swojej klasie brzmi naprawdę nieźle, a w jego partiach wokalnych zawartych na One pojawiło się też kilka mocniejszych linii, które wokalista zdecydowanie udźwignął. Całość tych przemyśleń nie zmienia ogólnego wrażenia z mocy, która wydobywa się z debiutanckiego albumu TesseracT. Tkwi ona przede wszystkim w oprawie instrumentalnej. Wszak niezwykle sprawne techniczne kombinacje gitarzystów Acle Kahney'a i Jamesa Monteitha oraz basisty Amosa Williamsa sprawiają wrażenie, jakby grupa tworzyła już co najmniej kilkanaście lat na scenie. Nie wiem, skąd się wzięły pomysły, które utworzyły One, ale ich wykonanie jest... chirurgiczne.

Tym trudniej jest mi ocenić, jakie umysły będzie przyciągać twórczość Anglików. W pewnej mierze grupa już osiągnęła sukces, bo jest o niej głośno na rozmaitych forach internetowych, a koncerty TesseracT cieszą się zainteresowaniem. One to album o dużym stopniu złożoności, wypchany licznymi wątkami muzycznymi i o szerokim horyzoncie inspiracji. Ponad wszelką wątpliwość nie jest to wydawnictwo, obok którego można przejść obojętnie. Myślę, że będzie to album, który z racji chwytliwego brzmienia na pewno przebije się wśród młodego pokolenia fanów muzyki, ale istnieje też "ryzyko", że i starzy wyjadacze poczują dreszcze na skórze... przy takim Concealing Fate nie może być inaczej... 8/10

Oficjalna strona zespołu: www.tesseractband.co.uk

Konrad Sebastian Morawski
marzec 2011