|
Skład: Jeff Keith - śpiew; Frank Hannon -gitary elektryczne i akustyczne, instrumenty klawiszowe; Tommy Skeoch - gitary elektryczne i akustyczne; Brian Wheat - gitara basowa; Troy Luccetta - perkusja i instrumenty perkusyjne
Produkcja: Terry Thomas
Tesla to jeden z tych zespołów hard rockowych mających zamiłowanie do produkcyjnego przepychu. Nie chodzi tutaj o jakieś szerokie intrumentarium, raczej o brzmienie i aranżacje swoich utworów. Taki jest też czwarty pełnometrażowy krążek Amerykanów. Album może wydawać się ostrzejszy niż poprzednie, jednak założenia przyjęte już na Great Radio Controversy pozostały. Tesla A.D. 1994 to zespół dojrzały i, co najważniejsze, wciąż w formie.
Płytę Bust A Nut rozpoczyna intro The Gate przechodzące płynnie w kawałek Invited. Bardzo charakterystyczne zagrywki gitar są kwintesencją stylu Tesli. Bogato brzmiące akordy mają też coś ze stylistyki Dream Theater czy Queensrÿche. Myślę, że to dobre porównanie, chociaż zespół nie kombinuje przy samych kompozycjach za wiele. Jest ciężko, ale i melodyjnie. Jakość absolutnie wzorowa i tyczy się to także następnych utworów. Solution momentami nawet ociera się o thrash a'la Anthrax. Wszystko dopięte na ostatni guzik. Shine Away rozpoczyna spokojna partia gitary będąca wypadkową stylów Queensrÿche i Alice In Chains. Niektórym może wydawać się do dziwną hybrydą, ale na dobrą sprawę Alice In Chains byli bardzo hard rockowi we wczesnym okresie działalności. Shine Away to mocny, doskonały utwór, z całkiem dobrym solem i mimo prawie siedmiu minut nie nuży. Try So Hard to ballada, może i typowa dla zespołu, ale całkiem miło się tego słucha. Takie kawałki grupa miała już wcześniej, więc jakaś ciągłość się zachowała. Przydługawy wstęp do She Want She Want trochę irytuje, ale zaraz po nim kapela rekompensuje nam brak rock and rolla i dowala w klasycznym dla siebie stylu. Kawałek, chociaż nie ma mocy pierwszych 3 utworów, podoba mi się, bo wprowadza trochę światła w odpowiednim momencie. Need Your Lovin' też nie jest mroczny, a wręcz przeciwnie, sprawia wrażenie kontynuacji poprzedniego albumu. Nie do końca jestem pewien, czy ten numer tu pasuje, ale napewno nie jest katastrofą. Przebojowo się nam robi. Żeby słuchacze się nie rozleniwili, Tesla serwuje ostry Action Talks, kawałek całkiem niezły, chociaż jakoś do moich faworytów nie należy. Pojawia się jednak w dobrym momencie i nie rani moich uszu. Mama's Fool rozwija się długo i spokojnie. Później mamy do czynienia z korzennym hard rockiem ale w wydaniu... no właśnie. Utwór jest takim połączeniem starego z nowym, dla mnie kawałek mógłby spokojnie pojawić się na albumie Great Radio Controversy. Jest tutaj jednym z najmocniejszych momentów w każdym razie. Za takie utwóry między innymi lubię Teslę. Cry to także kawałek, który budzi 'kontrowersyjne' skojarzenia. W pewnym momencie zespół przystaje na kilka sekund, by wejść ponownie z pełną mocą. Ciekawy zabieg. Przydługawe wstępy do kolejnych kawałków stały się już zwyczajem na tej płycie i tak też jest z Earthmover. Utwór to korzennie hard rockowy jak poprzednie, chociaż Tesla nie unika flirtu z muzyką a'la Alice In Chains. Przynajmniej w zwrotce. W refrenie mamy już typową Teslę. Dla mnie to jest właśnie hard rock A.D. 1994. Alot To Lose przynosi 5 minut spokoju, taka balladka, w sumie całkiem zgrabna, może i lepsza niż Try So Hard, ważne, że zespół zachowuje pewne proporcje rozkładając kawałki w sposób bardzo przemyślany. Przyszedł zatem czas na Rubberband, kawałek bardzo ciekawy. Przede wszystkim dlatego, że spokojne momenty kontrastują tutaj z ostrym rockowym graniem. Te spokojne momenty mają jednak zupełnie inny klimat niż ballady zespołu. Wyczuwam tutaj wyraźnie ukłon w stronę Queensrÿche z ich najlepszego okresu. Dla mnie Rubberband to jeden z najlepszych utworów Tesli w ogóle. Delikatna nutka a'la Carlos Santana w refrenie to istne cudo. Kawałek to jak najbardziej hard rockowy, odwołujący się do najlepszych wzorców. No i zbliżamy się do końca. Wonderful World jest zrobione trochę na wzór Rubberband, pół-balladowo, ale naprawdę się to sprawdza doskonale, bo zespół nie traci pomysłowości. To ostatni autorski kawałek Tesli
na albumie, całości dopełnia bowiem cover Joego Southa, spopularyzowany na początku lat '90 przez zespół Inner Circle. Games People Play, któż tego nie zna? Trzeba przyznać, że chłopaki zrobili go z prawdziwym jajem. Wcale nie jest to słodko akustycznie brzmiący numer, gdyż Tesla podeszła do tego w rock and rollowym stylu. Oczywiście to pogodna piosenka i mamy tutaj ciekawy koncept. Album rozpoczyna się mrocznie, tajemniczo, a kończy bardzo optymistycznie.
Dla mnie osobiście Bust A Nut to jeden z lepszych albumów hard rockowych lat '90. Tesla pokazała klasę, kiedy inni zawiedli, chociaż prawdę
mówiąc, było parę zespołów, które jeszcze wtedy dzielnie walczyły. Niestety nie był to czas hard rockowych herosów i Tesla po wydaniu tego krążka zawiesiła działalność na długie lata. A Bust A Nut polecam wszystkim fanom hard and heavy, gdyż to album ponadczasowy. Jeśli stawiasz na jakość, nie zawiedziesz się, gdyż to płyta wyprodukowana wzorowo. Tak się już teraz niestety nie gra, a o tego typu produkcji można już tylko pomarzyć.
Oficjalna strona zespołu: www.teslatheband.com
LSDisease kwiecień 2008
|