|
Skład: Jeff Scott Soto - śpiew; Neal Grusky - gitara; Eric Ragno - instrumenty klawiszowe; Carl De Marco - gitara basowa
Produkcja: Jeff Scott Soto
Spośród niezliczonych zespołów, w których udzialał się Jeff Scott Soto, Takara wydaje się pierwszym, acz trwałym projektem do zabawy niewyżytyego wokalisty, wtedy Talisman. Oprócz tego, że ambitny muzyk śpiewał, postanowił się również pobawic w producenta. Taste Of Heaven jest uważany za mniej ostry niż debiut z 1994, ale z pewnością zadowoli wszystkich fanów Talisman i Malmsteena.
Gaz do dechy już na starcie, aż zwija asfalt - When Darkness Falls. Rasowy hard rock lat '80. Proste rymy, zdecydowane uderzenia w struny i piękne tło w postaci klawiszowego brzmienia. To właśnie hit, którego można słuchać w kółko godzinami. Każdy ma dzień dobry ma swoje kilka sekund, bo i gitara i klawisze na spółkę z basem mają swoje partie solowe w tym utworze o znamionach prawdziwego hitu. Jedziemy dalej i nadal pozostajemy z duchem melodycznego rocka. Prawdziwym plusem Days Of Dawn są niesamowite chórki w refrenie. Fakt, mam słabość do tego typu grania, ale pokażcie mi hard rockowca, który oprze się chęci podgwizdywania (pod warunkiem, że będzie umiał gwidać) pod nosem melodii drugiego w zestawieniu Taste Of Heaven numeru. Znowu spuszczamy z tonu, troche AORowo w Your Love. "Again your love is mine..." brzmią melodyczne słowa refrenu wydobywające się z gardła legendarnego wokalisty. Ogólnie powiedzieć można, że płyta powstała z zebrania i porządnego wymieszania tego, co Soto robił z chłopakami z Talisman i Yngwie Malmsteenem. Proporcje są różne, ma się rozumieć, a w Your Love zdecydowanie przeważa pierwiastek Talisman. Z kolei December prezentuje coś zupełnie innego. Zestawienie tych dwóch numerów świetnie pokazuje różnorodność stylów hard rockowych, którymi dysponuje zespół. Zaskakujące, pojawiające się z nikąd riffy, proste akordy klawiszowe, wszystko zgrywa się w zachwycającą całość. Powiew morskiego wiatru, piekny wstęp Erica Ragno, wdzięcznie wchodzący wokal, rytmiczny bas i na koniec kopniak od gitarzysty, a następnie heroiczne "...now if I turn to you..." wtórowane cichym chórem. I tak cały czas, aż do solówki. Wydawać by się to mogło nużące, jednak słuchając któregokolwiek fragmentu Last Mistake czeka się z niecierpliwością kolejnego, a im lepiej zna się ich kolejność, tym bardziej niecierpliwe staje się oczekiwanie. No tak... znowu zachwyciłam się balladą, myśle że słusznie. Tytułowy Taste Of Heaven to przepełniony radością i optymizmem, zabawny kawałeczek. Być może takie luźne podejście Jeffa do tytułowego numeru miało podkreślić jego stosunek do wydawnictw, które ujrzały światło dzienne pod szyldem Takara. Chłopaki po prostu się bawili, niektórym praca ze słynnym wokalistą pomogła w drodze do kariery, ale dla niego samego była to czysta zabawa. Sacred Pleasure to coś jeszcze z innej beczki. Jedynym punktem zaczepnym w charakterystyce zespołu nadal pozostaje wokalista, bo wszystko inne jest nierozpoznawalne i bez wątpienia posiada pewne cechy oryginalności. Choćby krótka solówka klawiszowa, przed gitarowym szaleństwem, jakie prezentuje Neal Grusky. Tytuł kolejnego numeru sugerowałby pewnie jakąś pierzynówke rodem z tematyki "don't leave me". Nic bardziej mylnego. Jest szybko, a Jeff Scott Soto nie pozostawia miejsca na dyskusję ze swoim "It's much too late for goodbye...". Gdzieś tam w środku przewija się dźwięk szybko rwanych strun akustyka, a zaraz potem donośny krzyk i znowu wiadomo, kto wiedzie prym w Takarze. Kolejna porcja melodycznego hard rocka - Save Me. Jakoś nie mogę oprzeć się wrażeniu, że linia melodyczna dyktowana jest przez bassmana. To, co zwróciło moją uwagę, to partia klawiszowa, pięknie wprowadzająca i współgrająca z solówką, bo poza tym drobnym, acz znaczącym szczegółem, kompozycja nie wnosi nic zachwycającego do albumu. Teraz to już w domu jestem:). Grzecznie, powoli i akustycznie zaczyna się Lonely Shade Of Blue - ballada w stylu Talisman. Dźwięczny fortepian, mocne akcenty gitarowe, śpiewna solówka i Jeff Scott Soto - to tylko kobieta zrozumieć może (facet potencjalnie też, ale zależy od upodobań...). Doszliśmy w końcu do akustycznych bonusów w liczbie dwóch. Pierwszy Again Your Love Is Mine. Krótki, bo trwa niewiele ponad 2 minuty. Coś jednak zawsze jest w tych krótkich wesołych kompozycjach. Gitara akustyczna zachowuje się bardzo wdzięcznie w towarzystwie tamburynu i szlachetnego, czystego głosu. Osobiście bardzo podoba mi się sposób przechodzenia między sylabami, jaki stosuje Jeff. Niezagłuszany przez instrumenty, pięknie daję się prześledzić w tym utworze. Na do widzenia Restless Heart - numer z pierwszej płyty projektu, Eternal Faith. Znów ujawni się moja miłość do nastrojowych kompozycji. Szczerze przyznam, że jeśli o nie właśnie chodzi to Restless Heart jest tutaj najmocniejszą kartą. Przepełniona smutkiem melodia i słowa wyrażające bezgraniczne zagubienie i rozterkę robią swoje - łzy same napływają do oczu. Niejedna zaopiekowałaby się pewnie takim niespokojnum sercem. Takim oto wzruszającym akcentem kończy się nie ostatnie wydawnictwo projektu jednego z najbardziej znanych wokalistów spod znaku Hard Rockin' 80's.
Zapytać może ktoś, dlaczego spośród tylu wydawnictw sygnowanych nazwiskiem Jeffa Scotta Soto warto zwrócić uwagę akurat na tak mało znany projekt jak Takara? Otóż od Talisman począwszy, przez epizody z Litą Ford, MSG, Axelem Rudim Peleml, Yngwie Malmsteen'em, aż po solowe wydawnictwa, wszędzie doszukać możemy się tego wszystkiego, co Jeff zaprezentował podczas swojej przygody w Takara. Szkoda, że ten incydencik ginie jakoś wśród innych dokonań wokalisty i mało kto sięga po niego, a może jednak warto...?
Oficjalna strona zespołu: www.takararocks.com
Nienor kwiecień 2007
|