Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

SWEET CHEATER - Eatin’ Ain’t Cheatin’ [2002/2006]
Wydawca: SCN Worldwide Inc / Perris Records

  1. All Fired Up
  2. Summer
  3. One Love
  4. Money’s Tough
  5. It’s Our Love
  6. Dancin’ On My Grave
  7. Holding Out On Love
  8. I’ve Got You
  9. Romina
  10. Subway Train
Eatin’ Ain’t Cheatin’

Skład: Mike Chappel - śpiew; Tom Flaherty - gitary; Charlie Leger - gitary, harmonijka ustna; Mark Rahilly - gitara basowa, instrumenty klawiszowe; Tom Leger - perkusja

Produkcja: Tom Flaherty

Złożony z raczej mało znanych muzyków Sweet Cheater powstał w połowie lat '80 w Bostonie i początkowo grał w klubach wschodniego wybrzeża USA. Zespół zarejestrował kilka dem, nie udało mu się jednak podpisać kontraktu z wytwórnią płytową, co ostatecznie doprowadziło do jego faktycznego rozwiązania pod koniec tamtej dekady. Dopiero 15 lat później nastąpiła reaktywacja i wytwórnia Perris Records zdecydowała się na wydanie zremasterowanego, spóźnionego debiutu kapeli. Jak widać, niezbadane są wyroki losu, jeśli chodzi o karierę mniej znanych bandów...

Muzykę wykonywaną przez Sweet Cheater można określić jako mieszankę gitarowego party rocka ze sleaze rockiem, niekiedy z wpływami southern rocka. Zespół nie silił się na oryginalność, zamiast tego łącząc elementy obecne w twórczości artystów popularnych w drugiej połowie lat osiemdziesiątych. Wokalista Mike Chappel dysponuje zachrypniętym głosem podobnym do Stephena Pearcy’ego z Ratt, choć o cieplejszej barwie; czasem maniera jego śpiewu zbliża go do Russa "Dwarfa" Grahama z Killer Dwarfs. Już otwierający płytę All Fired Up uzmysławia słuchaczowi, z czym będzie miał do czynienia. Jest to wybuchowe połączenie łobuzerskiego, rozkołysanego rocka w stylu Kix/Ratt ze sleaze’owym zacięciem spod znaku L.A. Guns lub nawet Faster Pussycat. Zadziorny kawałek z przesterowaną gitarą nadaje się idealnie do rozkręcenia jakiejś balangi. Z kolei Summer z wpadającą w ucho, wesołą melodią, jest typowym party rockerem w stylu wczesnego Ratt. Grupa nie stroniła także od ballad (i to jakich!), czego przykładem jest One Love. Po fortepianowym wstępie i zwrotce przypominającej nieco Don’t Close Your Eyes Kix mamy dramatyczny refren w stylistyce, do jakiej przyzwyczaiła nas Tesla. Ten utwór dowodzi, że zespół miał naprawdę duży potencjał, jeśli chodzi o komponowanie. Money Tough to powrót do sleaze’owego imprezowania. Struktura tego kawałka bardzo przypomina piosenki L.A. Guns z drugiej płyty, zwłaszcza w zwrotce śpiewanej najpierw niżej, potem oktawę wyżej. Spokojniej jest w It’s Our Love, który kojarzy się z wolniejszymi utworami Junkyard. Jest on klimatyczny, chociaż zadziornie zaśpiewany, a w jego tle pobrzmiewają gitary typowe raczej dla zespołów southern rockowych. Dancin’ On My Grave to niemal powtórka z Ratt - podobny wstęp, riffy, śpiew przypominający do złudzenia wokal Stephena Pearcy’ego. Żeby nie być posądzoną o ewidentną zrzynkę, grupa zwiększa tempo w refrenie. Przyznam, że te dwa ostatnie utwory nie robią na mnie jakiegoś specjalnego wrażenia. Inaczej rzecz ma się w przypadku Holding Out On Love, bardzo chwytliwego numeru z bezpretensjonalną melodią, którą mógłby równie dobrze wyśpiewać Mike Tramp. W połączeniu z przesterowanymi gitarami utwór brzmi naprawdę bardzo przebojowo i jest jednym z moich faworytów na tej płycie (obok Summer, One Love i Subway Train). Kolejnym przerywnikiem w łojeniu jest I’ve Got You, dość ładna, semi-akustyczna ballada, tworzona zgodnie ze standardami końcówki lat osiemdziesiątych. Kojarzy się nieodparcie z pościelówami takich wykonawców jak L.A. Guns, czy Poison, aczkolwiek trzeba przyznać, że w żadnej mierze nie dorównuje One Love. W końcówce płyty Bostończycy serwują nam jednak dwie piosenki znacznie podwyższające jej średnią ocenę. Pierwszą z nich jest Romina, której struktura, riffy i charakterystyczny rytm niemal dokładnie odtwarzają przeboje Tesli. Kawałek jest jednak zaśpiewany bardziej drapieżnie (w zwrotkach Chappel niemal skanduje), co nadaje mu dodatkowego uroku; zawarta w nim rasowa solówka również może się podobać. Subway Train rozpoczynają rockandrollowe riffy, przechodzące w luzacką, party rockową zwrotkę i znakomity refren, znowu nawiązujący do muzyki Ratt. Cóż, spotkałem się z opinią, że Eatin’ Ain’t Cheatin’ jest najlepszą, nigdy nie wydaną płytą Pearcy’ego i spółki…

Zrecenzowany powyżej album polecam przede wszystkim fanom party rocka i sleaze rocka, zwłaszcza jeśli planują zorganizowanie jakiejś imprezy (chociaż z drugiej strony jego słuchanie na kacu może potęgować nieprzyjemne wrażenie szumu w uszach...). Pozostali miłośnicy muzyki rockowej też znajdą na nim coś dla siebie, gdyż zestaw zagranych tu utworów powinien ruszyć z miejsca nawet największego ponuraka. Pomimo wtórności zawartego na nim materiału, krążek należy ocenić dość wysoko. Szkoda, że w latach, w których powstawały te kompoyzcje, Sweet Cheater nie dotarł do szerszego grona odbiorców, na co niewątpliwie zasługiwał.

Oficjalna strona zespołu na MySpace: www.myspace.com/sweetcheaterband

Hardlover
luty 2009