|
Skład: Mike Chappel - śpiew; Tom Flaherty - gitary; Charlie Leger - gitary, harmonijka ustna; Mark Rahilly - gitara basowa, instrumenty klawiszowe; Tom Leger - perkusja
Produkcja: Tom Flaherty
Złożony z raczej mało znanych muzyków Sweet Cheater powstał w połowie lat '80 w Bostonie i początkowo grał w klubach wschodniego wybrzeża USA. Zespół zarejestrował kilka dem, nie udało mu się jednak podpisać kontraktu z wytwórnią płytową, co ostatecznie doprowadziło do jego faktycznego rozwiązania pod koniec tamtej dekady. Dopiero 15 lat później nastąpiła reaktywacja i wytwórnia Perris Records zdecydowała się na wydanie zremasterowanego, spóźnionego debiutu kapeli. Jak widać, niezbadane są wyroki losu, jeśli chodzi o karierę mniej znanych bandów...
Muzykę wykonywaną przez Sweet Cheater można określić jako mieszankę gitarowego party rocka ze sleaze rockiem, niekiedy z wpływami southern rocka. Zespół nie silił się na oryginalność, zamiast tego łącząc elementy obecne w twórczości artystów popularnych w drugiej połowie lat osiemdziesiątych. Wokalista Mike Chappel dysponuje zachrypniętym głosem podobnym do Stephena Pearcy’ego z Ratt, choć o cieplejszej barwie; czasem maniera jego śpiewu zbliża go do Russa "Dwarfa" Grahama z Killer Dwarfs. Już otwierający płytę All Fired Up uzmysławia słuchaczowi, z czym będzie miał do czynienia. Jest to wybuchowe połączenie łobuzerskiego, rozkołysanego rocka w stylu Kix/Ratt ze sleaze’owym zacięciem spod znaku L.A. Guns lub nawet Faster Pussycat. Zadziorny kawałek z przesterowaną gitarą nadaje się idealnie do rozkręcenia jakiejś balangi. Z kolei Summer z wpadającą w ucho, wesołą melodią, jest typowym party rockerem w stylu wczesnego Ratt. Grupa nie stroniła także od ballad (i to jakich!), czego przykładem jest One Love. Po fortepianowym wstępie i zwrotce przypominającej nieco Don’t Close Your Eyes Kix mamy dramatyczny refren w stylistyce, do jakiej przyzwyczaiła nas Tesla. Ten utwór dowodzi, że zespół miał naprawdę duży potencjał, jeśli chodzi o komponowanie. Money Tough to powrót do sleaze’owego imprezowania. Struktura tego kawałka bardzo przypomina piosenki L.A. Guns z drugiej płyty, zwłaszcza w zwrotce śpiewanej najpierw niżej, potem oktawę wyżej. Spokojniej jest w It’s Our Love, który kojarzy się z wolniejszymi utworami Junkyard. Jest on klimatyczny, chociaż zadziornie zaśpiewany, a w jego tle pobrzmiewają gitary typowe raczej dla zespołów southern rockowych. Dancin’ On My Grave to niemal powtórka z Ratt - podobny wstęp, riffy, śpiew przypominający do złudzenia wokal Stephena Pearcy’ego. Żeby nie być posądzoną o ewidentną zrzynkę, grupa zwiększa tempo w refrenie. Przyznam, że te dwa ostatnie utwory nie robią na mnie jakiegoś specjalnego wrażenia. Inaczej rzecz ma się w przypadku Holding Out On Love, bardzo chwytliwego numeru z bezpretensjonalną melodią, którą mógłby równie dobrze wyśpiewać Mike Tramp. W połączeniu z przesterowanymi gitarami utwór brzmi naprawdę bardzo przebojowo i jest jednym z moich faworytów na tej płycie (obok Summer, One Love i Subway Train). Kolejnym przerywnikiem w łojeniu jest I’ve Got You, dość ładna, semi-akustyczna ballada, tworzona zgodnie ze standardami końcówki lat osiemdziesiątych. Kojarzy się nieodparcie z pościelówami takich wykonawców jak L.A. Guns, czy Poison, aczkolwiek trzeba przyznać, że w żadnej mierze nie dorównuje One Love. W końcówce płyty Bostończycy serwują nam jednak dwie piosenki znacznie podwyższające jej średnią ocenę. Pierwszą z nich jest Romina, której struktura, riffy i charakterystyczny rytm niemal dokładnie odtwarzają przeboje Tesli. Kawałek jest jednak zaśpiewany bardziej drapieżnie (w zwrotkach Chappel niemal skanduje), co nadaje mu dodatkowego uroku; zawarta w nim rasowa solówka również może się podobać. Subway Train rozpoczynają rockandrollowe riffy, przechodzące w luzacką, party rockową zwrotkę i znakomity refren, znowu nawiązujący do muzyki Ratt. Cóż, spotkałem się z opinią, że Eatin’ Ain’t Cheatin’ jest najlepszą, nigdy nie wydaną płytą Pearcy’ego i spółki…
Zrecenzowany powyżej album polecam przede wszystkim fanom party rocka i sleaze rocka, zwłaszcza jeśli planują zorganizowanie jakiejś imprezy (chociaż z drugiej strony jego słuchanie na kacu może potęgować nieprzyjemne wrażenie szumu w uszach...). Pozostali miłośnicy muzyki rockowej też znajdą na nim coś dla siebie, gdyż zestaw zagranych tu utworów powinien ruszyć z miejsca nawet największego ponuraka. Pomimo wtórności zawartego na nim materiału, krążek należy ocenić dość wysoko. Szkoda, że w latach, w których powstawały te kompoyzcje, Sweet Cheater nie dotarł do szerszego grona odbiorców, na co niewątpliwie zasługiwał.
Oficjalna strona zespołu na MySpace: www.myspace.com/sweetcheaterband
Hardlover luty 2009
|