|
Skład: Jim Peterik - instrumenty lawiszowe, gitary, gitara basowa, chórki; Frankie Sullivan - gitary, chórki; Jimi Jamison - śpiew; Marc Droubay - perkusja; Stephan Ellis - gitara basowa
Produkcja: Ron Nevison
Pomimo zmiany wokalisty oblicze Survivor nie uległo znacznej zmianie. Niemniej jednak uważa się, że Vital Signs stanowi początek nowej ery w historii kapeli. Jeżeli mam być szczery, grupa nie zaprezentowała niczego nowego, chłopaki zagrali tak jak dawniej, tylko że diablo dobrze. Płyta była tak rewelacyjna, że w swoim czasie wydawnictwo mogło pretendować do miana najlepszej AORowej płyty w historii, a i w późniejszych latach broniło z łatwością miejsca przynajmniej w pierwszej dziesiątce.
Statystyki również okazały się łaskawe i płyta osiągnęła komercyjny sukces oblawszy się kilkukrotną platyną, a 3 single wdarły się na wysokie pozycje amerykańskich list przebojów. Zaprezentowana na płycie muzyka jest wzbogacona dużą, momentami ogromną dawką klawiszy. Dzięki temu kompozycje brzmią lekko, a czasami wręcz niewinnie. Survivor dostarcza prostej, nastrojowej, niewymagającej skupienia rozrywki. Obecność Jimiego Jamisona znanego w owym czasie z Cobry i z Target nie była dla fanów zespołu wielkim zaskoczeniem. Przed wydaniem Vital Signs zaśpiewał on w survivorowym The Moment Of Truth będącym częścią soudtracka do jednego z Karate Kidów. Ciekawe, dlaczego numer nie znalazł się na opisywanym przeze mnie wydawnictwie. Duża ilość klawiszy, o której wcześniej wspominałem, może chwilami przytłaczać. Przykładowo, jest ich multum w kawałku High On You. Numer jest bardzo dobry i może uchodzić za klasyka gatunku. Był to jeden z numerów promujących wydawnictwo i wybór ten można uznać za bardzo naturalny. Kawałek podsumowuje muzykę Amerykanów, a recepta na jego sukces tkwii chyba w typowym dla zespołu refrenie. Jeszcze bardziej podoba mi się First Night. Zaczyna się może trochę mniej ciekawie, rozkręca się jednak w bardzo jak na tę kapelę dynamicznego rockera. Jego ozdobę i jednocześnie największą siłę stanowią świetne refreny. Ballady The Search Is Over nie można by dzisiaj nazwać oryginalną. Z drugiej jednak strony w tamtych czasach było zapewne inaczej. Na uwagę zasługuje to, w jaki sposób Jamison zgrał się z zespołem i to jak przejmujący efekt udało im się razem osiągnąć. Kawałek ten doczekał się teledysku i również okupował amerykańskie listy przebojów. Broken Promises to kolejny udany lekki rocker. Wszystko do siebie w nim pasuje i duże brawa należą się dla kompozytora. Klawisze nadają ton kompozycji, a reszta instrumentów i niezawodny Jimi spisują się na medal. Ciężko zapomnieć te fajne chórki. Popular Girl zaczyna serię trzech killerów będących moimi ulubionymi kawałkami z wydawnictwa. Wyróżnia się inną, bardziej oryginalną melodią oraz (który to ja już raz o tym wspominam) wspaniałym refrenem. Amerykanie mają naturalny dar polegający na umiejętności swobodnego komponowania przebojów. Do tego wszystkiego prześladują mnie umieszczone w kawałku partie klawiszy. Trochę szybsze niż zazwyczaj i przykuwające uwagę. Ballada Everlasting pomimo tego, że nie była tak bardzo promowana jak jej umieszczony parę numerów wcześniej poprzednik, roztrzaskuje go na drobne kawałeczki. Jest to zupełnie inna liga, a między utworami widać grubą linię oddzielającą numery, które są tylko bardzo dobre, od tych które zasługują na miano genialnych. Everlasting zachwyca partiami gitary i przejmującym, udzielającym się wszem i wobec klimatem. Dla takich numerów warto wracać do przesłuchiwania krążka. It's The Singer Not The Song jest trzecim z rzędu killerem, tym razem trochę żywszym i bardziej dynamicznym. I nawet nie wiem za bardzo, w jaki sposób mogę go dokładniej opisać. Charakteryzuje się on wszystkimi pozytywnymi cechami, które można by przypisać grze Survivor. Amerykanie opatentowali ten rodzaj pogodnych rockerów. Szkoda, że żaden z tych trzech kawałków nie dorobił się teledysku. Bardziej mi one odpowiadają do tej roli niż na przykład I Can't Hold Back. Wspomniany numer na teledysk zasłużył i był jedną z tych kompozycji, która przyniosła grupie sławę. I choć jest całkiem dobry (można powiedzieć, że jeszcze bardziej pogodny niż wszystkie pozostałe kawałki razem wzięte), to jednak bardziej przemawiają do mnie inne kompozycje umieszczone na krążku. Płyta kończy się utworem I See In Everyone, który można by zcharakteryzować jednym słowem: Survivor.
Vital Signs uchodzi dziś za prawdziwego AORowego klasyka i nie pozostaje mi nic innego jak zgodzić się z tym stwierdzeniem. Laikom można prezentować ten album jako AOR w pigułce i jednocześnie mieć pewność, że muzyka spodoba się znakomitej większości osób. Peterik, Sullivan i Jamison stworzyli dzieło, które często wymieniane jest jako najlepsze wydawnictwo opatrzone nazwą Survivor. Dla fanów posiadanie tego krążka to nie jest nawet mus - oni już go posiadają. I pewnie przeklinają mnie, że niewystarczająco dobrze oddałem jego wielkość.
Oficjalna strona zespołu: www.survivormusic.com
Guciomir marzec 2008
|