|
Skład: Jim Peterik - fortepian, B3, gitara elektryczna, gitara akustyczna 12-strunowa, chórki; Frankie Sullivan - gitara rytmiczna i prowadzaca, gitara akustyczna 12-strunowa, chórki; Dave Bickler - śpiew; Marc Droubay - perkusja; Stephan Ellis - gitara basowa
Produkcja: Frankie Sullivan i Jim Peterik
Któż nie zna tego albumu? A właściwie tej jednej piosenki... Można odważyć się na stwierdzenie, że bez Eye Of The Tiger muzyka rockowa nie byłaby dzisiaj taka sama. Oko tygrysa przyniosło Survivor sławę tak ogromną, że w swoim czasie byli oni w gronie najlepiej rozpoznawalnych rockowych załóg. Numer tytułowy dotarł również do Polski i jest jedną z tych piosenek, którą zna niemal każdy. Bardzo podobnie ma się sprawa z The Final Countdown w wykonaniu Europe, czy też Hold The Line z repertuaru Toto. Wystarczy, że któryś z tych numerów zostanie puszczony w radiu czy też na imprezie i wszystkie słuchające go osoby, niezależnie od własnych preferencji muzycznych, doskonale się przy nim bawią. Jedno pytanie nasuwa się jednak automatycznie. Skoro jest to muzyka tak popularna, to dlaczego wielu ludzi na pytanie "kto jest autorem Eye Of The Tiger?" odpowiada z wielkim przekonaniem, że "Rocky"? Albo co gorsza, że Sylwester Stallone?
Recenzując ten album, obowiązkową sprawą jest wzmianka o tym, że Oko Tygrysa stanowiło ścieżkę dźwiękową dla Rockiego opatrzonego numerem trzy i że na fali popularności tego filmu zespół odniósł swój sukces. Na Eye Of The Tiger udziela się pierwszy gardłowy grupy - człowiek z beretem, czyli Dave Bickler. Specyficzne nakrycie głowy stało się znakiem firmowym tego wokalisty i wpisało się w kanon muzyki rockowej. Album rozpoczyna numer tytułowy i co tu dużo o nim pisać - jest to prawdziwe wejście smoka. Gad zieje ogniem, pręży grzbiet, rytmicznie uderza o ziemię ogonem, a przy tym wszystkim porusza się z gracją godną przyczajonego tygrysa. Utwór jest prawdziwym majstersztykiem i jest słusznie uznawany za hymn AORowej epoki. Wielu ludzi, gdyby miało wybrać tylko jedną mp3, którą mogą zabrać na bezludną wyspę, prawdopodobnie wybrałoby właśnie ten numer. Drugi kawałek na albumie nie odstaje zbyt bardzo poziomem od rewelacyjnego poprzednika. Brzmi przebojowo, zachwyca refrenem. Tak się po prostu kiedyś grało. The One That Really Matters to kolejne mocne uderzenie, a jego atutami są brzmienie i melodia. Na niekorzyść mogą działać chórki, które mi osobiście nie przeszkadzają, aczkolwiek brzmią trochę zbyt falsetowo. Prawdziwym killerem, na miarę numeru tytułowego, jest na wpoły instrumentalny I'm Not That Man Anymore. Klimat, który kapela buduje przez pierwsze 30 sekund utworu, jest niesamowity. Duża w tym zasługa klawiszy i dobrze wykonanego wokalu. Pomysłowo została zagrana solówka, podczas której zarówno klawisze jak i gitara mogą coś sobą przekazać. Fragment instrumentalny jest zresztą bardzo długi, zaczyna się bowiem w połowie utworu i trwa aż do samego końca. Nie ma tu niepotrzebnej wirtuozerii, wszystko zostało zagrane solidnie i niemal perfekcyjnie. Zespół zachował dobre proporcje między treścią, a formą. Swoje firmowe brzmienie kapela serwuje w Children Of The Night. Gitary tryskają przyjemnymi dla uszu iskrami, a dodatkową atrakcją jest charakterystyczny dla kapeli, przebojowy refren. Trochę wykrzykiwany, niemniej jednak niesie w sobie pozytywny przekaz. Słabiej prezentuje się balladowe Ever Since The World Began. Jest najzwyczajniej w świecie nudne a w dodatku brakuje w niej solówki. Każda kapela lubi czasami posmęcić. Szkoda. Rehabilitacja nadchodzi wraz z American Heartbeat. Jest to mój osobisty faworyt z płyty i według mnie bije on nawet znany przez wszystkich numer tytułowy. Co jest w nim takiego dobrego? Niezły rytm, fajne połączenie klawiszy wraz z innymi instrumentami, rewelacyjny refren oraz ogólne wrażenie, które przywołuje na myśl Shooting Star. Funkcje zapełniaczy spełniają Hesitation Dance oraz Silver Girl. Zespół nie jest w nich tak elekryzujący. Tygrys chowa swoje pazury i przestaje być groźny. Srebrna dziewczyna jest jeszcze w stanie się jakoś obronić, niemniej jednak na tle reszty rewelacyjnego materiału wypada ona słabo. Czegoś zabrakło.
Oko Tygrysa to jedna z bardziej znanych AORowych płyt w historii gatunku. Nie jest to szczytowe osiągnięcie kapeli, parę lat później stworzą oni uchodzące za prawdziwego klasyka Vital Signs. Niemniej jednak Eye Of The Tiger zasługuje na uwagę. To między innymi dzięki niej Survivor trafili do panteonu rockowych sław, to dzięki niej zdobyli popularność i brali udział w popularyzacji AORowej muzyki. Parę utworów odstaje poziomem od reszty, nie powinno to jednak wpływać znaczącą na ocenę krążka jako całości. Jest on dobry i godny polecania dla miłośników lżejszych brzmień. Dla fanów AORu to niemal "pozycja ponadczasowa", choć w przeważającej mierze jest to zasługa jednej promującej jej piosenki (reszta singli z albumu nie odniosła takiego sukcesu). Tak czy inaczej z ekipą Jima Peterika należy się liczyć, a przynajmniej wypada ich znać.
Oficjalna strona zespołu: www.survivormusic.com
Guciomir październik 2007
|