|
Skład: Terry Brock - śpiew; Ian J. Stewart - gitary; Jim Drummond - perkusja; David Stewart - gitara basowa David "Munch" Moore - gościnnie wszystkie partie instrumentów klawiszowych
Produkcja: Ian J. Stewart i John Lee
Strangeways to szkocka kapela grająca melodyjnego rocka, czy też jak kto woli AOR. Jest to też zdecydowanie jedna z najlepszych kapel tego nurtu, stawiana na równi z The Storm czy też Signal. Podczas nagrywania tego albumu zespół stanowili Terry Brock (śpiew), Jim Drummond (perkusja), Ian Stewart (gitara), David Stewart (gitara basowa) i David Munch Moore (klawisze). Terry Brock to wokalista śpiewający bardzo podobnie jak Johnny Gioeli. W ten sam sposób, nosowo, wyśpiewuje wyższe rejestry, jednak moim zdaniem Brock śpiewa z wiekszą dozą uczucia niż Gioeli, co nie zmienia faktu, że Gioeli potrafi śpiewać wyżej i mocniej.
Walk In The Fire ma typowe brzmienie roku '89, produkcja jest krystalicznie czysta, każdy dźwiek jest wyraźnie słyszalny. Na albumie znalazło się 10 kompozycji, z których każda jest potencjalnym przebojem. Nie ma tu żadnych wypełniaczy, jest to po prostu jeden z tych albumów, za które każdy maniak dałby się pociąć. Co więcej, znalazło się tu przynajmniej kilka najlepszych piosenek AOR-owych w historii tego gatunku. Love Lies Dying to ballada, która powinna była sprzedać się w milionach egzemplarzy, to jest po prostu prawdziwa perła, piosenka, której można słuchać bez końca. Moim zdaniem już nie usłyszę nigdy piękniejszej piosenki. Terry śpiewa tu z takim uczuciem, że aż ciarki przechodzą po plecach. Every Time You Cry to następna wspaniała, grana w średnim tempie piosenka. Rozpędzona w chórze sprawia, że totalnie można się od niej uzależnić. Tytułowy Walk In The Fire to kwintesencja AOR. Zresztą po co mam wymieniać tracklistę tej płyty - dla każdego inne piosenki będą ulubionymi utworami. Zamykająca płytę ballada After The Hurts Is Gone również spodoba się z pewnością fanom AOR. Prawda jest taka, że jest tu 10 hiciorów i nawet zagorzały krytyk nurtu AOR nie ma szans na znalezienie słabych punktów na tym wydawnictwie. Jest to płyta wspaniała, doprawdy warta trudu sprowadzenia jej zza granicy.
Gwarantuję każdemu, że po przesłuchaniu tego albumu długo będzie się zbierał z podłogi, szczególnie jeśli jest fanem The Storm, From The Fire czy też Signal. W komentarzach na stronie www.heavyharmonies.com jedna z osób napisała taki oto komentarz i niech będzie on zakończeniem niniejszej recenzji: "SCOTTS SHOULD BE PROUD OF TWO THINGS.......THEIR WHYSKEY AND OF COURSE STRANGEWAYS.....JESUS CHRIST!!.....WHAT AN ALBUM!!!!!".
Brak oficjalnej strony zespołu
Vandervelde sierpień 2003
|