|
Skład: Steve Lukather - śpiew, gitary, syntezatory, instrumenty klawiszowe; Steve Stevens - gitara; Michael Landau - gitara; Jan Hammer - syntezatory, organy Hammonda; Kim Bullard - instrumenty klawiszowe; C.J. Vanston - instrumenty klawiszowe; Eric Rehl - syntezatory; Jai Winding - syntezatory; Aaron Zigman - syntezatory; David Paich- organy; Eddie Van Halen - gitara basowa; Neil Stubenhaus - gitara basowa; Randy Jackson - gitara basowa; Will Lee - gitara basowa; John Pierce - gitara basowa; Carlos Vega - perkusja; Jeff Porcaro - perkusja; Lenny Castro - instrumenty perkusyjne; Thommy Price - perkusja; Richard Marx - chórki; Warren Ham - śpiew, ad-libs; Tom Kelly - chórki; Tommy Funderburk - chórki
Produkcja: Steve Lukather, Steve Stevens, Richard Marx, Eddie Van Halen, Danny Kortchmar i Richie Zito
Trochę historii na początek. Album Lukather jest pierwszym solowym krążkiem frontmana Toto i ukazał się w roku 1989, a więc w czasie gdy ten zespół przeżywał rozliczne kłopoty. Tuż przed nagraniem albumu Toto zatytułowanego Fahrenheit miejsce wokalisty Fergie Fredericksena zajął Joseph Williams (syn sławnego kompozytora Johna Williamsa). Ten też długo nie zagrzał miejsca i odszedł z grupy po ukazaniu się LP The Seventh One w 1988 roku. W 1990 r. za sprawą sugestii wytwórni płytowej Toto wzięło południowo-afrykańskiego śpiewaka, Jeana-Michela Byrona na stanowisko wokalisty. To posunięcie okazało się katastrofą, więc został "wyrzucony" z grupy w roku 1991. Tak więc Stefek miał trochę czasu na realizację swego pomysłu, bo następny studyjny album Toto ukazał się dopiero w roku 1992.
Prace nad albumem Lukather rozpoczęły się tuż po wydaniu płyty The Seventh One. Nie mogło oczywiście obyć się bez wydatnej pomocy przyjaciół. Tak więc w otwierającym tę płytę Twist The Knife u boku Lukathera na basie zagrał sam Eddie Van Halen, który jest także współautorem tego utworu. Mało kto wie, że ta kompozycja miała znaleźć się na którymś z dwójki albumów Van Halen: 5150 lub OU812 i pierwotnie nagrana, zawierała zupełnie inny tekst oraz tytuł (I Want Action). W następnej ścieżce, Swear Your Love, pojawia się gościnnie nie kto inny jak Richard Marx, który udziela się wokalnie także w innych utworach. Najlepszym nagraniem na tym krążku bez wątpienia jest Fall Into Velvet, w którym nagromadzenie gości na centymetr kwadratowy musi budzić szacunek. Udzielają się w nim oprócz Steve'a Lukathera: Steve Stevens (zagrał tu pełną emocji solówkę) oraz nie kto inny jak sam Jan Hammer (tak, to ten od słynnego tematu do filmu, a raczej serialu "Miami Vice"). W tle pięknie śpiewa pani Cindy Mizelle. Wspaniały, dziewięciominutowy utwór. Dalsza część krążka nie jest zbyt emocjonująca, co nie oznacza automatycznie tego, że jest nudna. Zawiera kompozycje nieco bardziej popowe, jeśli wolno mi tak to określić. Lonely Beat Of My Heart napisany do spółki z panią Diane Warren oraz Second Chance. Szkoda, że ballada Turns To Stone nie została doceniona i zwykle mało osób wymienia ją w całym solowym dorobku Stefka. A przecież zawiera ona to wszystko, co mają w sobie najlepsze ballady Toto, by wymienić tu tylko słynne I'll Be Over You czy pościelowe I Won't Hold You Back. Oczywiście przy pracy nad wszystkimi utworami nie mogło zabraknać wydatnej pomocy kumpli z Toto: Davida Paicha i Jeffa Porcaro, z którymi Lukather był najbardziej zaprzyjaźniony. Co więc zawiera ta płyta? Czy mogła by się stać po prostu kolejnym wydawnictwem słynnego składu sidemanów? No cóż, mogło tak być. Gdyby dołożyć tu nieco więcej rockowego pazura i dać pograć innym muzykom macierzystego składu, to nikt by się nie zorientował. Przecież na krążku Kingdom Of Desire i tak wszystkie utwory zaśpiewał Lukather. Sam sprawca i szef całego zamieszania, postanowił sygnować ten longplay własnym nazwiskiem. Po pierwsze mając dość tego, co działo się z Toto, po drugie chcąc zrobić coś innego. Czy sie udało? I tak i nie. Od porównań uciec się nie udało, a sam zainteresowany tą płytą rozpoczął udaną solową karierę, wydając co jakiś czas kolejne płyty, gdy akurat nie był zajęty pracami w Toto.
Lukather to album bardzo przyjemny, nie razi ucha ani przez moment. Niektórzy mogą jedynie narzekać na małą zawartość klimatu, który panował na krążkach Toto. No i na niezbyt fajną okładkę. No cóż, narzekać można zawsze. Mi się ta płyta po prostu podoba, wierzę, że znajdzie swoich zwolenników także wśród Was. Nikt nie powinien być zawiedziony. Polecam.
Oficjalna strona artysty: www.stevelukather.net
Vincent sierpień 2010
|