Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

STEEL VELVET - Luz [2011]
Wydawca: Steel Velvet

  1. Show
  2. Motoru Ryk
  3. Moneta
  4. Rocker
  5. Soczewki
  6. Koszmar
  7. Rozdroże
  8. Zew Młodości
  9. Wczorajszy Jazz
  10. Ja To Mam Szczęście [bonus track]
Luz

Skład: Paweł "Bolec" Soja - śpiew, gitara basowa; Dominik "Patyk" Cynar - gitara; Mariusz "Badyl" Belcer - gitara, śpiew; Robert "Ziober" Ziobro - perkusja

Produkcja: Steel Velvet

O rodzimej scenie muzycznej z całą pewnością da się powiedzieć jedno - jaka jest, każdy widzi. Zespołów grających "czystego" hard rocka jest wręcz skandalicznie mało, a tych spośród "młodych gniewnych", którzy nawiązują brzmieniem i wizerunkiem do klasyki gatunku, da się policzyć dosłownie na palcach jednej ręki. Nic więc dziwnego, że praktycznie każdy nowopowstały "twór" tego typu wart jest uwagi. Do takich właśnie zalicza się skład ze Strzyżowa (woj. podkarpackie) pod nazwą Steel Velvet, który w tym właśnie roku wydał debiutancką płytę Luz. Estetyczny digipack, żartobliwa "kreskówkowa" okładka przedstawiająca zespół zmierzający do engimatyczniej miejscowości "Hardrock'n'rollów" - zabieramy się zatem z nimi i jedziemy.

Płytę otwiera dynamiczny dialog sekcji rytmicznej i gitar - tak zaczyna się pierwszy utwór, Show. Już od pierwszych linijek słychać, że wokalista i zarazem basista formacji - Paweł "Bolec" Soja - przejawia całkiem spory potencjał (po pierwszym przesłuchaniu płyty skojarzył mi się z Pawłem "Kiljanem" Kiljańskim dzierżącym niegdyś mikrofon w Hetmanie, ze swoich najlepszych czasów). I, kto wie, może kiedyś będzie mu dane stanąć w szranki z najlepszymi naszej sceny... Tekstowo również jest mocno tradycyjnie, zespół wykorzystuje znane i ograne klisze ("i nie ma tutaj miejsc dla złamanych serc"). To jednak nie razi. Wręcz przeciwnie. Warto zwrócić uwagę na świetną pracę basu, który w odróżnieniu od twórczości wielu innych hard rockowych kapel tu brzmi mocno i dobitnie. Świetne solo, energia, mocne uderzenie już od pierwszych akordów - nic odkrywczego, ale słucha się całkiem nieźle. "...Żelaznym koniem przez bieszczadzki świat..." - tak zaczyna się drugi kawałek na płycie, Motoru Ryk. Godny, moim zdaniem, następca takich rodzimych hymnów motocyklowych, jak Easy Rider Hetmana, Mania Szybkości Fatum czy też Wolności Smak rzeszowskiego Monstrum. Znów wytarta nieco klisza, znów "gdzieś już to słyszeliśmy" - ale przecież często, niczym inżynier Mamoń, "lubimy tylko te piosenki, które już słyszeliśmy" i w myśl tego wracamy do piosenek wykorzystujących sprawdzone, trafione w dziesiątkę motywy. Stąd też może Motoru Ryk nie zapisze się w pamięci potomnych, ale równocześnie trudno go nazwać utworem nieudanym. Uwagę zwraca sprawna praca duetu gitar - Dominika "Patyka" Cynara i Mariusza "Badyla" Belcera, dwóch wiosłowych Steel Velvet. Moneta, trzecia pozycja na debiucie zespołu, przykuwa uwagę ciekawym, kroczącym, bluesującym riffem... Po chwili oddechu Rocker uderza agresywnym wokalem i gitarą, gwarantując prawdziwą hard rockową galopadę i upewniając niedowiarków, że "...prawdziwy rock'n'roll to muzyka szalonych". Następne pozycje na płycie, czyli Soczewki, Koszmar i Rozdroże, trzymają poziom poprzedników (choć ten drugi rozpoczyna się w sposób typowy dla ballady - nic bardziej mylnego). Znów z powodzeniem powielane liryczne schematy, znów słychać zadziorny wokal oraz ekspresywne dialogi gitar i basu. Ciekawy jest refren Koszmaru, z całkiem niezłymi chórkami. Nie mniej przyjemna dla ucha jest siódma pozycja - Rozdroże - pobrzmiewająca znów nieco w tle dynamicznym blues rockiem... Ósmy jest znakomity Zew Młodości, napędzany riffem a'la wspomniane już Monstrum, bardzo udany tekstowo, porządnie zagrany i zaśpiewany. Płytę zamyka Wczorajszy Jazz - kojarzący się nieodparcie z ostrzejszymi numerami Shout - oraz Ja To Mam Szczęście, numer bonusowy i zarazem, trochę przewrotnie, jeden z lepszych na płycie. Pierwsze skojarzenie? Love For Sale z repertuaru Bon Jovi, finiszujące płytę New Jersey w dokładnie ten sam sposób - spontaniczny, sprawiający wrażenie "nagranego za pierwszym podejściem na starym magnetofonie". Ot, żartobliwa przyśpiewka z całkiem niestandardowym instrumentarium na koniec. Przydałby się zapewne i sukces komercyjny na miarę New Jersey, szkoda, że w naszych czasach i w granicach naszego kraju po prostu niemożliwy.

Luz Steel Velvet jest pierwszą płytą w dorobku tej nowej w polskim hard rockowym podziemiu formacji i - jak na debiut - panowie wywiązali się ze swego zadania znakomicie. Jest tu wszystko, czego po udanej płycie oczekuje słuchacz nieskomplikowanego, zagranego z polotem i energią hard rocka. Z jednej strony - jak większości współczesnych zespołów - można Steel Velvet zarzucić brak oryginalności, powielanie starych schematów, nader częste odwołania do zakorzenionych już na dobre w muzyce rockowej tradycji i ewidentną awersję do muzycznych eksperymentów. Z drugiej, hard rock jest gatunkiem, w którym powiedziano już niemal wszystko - jeśli odpowiednia dawka gitarowego wymiatania i zadziornego wokalu wystarczy w zupełności, eksperymenty można z czystymi sumieniem zostawić na później. Kipiący muzycznym potencjałem Steel Velvet z lekkim przymrużeniem oka i tytułowym "luzem" mkną wraz ze słuchaczami przez dziesięć zebranych na płycie kompozycji, nie dając im zbyt wielu okazji na złapanie oddechu. Miejmy nadzieję, że na następnych płytach formacja zdecydowanie rozwinie skrzydła i okrasi zestaw "z metra ciętych" hard rockerów jakąś udaną power balladą, czy też czymś dla siebie w muzycznym wymiarze niestandardowym. Inaczej grozi im wtórność i zabójcze dla wielu kapel zmęczenie materiału - póki co, u progu zespołowej kariery, Steel Velvet podpisało się pod solidną dawką hard rocka, wartą rekomendacji fanom tego typu muzyki. Zagorzali słuchacze dawnego wcielenia IRY, Shout, Fatum, Hetmana czy Yankee Rose nie powinni czuć się płytą Luz zawiedzeni.

Oficjalna strona zespołu: www.steel-velvet.pl

Twisted
wrzesień 2011