|
Skład: Mike Matijevic - śpiew, gitara akustyczna, pianino; Kenny Kanowski - gitary, mandolina; Vincent Mele Jr. - gitara basowa; Alex Makarovich - perkusja; Andy Duncan - instrumenty perkusyjne w [11]; Derek Austin - pianino i aranżacje smyczkowe; Kenneth W. Gloffree - saksofon; Ellie Blackshaw altówka; Mary Shannon - pierwsze skrzypce; Shereen Goobur - drugie skrzypce; Lucy East - wiolonczela
Produkcja: Mike Matijevic i Kit Woolven
Steelheart A.D. 1996 było zupełnie inną załogą niż znana wszystkim miłośnikom hair metalu formacja, z oryginalnego składu pozostał jedynie wokalista grupy. Z tego też powodu Wait uchodzi bardziej za solowe wydawnictwo Matijevica, a co niektórzy fani Steelheart mają mu za złe to, że nie użył swojego własnego nazwiska jako szyldu dla nowego wcielenia zespołu.
Zamiast hair metalu otrzymaliśmy rocka podanego w bardziej alternatywnej formie. Na płycie znajduje się parę bardzo mocnych kawałków, ale jej przeważająca część brzmi, jakby to ująć, dziwnie. Przykładem takiego "dziwnego" utworu może być chociażby Take A Little Time. Jest on dość dynamiczniy, głos Matijevica momentami jest elektronicznie modyfikowany, a całość została okraszona nietypowymi gitarowymi riffami zagranymi przez nowego wioślarza o swojsko brzmiącym nazwisku (Kanowski). Płytę odsłuchiwałem wiele razy i po jakimś czasie zacząłem akceptować ten numer, pierwszy kontakt z nim był jednak niezbyt miły. Szok był spory, gdyż pierwsza ścieżka, która pojawia się na Wait, brzmi o wiele bardziej klasycznie. We All Die Young jest jednym z trzech numerów, które naprawdę przypadły mi do gustu. Słuchając jej można zastanawiać się, dlaczego reszta płyty nie brzmi tak rewelacyjnie. Matijevic udowodnił, że pomimo wciąż trwającej rekonwalenscencji był w wysokiej formie, a i gra Kanowskiego nie była taka odstraszająca. I chociaż pewnie wszyscy o tym wiedzą, to przypomnę, że We All Die Young znalazło się na ścieżce dźwiękowej do filmu "Rockstar" i że Mike Matijevic był w rzeczywistości głosem Steel Dragon. Jedna jaskółka nie czyni wiosny i dalsza część płyty brzmi niestety bardziej alternatywnie. Riff, który możemy usłyszeć w Live To Die, bez trudu psuje mi dobry humor i żeby czerpać radość z tego kawałka muszę go słuchać po (nie)jednym głębszym. Wstęp przypomina mi odrobinę Shotgun Symphony z ich gorszych czasów. Nie polecam. Zagrane akustycznie Electric Chair jest o wiele ciekawszą kompozycją. Grupa zastosowała parę ciekawych patentów, dziękim którym stworzyła wrażenie przestrzeni. Kawałek, trochę paradoksalnie brzmi ciepło i co ważniejsze melodyjnie. Wraz z numerem piątym przychodzi czas na prawdziwego killera. I nie mam tu na myśli piosenki, którą można by było określić mianem bardzo dobrej, ale takiej która może bić się o miano najlepszej ballady w historii formacji. Osobiście stawiałbym Say No More znacznie powyżej Mama Don't You Cry i jednocześnie tylko trochę niżej od She's Gone. Różni się od nich klimatem, jest mroczniejsza i smutniejsza zarazem. I to się sprawdza, otrzymany przez muzyków nastrój określiłbym jako kosmiczny. Gra basisty stoi na bardzo wysokim poziomie, Kanowski trzyma się na uboczu, ale nadaje numerowi odpowiednich szlifów, a gardło Matijevica daje z siebie 100%. Ah Song pachnie psychodelią i staram się go unikać. Podobnie sprawa ma się z alternatywnie brzmiącym Cabernet. Shangrila naśladuje trochę przestrzeń, z którą mieliśmy do czynienia podczas Electric Chair. Takie kawałki są odrobinę nudne, choć nie zrażają do siebie słuchacza. Wzrost formy zespołu notujemy dopiero przy okazji singlowego kawałku tytułowego. Jest to ponownie ballada utrzymana w smutnym klimacie, choć tym razem brak w niej mroku. Dobrze się jej słucha. Niezależnie od składu zespołu Steelheart sprawdzają się w takim repeartuarze. Płyta kończy się w spokojny sposób i bez fajerwerków. Pomimo jej wielokrotnego przesłuchania nie potrafię sobie przypomnieć dwóch ostatnich kawałków. Jedyne, co mi się z nimi kojarzy, to pojawiające się w Virgin Soul saksofonowe zagrywki.
Płyta jest bardzo nierówna. Znajduje się na niej kilka dobrych utworów, ale większość materiału określiłbym mianem dziwnego i raczej nieudanego. Wait polecam tylko wytrwałym fanom Steelheart i tym, którzy lubią posłuchać czasami czegoś innego i bardziej oryginalnego. Zwrócę również uwagę na to, że w okresie poprzedzającym wydanie krążka miały miejsce bardzo ważne wydarzenia, które doprowadziły do rozpadu zespołu i podczas których Mike Matijevic cudem ocalił wiszące na włosku życie. Zainteresowanych odwołuję do znajdującej się w serwisie biografii zespołu.
Oficjalna strona zespołu: www.steelheart.com
Guciomir wrzesień 2008
|