|
Skład: Tony Harnell - śpiew; Magnus Karlsson - gitary, instrumenty klawiszowe; John Macaluso - perkusja; Fabrizio V. Zee Grossi - gitara basowa, loopowanie, sampler
Produkcja: Fabrizio Grossi
Starbreaker nie są nawet kapelą, a pomimo tego ich debiutancki album podbił serca fanów i krytyków. Grupa ta powstała z inspiracji włoskiego wydawcy - Frontiers Records. Kierownictwo firmy w osobie Serafino Perugino namówiło do współpracy Tony'ego Harnella - wokalistę sławnego TNT. Podczas omawiania stylistyki, jaka miała być zaprezentowana na wydawnictwie, wybór Tonego padł na "ciężki melodyjny metal" i tak właśnie się stało. Po obietnicy, że na płycie nie będzie power metalu do ekipy został dołączony gitarzysta i zarazem klawiszowiec Magnus Karlsson (znany wtedy przede wszystkim z Last Tribe). Skład uzupełnili rewelacyjny perkusista John Macaluso oraz basista i zarazem producent płyty - Fabrizio Grossi - postać najmniej przeze mnie znana. Starbreaker to projekt założony na potrzeby stworzenia jednego wydawnictwa i właśnie w ten sposób należy do niego podchodzić.
Najciekawszą rzeczą dotyczącą "kapeli" jest to, że panowie podczas całego procesu tworzenia krążka nie mieli okazji razem się spotkać. Płyta powstawała na raz w paru miejscach na globie. Partie gitary powstawały w Europie, wokal w Nowym Jorku, natomiast dogranie basu i proces produkcji miały miejsce w Los Angeles. Komponowany materiał był na biężąco przesyłany za pomocą internetu i w taki właśnie korespondencyjny sposób powstał debiut projektu. Pierwszy kontakt twarzą w twarz muzyków miał miejsce dopiero podczas tworzenia teledysku do jednego z gotowych już utworów. Muszę przyznać, że choć płyta powstawała w dziwny sposób, to jednak do jej produkcji nie można mieć zastrzeżeń. Brawa należą się Grossiemu. Eksperyment przyniósł również niespodziewany i bardzo pozytywny skutek. Każdy muzyk ma możliwość zaprezentowania swoich możliwości, każdy instrument posiada swoje momenty, a cała płyta brzmi wyjątkowo świerzo. Zgodnie z zamierzeniem Harnella muzyka na krążku to skrzyżowanie hard rocka z melodyjnym metalem, z przewagą tego drugiego. Wbrew pozorom, stosunkowo mało spotkamy tutaj TNT. Wydawnictwo to jest zdecydowanie najcięższym w dorobku Tony'ego. Sprawdził się on w tej roli znakomicie i fani jego wokalu powinni być wniebowzięci. Słowa uznania należa się również dla Karlssona. Gra on ostro i melodyjnie zarazem, a co za czym idzie również miłośnicy Last Tribe nie będą mieli powodów do narzekania. Na koniec pałkarz i jego rola. Macaluso to postać znana w świecie melodyjnego metalu. Nie zawiódł. Początek Die For You to popis zarówno jego jak i Karlssona. Pałkarz wprowadza nas w trochę orientalny klimat, a gitarzysta po pewnym czasie znienacka atakuje. Rytm utworu porywa serca i wbija się w świadomość słuchacza. Połamańce są pierwszej klasy, a Harnell z kolei świetnie spisuje się w takim ostrym repertuarze. Bardzo dobrze wypada również teledyskowe, dość intrygujące w warstwie tekstowej Lies. świetny riff Karlssona to nie wszystko, co charakteryzuje ten numer. Najbardziej podobają mi się w nim bridge oraz refren. Trochę połamany rytm oraz wokal najwyższej klasy. Harnell to hard rockowy bóg. Break My Bones oraz Crushed to tak jakby powtórka z rozrywki. Odnieść można wrażenie, że chwilę wcześniej już to się słyszało. Jest to jednak na tyle dobry materiał, że wciąż ma się ochotę na więcej. Głos wokalisty ponownie powala, a refreny są tak przebojowe, że po prostu chce się żyć. Drugi z wymienionych numerów może się nie spodobać hard rockowym konserwatystom, bowiem głos Harnella jest w nim elektronicznie zniekształcany. I chociaż sam zaliczam się do osób, które nie lubią "nowoczesnych" wstawek, to jednak Starbreaker robią to z taką klasą, że nie mam żadnych zastrzeżeń. Pierwsza spokojniejsza kompozycja na krążku to Days Of Confusion. Numer zaczyna się ładnymi klawiszami, później następuja krótka gitarowa eksplozja, a następnie do akcji wkracza gardłowy. Świetny numer i ponownie jest to zasługa potężnie brzmiących chórków. Karlsson ponownie z kolei odwala kawał dobrej roboty. Transparent to rocker, który może uchodzić za jednego z najlepszych z krążka. Wiem, że się powtarzam, ale Starbreaker ponownie wypunktowali, to co jest potrzebne, aby stworzyć hit. Ani Hughes, ani Lande nie porywają mnie tak bardzo jak Tony Harnell na tym wydawnictwie. Facet naprawdę potwierdził swoją klasę - mało kto potrafi się tak melodyjnie wydzierać. Kawałek został stworzony według schematu: mocny początek, łagodniejsze zwrotki i wybuchowe refreny. Receptura ta spełnia się znakomicie i bardzo cieszy mnie to, że Starbreaker tworzą coś, do czego naprawdę mają predyspozycje. Na płycie znajdujemy dalej dwie spokojniejsze, podobne do siebie, kompozycje. Obie zachwycają. Mowa tu o Light At The End Of The World oraz o Underneath A Falling Sky. Obie są genialne, melodyjne i przebojowe. Polecam szczególnie drugą z nich. W swoim czasie nie mogłem przestać śpiewać w myślach jej refrenu. Swoistym zgrzytem może być nieudane Cradle To The Grave. W założeniach miało ono pewnie trafić w gusta słuchaczy lubujących się w nowszych, mniej melodyjnych brzmieniach. Uważam zamieszczanie tej kompozycji jako błąd. Jest ona osamotniona na płycie i Starbreaker nie powiększą dzięki niej grona swoich fanów. Większość osób prawdopodobnie nie będzie jej słuchać i uruchomi kolejne utwory. Nie podoba mi się też Turn It Off, chłopcy się starali, wyszło jednak trochę "galopująco" i nie jest to do końca moja bajka. Instrumentalne Dragonfly to szaleństwa Karlssona. Widać, że gitarzysta zna się na rzeczy i że potrafi również tworzyć oryginalne aranżacje. Chwilami można to nawet skojarzyć z grą Nuno Bettencourta. Krążek zamyka Save Yourself. Perkusista trochę szaleje, Harnell ponownie potwierdza formę, a refren jest jak zawsze przebojowy.
Płyta jest jednym z najlepszych wydawnictw 2005 roku. Starbreaker można śmiało stawiać obok Crashdïet, Gotthard czy też Place Vendome. Frontiers małymi pieniędzmi i wielkimi chęciami stworzył niesamowity krążek i szkoda tylko, że jak na razie nie słyszałem o reaktywacji projektu. Debiut Gwiezdnego Łamacza powinien spodobać się większości miłośników melodic metalu i hard rocka, a w szczególności fanom Masterplan, Last Tribe no i TNT, choć z tym ostatnim łączy go właściwie tylko jedno nazwisko. To jednak w zupełności wystarcza. Jedynym poważnym powodem do narzekania w sprawie płyty może być to, że zamieszczone na niej utwory są zbyt do siebie podobne. Czy jednak jest to wada?
Oficjalna strona zespolu: www.starbreakerband.com
Guciomir listopad 2007
|