|
Skład: Stan Bush - śpiew; Holger Fath - gitary, instrumenty klawiszowe; Matt Bissonette - gitara basowa; Matt Laug - perkusja
Produkcja: Holger Fath
Stana Busha można by właściwie tytułować "mistrzem drugiego planu" - choć nie zyskał nigdy szerokiego rozgłosu, współpraca z takimi tuzami muzycznej branży jak Mick Jones, Desmond Child, Paul Stanley czy Peter Frampton udowadnia, że byłby to rozgłos całkowicie zasłużony. Osobiście z twórczością tego pana zetknęłam się parę lat temu, przy okazji kawałka z soundtracku do filmu "Kickboxer" z 1989 r. - Never Surrender, numeru zresztą całkowicie reprezentatywnego dla przebojowej, napędzanej melodyjnym brzmieniem klawiszy stylistyki, w jakiej najwyraźniej Stan Bush czuje się najlepiej. Prócz wspomnianych filmowych ścieżek, słychać to także na solowych płytach artysty - najnowsze i zarazem jedenaste wydawnictwo Busha, Dream The Dream, sygnowane szyldem Frontiers Records, tylko potwierdza tę teorię. Dream The Dream jako całość w sposób umiejętny dawkuje przebojowy AOR - w najbardziej tradycyjnym tego pojęcia znaczeniu.
Never Hold Back to pierwszy numer na płycie i zarazem bardzo udany "otwieracz". Oczywiście, chwytliwa i melodyjna stylistyka, w jakiej jest utrzymany, mimo woli rodzi skojarzenia ze słynnym Never Surrender - dynamiczny, szarpany riff przypomina jednak bardziej... Thunderstruck AC/DC. Grunt to szczypta świeżości, a zatem można uznać ten zabieg za udany. Tło muzyczne to czysty AOR, na którego tle wybija się również mocny i melodyjny głos Stana Busha. Niekoniecznie przypadnie on do gustu wielbicielom rockowych krzykaczy z kręgu hard'n'heavy czy sleaze'u, jednak fani Jimiego Jamisona, Lou Gramma czy Joe Lynn Turnera mogą po tę płytę sięgać w ciemno. Nie tylko zresztą pod względem wokalnym... Pozycję drugą zajmuje I'm Still Here, napędzane przez bardzo przebojowe klawisze, od razu kojarzące się z takimi albumami, jak Detour Crystal Blue czy jedynka Arti Tisi. Gitary również pobrzmiewają gdzieś w tle, by nabrać rozpędu w dynamicznym i naprawdę bardzo udanym solo. Słychać, że niejaki Holger Fath odwala tu (zarówno w ramach obsługi klawiszy, jak i sześciu strun) naprawdę kawał znakomitej roboty. Słuchając Don't Give Up On Love nie mogę oprzeć się pewnym brzmieniowym skojarzeniom ze słynnym Do You Ever Think Of Me (słynnym choćby dlatego, że pod różnie skracanymi tytułami ta demówka Joe Lynn Turnera doczekała się kilku wersji, m.in. zespołu Message i projektu Heaven & Earth Stuarta Smitha). Zarówno refren, jak i melodyjny riff tej skądinąd udanej AOR-owej ballady mają w sobie coś ze stylistyki wyżej wspomnianego kawałka. Two Hearts można by w ciemno polecić fanom muzycznych rejonów, w jakich swego czasu poruszał się Signal i Mark Free solo - jest melodyjnie, ale z polotem, instrumenty brzmią w sposób wyważony (choć znów na pierwszy plan wysuwają się klawisze). In My Life z kolei znakomicie pasowałaby choćby na ostatni album Jimiego Jamisona Crossroads Moment - to pościelówa typowa dla AOR-u lat '80, z również typową dla tego typu ballad rewelacyjną solówką i delikatnym brzmieniem pianina na wejście. W Love On The Road czeka nas lekkie przyspieszenie - w gruncie rzeczy jednak, na dłuższą metę ten numer po prostu nudzi. Wciąż jednak to typowy, tradycyjny AOR, którym najnowsze nagranie Stana Busha jest w większości po prostu przesycone. W większości - gdyż utwór siódmy na Dream The Dream, If This Is All There Is odznacza się nieco nowocześniejszym brzmieniem gitar i ostrą jak na tę muzyczną stylistykę sześciostrunową galopadą pod koniec. Podobnie znakomitym brzmieniem gitar wyróżnia się jego następca - numer tytułowy, generalnie jednak oba wspomniane kawałki stanowią wypełniacze przed prawdziwą ucztą dla słuchacza AOR-u, jaką Stan przygotował pod hasłem More Than A Miracle. To coś w stylu szybszych kawałków grupy Survivor - śpiew a'la Jamison oraz pełne harmonii i melodii dialogi gitar i klawiszy, stanowiące doń idealne tło muzyczne. Krótko mówiąc - w kwestii ulubionego utworu z płyty to mój absolutny faworyt. Your Time również nie zawodzi - dziesiąte na Dream The Dream nagranie ma w sobie coś ze stylistyki, w jakiej chętnie porusza się solowo Ted Poley, wygładzonej i maksymalnie doszlifowanej, ale i zarazem nie pozbawionej dynamiki. Dobrze wypada kontrast między zwalniającymi tempo zwrotkami, a uwypuklającym pełnię brzmienia refrenem. Pozycję przedostatnią na wydawnictwie zajmuje All That I Am - dynamiczne uderzenia perkusji we wstępie sugerują z początku nieco ostrzejsze i bardziej rock'n'rollowe łojenie, ku zaskoczeniu słuchacza kompozycja okazuje się być jednak spokojna i wyważona. Sam's Theme (The Touch) brzmi za to naprawdę nowocześnie - o ironio, sama piosenka pochodzi z roku 1986 (ścieżka animowanego "The Transformers: The Movie"), a wersja, którą słyszymy na Dream The Dream to już właściwie jej trzecia odsłona. I to odsłona zdecydowanie najmniej udana - piosence towarzyszy co prawda melancholijny klimat i bardzo współcześnie brzmiący, zapętlony riff, jednak bardziej niż z tradycyjnym AOR-em kojarzy się to ze spokojniejszymi brzmieniowo... Linkin Park. Słabo przemyślany jest także refren, co przyczynia się do narastającej w utworze monotonii; na plus można mu jednak policzyć bardzo wysokie wokalne rejestry. Nie jest to najlepszy finał płyty - co właściwie psuje efekt, gdyż pozostałe utwory, z wyjątkiem może kilku nieciekawych rozwiązań, to klasa sama w sobie.
Ogólnie Dream The Dream to album, którym w gusta wielbicieli Stana Busha chyba nietrudno będzie utrafić. Wydawnictwo brzmi solidnie, nie zawodzą zarówno wokale, wiodące instrumenty, jak i sekcja rytmiczna. Płyta w znakomitej większości udowadnia zdolności Stana Busha, jego nonkonformistyczną postawę względem obecnie panujących trendów i przywiązanie do tego, co w stylistyce AOR-owej nazywamy absolutną klasyką. Na uwagę zasługuje także znakomita produkcja. Dream The Dreammożna polecić zarówno tym spośród słuchaczy obeznanym już z twórczością samego artysty, jak i wszystkim, którzy przepadają za Rainbow z czasów Turnera, Signal, Markiem Free solo czy Foreigner. Ci drudzy również nie powinni czuć się szczególnie zawiedzeni.
Oficjalna strona artysty: www.stanbush.com
Twisted czerwiec 2010
|