|
Skład: Torstein Flakne - śpiew, gitary; Terje Storli - gitara basowa; Steinar Krokstad - perkusja
Gościnnie: Kjetil Bjerkestrand - instrumenty klawiszowe; Vaneese Thomas, Angela Clemmons, Darryl Tookes, Phil Ballou, Fonzie Thornton, Benny Diggs - chórki
Produkcja: Bjorn Nessjo
Miłośnicy melodyjnego rocka, lub jak go niektórzy nazywają AOR-u, tę grupę powinni już mieć przynajmniej w kręgu zaintersowania, co najmniej, bo osobiście uważam, że jest to czołówka takiego grania. Album, który będę się Wam starał przedstawić, uważam za ich szczytowe osiągnięcie.
Na początek trochę suchych faktów. Stage Dolls powstało na początku lat '80 w Norwegii z incjatywy Tornstena Flakne, by w 1985 roku wydać swój debiut pt. Soliders Gun, który został zauważony w Skandynawii, a utwór tytułowy wskoczył na lokalne listy przebojów. Album był wybuchową mieszanką AOR-u, hair metalu i prostego rock 'n' rolla (np. Left Foot Boogie), która doskonale oddawała klimat muzyczny lat '80. Po wydaniu debiutu zespół długo nie próżnował i rok później wypuścił kolejny krążek, Commandos, który stanowił jeszcze większą kopalnię przebojów - utwory takie jak kawałek tytułowy, singlowe Heart To Heart, czy balladowy numer Yesterday Rain na długo wpadają w pamięć. Stage Dolls stało się jednym z prekursorów skandynawskiej sceny hair metalowej tuż obok Europe, czy Treat, Dalton, Fate, Easy Action itd. Jednak głównego szefa, pana Tornstena nie zadowolała lokalna sława, jak każdy zespół rockowy w latach '80 chciał podbić rynek w Stanach. I z tą myślą zabrali się do nagrania swojego trzeciego albumu nazwanego poprostu Stage Dolls. Tak naprawdę nie musieli się bardzo zmieniać, by być "amerykańscy", ich muzyka i tak była bliska temu, co grały kapele zza oceanu typu Bad English, Aldo Nova, czy wczesne Danger Danger. Muzyka ,jaką chłopaki zawarli na tym albumie, mimo tego, że składała się z elemtów których pełno było na ówczesnym rynku, była rewelacyjna, świeża, przebojowa i... bardziej amerykańśka niż niejedna formacja z USA. Jednak po kolei. Album wyszedł najpierw w Europie w 1988 r., by rok poźniej zawitać za oceanem. Podobny zabieg w tym samym roku zrobili ich ziomkowie (ale to brzmi) z Alien, czy udany, zobaczcie sami. Na otwarcie dostajemy świetny rockowy kawałek Still In Love, do którego został nakręcony teledysk (chłopaki rozbijają się po ulicach NY rozglądając się za panienkami). Sam utwór to prosty, wesoły roczek, nie wyróżniający się zbytnio na tle całej płyty, lecz i tak miło się go słucha. Kolejne Wings Of Steel jest już dużo lepsze, zwraca na siebie uwagę szczególnie rewelacyjny rytm w refrenie. Kawałek ten grany jest na koncertach do dziś. Następne Lorraine to pierwszy duży hit z tej płyty. Piękna zwrotka, okraszona nienachalnymi pasażami klawiszy, przechodzi w piękny melodyjny refren, w którym oczywiście wyśpiewana jest główna bohaterka. Trzeba zaznaczyć, że głoś Tornstena jest delikatny, ale nie jak np. Steve'a Perry'ego, lecz przybrudzony lekką chrypką, który jak mówi moja żona, jest bardzo zmysłowy. Instumentaliści nie silą się na jakieś popisy, lecz prostymi środkami budują klimat. Dodać należy, że Stage Dolls nie stroni od żeńskich chórków, tak napradę w większości utworów to właśnie Panie i wokalista dają głos w refrenie, a nie jak najczęściej bywa cała kapela. Lorriane jest tu tego doskonałym przykładem. Tak samo jest z Waitin' For You. Tutaj partie płci pięknej są jeszcze bardzie wyeksponowane. Sama kompozycja to piękna ballada, którą naciągając można porównać do niektórych utworów Journey czy niemieckiego Frontline. Piątka na płycie to moje osobiste opus magnum, dzięki temu utworowi pokochałem Sceniczne Lalki. Love Cries, bo o nim mowa, to kolejny singiel kapeli, a sama muzyka zawiera te wszystkie elemnty, za które kocha się hair metal. Zwroka kojarzy mi się z Hysterią wiadomo kogo, a i refren daleko nie odbiega od sławnych Brytyjczyków. Klimat tego kawałka od razu zdradza wiek tej płyty i broń Cię Boże, nie chodzi mi o to, że jest to archaiczna muza, lecz fakt, że tego typu nagranie mogło powstać tylko i wyłącznie pomiędzy '86-'89. Następny kawałek i kolejny killer - Mystery, jest podobny do swego poprzednika, lecz nieco spokojniejszy, znowu z większym udziałem dziewczyn w refrenie. Podobnie może się kojarzyć z działalnością Leppardów i ich multiplatynowym krążkiem. Ogólnie można znaleźć bardzo dużo podobieństw między tymi zespołami, różnica jest w refrenach, u Brytyjczyków panowie tworzyli ścianę dźwięku potężną i porywającą, w Stage Dolls to wokalista przy pomocy koleżanek tworzy intymny, ale przebojowy klimat. Wracamy do kolejnego utworu Dont Stop Believin', od razu informuję, że nie jest to cover Journey. Ten numer przypomina mi niektóre zagrywki, jakie stosowało Drive She Said, jednak Norwedzy robią to o wiele bardziej podniośle i po prostu piękniej. Hanoi Waters klimatem nawiązuje do Mystery lecz jest szybsze, osobiście przypomina mi jedną ścieżkę mało znanego w Polsce zespołu z Los Angeles, Denaro i ich Droppin The Bomb, tylko że Ci drudzy nagrali swój album 3 lata poźniej. Wydawnictwo kończy piękna i subtelna ballada Ammunition, kawałek spokojny, który jest jakby kontynuacją Yesterday Rain z poprzedniego krążka formacji.
Koniec i człowiek ciągle nie ma dość. Na pewno płyta nie doceniona na tyle, na ile zasługuje. Niestety Norwegowie nie zrobili wielkiej kariery w USA, nie pomogła obecność przy stole mikserskim takich wyjadaczy jak John Purdell czy Duane Baron (ci panowie pomagali takim kapelom jak LA Guns, Quiet Riot, Ozzy Osbourne, czy Dream Theater). Po prostu jakoś tak zauważyłem, że za wyjątkiem Europe w Stanach trudno było się przebić kapelom ze Skandynawii. Szkoda, ale dobrze, że panowie nie poddali się i nagrywają do dnia dzisiejszego. Kolejny ich LP Stripped również trzyma bardzo wysoki poziom, ale o tym kiedy indziej. Teraz posłuchajcie tego, co niesie ze sobą płyta Stage Dols, dla mnie ikona rocka lat '80, jedna z najlepszych płyt dekady.
Oficjalna strona zespołu: www.stagedolls.com
Fan HOL czerwiec 2011
|