Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

SLAUGHTER - Revolution [1997]
Wydawca: CMC International / Sanctuary Records

  1. American Pie
  2. Heaven It Cries
  3. Tongue 'N Groove
  4. Can We Find A Way
  5. Stuck On You
  6. Hard To Say Good Bye
  7. Revolution
  8. Guck (instrumental)
  9. Heat Of The Moment
  10. Rocky Mountain Way
  11. You're My Everything
  12. I'm Gone
  13. Ad-Majorem-Dei-Gloriam (instrumental)
  14. PerfectWorld [japoński bonus]
  15. Hard To Say Goodbye (acoustic version) [japoński bonus]
Revolution

Skład: Mark Slaughter - śpiew, gitary, instrumenty klawiszowe; Tim Kelly - gitary, chórki; Dana Strum - gitara basowa, chórki; Blas Elias - perkusja i instrumenty perkusyjne, chórki

Produkcja: Dana Strum i Mark Slaughter

Slaughter nie słuchałem już wieki. Przez ostatnie dni wróciła mi jednak ochota, żeby powrócić do krążków formacji i przy okazji skrobnąć recenzję czwartego w historii zespołu wydawnictwa. Płyta jest zatytułowana Revolution i pojawiła się na rynku dwa lata po swojej poprzedniczce, czyli w 1997 roku. Fear No Evil było moim zdaniem najlepszym krążkiem kapeli, ale przyjęło się słabo. Moda na melodyjne granie dawno już wtedy przeminęła.

Zespół najwyraźniej obraził się na cały świat, na część swoich fanów. Panowie mieli ku temu pewne powody, nagrali przecież rewelacyjnego longplaya, ale mało kto go w ogóle zauważył. Receptą na odbudowanie suckesu miało być pójście w innym kierunku, wprowadzenie do gry czegoś nowego. I w ten sposób dochodzimy do, jak to nazwa wskazuje, rewolucyjnego Revolution. Slaughter na szczęście nie zhańbili się grungem, spróbowali za to sił w lżejszym materiale. Można zapomnieć o hard rocku, który został bezczelnie zastąpiony rockiem, dzięki Bogu melodyjnym. Panowie momentami cofnęli się o jedną dekadę, dołączając do swoich inspiracji lata '70. Zespół otworzył się zatem na eksperymenty, odchodząc momentami zupełnie od swojego wcześniejszego stylu i brzmienia. Weźmy jako przykład ścieżkę numer jeden, czyli American Pie. Piwo dla tego kto nie znając wcześniej kawałka pozna, że grają w nim Slaughter. Oczywiście jest melodyjnie, utwór ma świetny rytm i potrafi wprowadzić mnie w trans. Mark śpiewa w nim w stu procentach czysto, całkiem swobodnie żonglując przy tym słowami. Nie ma tu jednak ani trochę hard rocka, czy też hair metalu. Heaven It Cries jest balladą nagraną w całkiem klasycznym, slaughterowym stylu. Więcej w niej jednak skrzeku, pojawia się również trochę szaleństwa i ścieżka raczej mnie nie zachwyca. Jeszcze więcej szaleństwa mamy w Tongue In Groove. Jest to jedna z lepszych ścieżek na płycie, a zespół łączy w niej stare inspiracje z nowymi. Can We Find A Way brzmi już bardzo klasycznie, tak jakby panowie cofnęli się w czasie do płyt Wild Life, czy też Stick It To Ya. Slaughter nagrywali już lepsze ballady, daleko szukać nie trzeba. Stuck On You ma wiele cech, aby stać się hitem i jedną, tylko jedną wadę, a mianowicie słabe, niepotrzebnie dopieszczone refreny. Gdyby było w nich więcej energii, to o nagraniu wyrażałbym się w samych superlatywach. Uzupełnię, że do jej plusów należy dobry riff kojarzący mi się z projektem Hammera i Schona, a nawet śpiew Marka może się podobać. Kolejnym podejściem do balladowego tematu jest Hard To Say Good-bye, kiedy to zespół próbuje naśladować Kix mieszane ze swoimi wcześniejszymi płytami. Jest całkiem nieźle, choć zdecydowanie brakuje oryginalności i czegoś, co pozwoliłoby się ścieżce wybić ponad przeciętność. Tytułowe Revolution lepiej dla własnego dobra od razu pominąć. Natrafić można w nim na bardziej zdecydowaną grę instrumentów i to chyba jedyny plus utworu. Na płycie musiało się znaleźć miejsce dla numerów instrumentalnych i tak jak to działo się przy okazji poprzednich płyt, tak i tutaj natrafimy na takie utwory jak Guck oraz Ad-Majorem-Dei-Gloriam. Kojarzą mi się z instrumentalami China z czasów trzeciej płyty. Jeżeli chodzi o zawartość Revolution to zespół jeszcze parę razy pozytywnie zaskoczy słuchacza. Pierwszym takim momentem będzie In The Heat Of The Moment i wcale nie chodzi o cover Asia. Panowie przeleli do ścieżki kupę uczucia, nagrali ją z wyczuciem, ale i zarazem ze zdecydowaniem, czyniąc z niej kompozycyjne mistrzostwo. You're My Everything to drugi powód do radości. Specjalnie użyłem słowa "radość", gdyż numer faktycznie poprawia mi humor. Slaughter postawili na pogodne, melodyjne granie i osiągnęli rewelacyjny efekt. Dwa pozostałe na płycie kawałki, czyli cover Joego Walsha Rocky Mountain Way oraz I'm Gone są rockerami i o ile pierwszy z nich raczej zawodzi, to drugi może się podobać ze wzlędu na siedzącą w nim agresję i energię.

Pomimo zmiany stylu i brzmienia Revolution to koniec końców płyta charakterystyczna dla Slaughter. Ponownie znajdziemy na niej sporo wypełniaczy, jak też i kilka dobrych kawałków. Krążek stosunkowo trudno porównać do poprzednich dzieł zespołu, spróbuję zatem wyrazić swoją opinię w następujący sposób: kiedy myślę o Revolution, to kojarzy mi się ona przede wszystkim z otwierającym wydawnictwo utworem, całkiem zresztą dobrym. Reszta piosenek jakoś umyka mojej pamięci i świadczy to o ich przeciętności. Z czterech pierwszych płyt zespołu, ta najmniej mi się podoba, jednak lubię czasami do niej wracać.

Oficjalna strona zespołu: www.slaughterweb.com

Guciomir
październik 2009