Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

SHOTGUN SYMPHONY - Sea Of Desire [1999]
Wydawca: Frontiers Records

  1. Sea Of Desire
  2. Believe In Me
  3. Dancing On Fire
  4. S.O.S.
  5. Heart Of Glass
  6. What I Wouldn't Give
  7. The Way That You Feel
  8. Phases
  9. Inside Out
  10. Between The Eyes (Eyes of Anger Part II)
On The Line Of Fire

Skład: Tracy White - śpiew; Mike Maino - gitary, chórki; Ed Avila - gitara basowa, chórki; Ron Sivulich Jr. - perkusja; Charlie Calv - instrumenty klawidzowe

Produkcja: Stephen DeAcutis & Shotgun Symphony

Wytwórnia Frontiers od pewnego już czasu pracuje nad wskrzeszeniem melodyjnego rocka i to z nienajgorszym skutkiem. W ostatnich latach pod ich skrzydłami zostało wydanych wiele ciekawych pozycji, a co więcej, udało się im przyciągnąć do współpracy parę bardzo znanych zespołów. Najważniejsze jest chyba jednak to, że płyty wydawane przez to włoskie wydawnictwo są w zdecydowanej mierze melodyjne, przebojowe i że posiadają w sobie ducha lat '80. Nie muszę chyba dodawać, że podjęcie współpracy Shotgun Symphony z Frontiersem było czymś, czego ten zespół bardzo potrzebował.

Słuchając Sea Of Desire odnosimy wrażenie, że zespół powrócił z bardzo długiej podróży i trzeba przyznać, że była ona wyjątkowo kręta (ekipa w pewnym momencie zahaczyła nawet o grunge). Na szczęście na swojej czwartej płycie muzycy z Shotgun Symphony odnaleźli się na nowo i na dobre powrócili do AORowych korzeni. Już na samym początku witają nas dźwięki, które sygnalizują, że kapela zaczęła grać to na co czekaliśmy od dawna. Tytułowy Sea Of Desire to w miarę spokojny i wzniosły AORowy rocker, który posiada w sobie to, czego brakowało piosenkom na poprzednich dwóch płytach zespołu. Numer ten jest po prostu chwytliwy, pozbawiony nowoczesnych elementów, a śpiew wokalisty nie jest w żaden sposób udziwniony. Apetyt rośnie w miarę jedzenia i przechodząc do kolejnej piosenki, ma się nadzieję, że Shotgun Symphony ponownie nie zawiodą. I tak jest w rzeczywistości. Numer dwa na płycie jest nawet lepszy od poprzednika, to po prostu wybuchowy, melodyjny rocker. Na tak świetny refren musieliśmy czekać długie 8 lat. Gra Eda Avili stanowi bardzo cenny dodatek, który sprawia, że często ma się ochotę powracać do tego numeru i odsłuchiwać go na nowo. Solówka jest niestety bez fajerwerków, została jednak nagrana całkiem płynnie i dobrze się jej słucha. Usłyszawszy dwa pierwsze utwory utwierdzamy się w przekonaniu, że muzykom powróciła chęć do życia, a poczucie beznadziejności które męczyło ich przez wcześniejsze lata, zniknęło jak za dotknięciem magicznej różdżki. Podejrzewam, że Frontiers miał w tym duży udział. Shotgun Symphony najwyraźniej lubują się w testowaniu skrajnośći i wróciwszy do radosnego grania, przesadzili z cukierkowością. Numer trzeci na płycie jest utworem zbyt ckliwym i tym samym nie jest jej mocną stroną. Osoby, które nie lubią plastikowej muzyki, powinny omijać go z daleka. Kolejna pozycja - S.O.S. jest chyba moim ulubioną piosenka z krążka. Przebojowy refren, melodyjne partie gitary, "prophetowe" klawisze oraz wyśmienita solówka. Nawet głos wydzierającego się wokalisty ma w sobie pewien bliżej nieokreślony urok. Kawałek ten jest bodaj najmocniejszym na płycie i na prawdę wart jest polecania. Ponowym silnym uderzeniem jest śliczna ballada zatytułowana What I Wouldn't Give. Czerpie ona wiele z klasyków gatunku i należy zaznaczyć, że nie niesie ona ze sobą niczego oryginalnego. Czy jednak korzystanie ze sprawdzonych i dobrych wzorców to błąd? Shotgun Symphony są na tyle oryginalnie grającą kapelą, że chwilowe zbliżenie się do "bardziej standardowej" muzyki nie można potraktować jako wadę. Od siebie dodam, że w numerze tym podobają mi się szczególnie chórki oraz śliczna gra gitary elektrycznej. Tracy White jest jednak w mojej ocenie nadal wokalistą z drugiej, a może i z trzeciej ligi. The Way That You Feel to dość typowy dla zespołu rocker, który oddziela wspomnianą wcześniej balladę od ciekawego Phases. Utwór ten brzmi odmiennie od reszty krążka i bliżej mu do lat '80. Jest to jeden z tych numerów, którego przyjemnie się słucha i o którym dość szybko się zapomina. Inside Out brzmi z kolei jakby został wyjęty z poprzedniej płyty kapeli, a mianowicie On The Line Of The Fire. Został nagrany w podobnej stylistyce, posiada jednak ciekawy refren, których na poprzednim wydawnictwie było mało. Krążek zamyka zabarwiony progresywnymi wpływami Between The Eyes (Eyes Of Anger Part II) i muszę przyznać, że to kolejny utwór na płycie, którego można określić mianem killera. Gdyby Traci White śpiewał w taki sposób cały czas, to byłby jednym z moich ulubionych wokalistów. Czym wyróżnia się ten numer? Niesamowitym klimatem. Czegoś tak przejmującego i nagranego z taką pasją, nie słyszałem już bardzo długo. Kawałek ten wraz z S.O.S tworzą duet, dla którego warto posiadać całą płytę.

Jak zatem należy ocenić "Morze Pożądania"? Być może, pamiętając nieudane, bądź też średnio udane poprzednie dwie płyty zespołu, do Sea Of Desire podchodzę zbyt łagodnie. Niemniej jednak, uważam ten krążek za jedną z ciekawszych AORowych płyt końca XX wieku. Jest ona nagrana z pasją i zaangażowaniem, na które, przyznam szczerze, nie liczyłem. świetny powrót do korzeni i szkoda tylko, że po wydaniu tej płyty, już od paru lat nie słychać nic konkretnego o nowych planach kapeli.

Oficjalna strona zespołu: home.att.net/~shotgunsymphony/

Guciomir
lipiec 2007