Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

SHARK ISLAND - Law Of The Order [1989]
Wydawca: Epic Records

  1. Paris Calling
  2. Shake For Me
  3. Somebody's Falling
  4. Bad For Each Other
  5. Passion To Ashes
  6. Spellbound
  7. Get Some Strange
  8. Why Should I Believe
  9. Ready Or Not
  10. The Chain
  11. Father Time (Bonus)
  12. Dangerous (Bonus)
  13. My City (Bonus)
  14. Paris Calling (Alive At The Whiskey)
  15. Ready Or Not (Alive At The Whiskey)
  16. Shake For Me (Alive At The Whiskey)
  17. Get Some Strange (Alive At The Whiskey)
  18. Passion To Ashes (Alive At The Whiskey)
  19. Make A Move (Alive At The Whiskey)
  20. Spellbound (Live)
  21. Sanctuary (Live)
Law Of The Order

Skład: Richard Black - śpiew; Spencer Sercombe - gitary i chórki; Chris Heilmann - gitara basowa i chórki; Greg Ellis - perkusja i instrumenty perkusyjne

Produkcja: Randy Nicklaus

Na początku była grupa The Sharks, która w 1984 roku zmieniła nazwę na Shark Island. Do czasu wydania Law Of The Order przez poważną wytwórnię Epic grupa miała na koncie debiut w postaci S'cool Bus, wydany własnym sumptem. Można zresztą na przykładzie Shark Island dobrze zobrazować, jakie relacje panowały wówczas w show biznesie między muzykami a wytwórniami. Wcześniej grupa podpisała kontrakt z A&M, jednak ci chcieli w zasadzie tylko wokalistę. Tym to sposobem nie doszło do zarejstrowania materiału wcześniej, Richard Black współpracował nawet krótki czas ze Skid Row.Tam też napisał kawałek z Davem Sabo, gitarzystą słynnego zespołu. Kompozycja pt. Somebody's Falling trafi później na debiut Shark Island dla poważnej wytwórni, która postanowiła dać zespołowi szansę.

Zorganizowano sesję nagraniową, zrobiono teledysk do Paris Calling... niestety na próżno, bo Law Of The Order zginęło w odmętach rockowego oceanu. Jak dla mnie zupełnie niezrozumiała jest klapa tego krążka. Mamy tu bowiem kompozycje na miarę ówczesnego Firehouse, bardzo podobnie zresztą zaaranżowane i równie przebojowe. Paris Calling promował to wydawnictwo. Świetny kosztowny teledysk, mocna hard rockowa muzyka. Tak się powinno grać hard rock, tak się powinno grać rock and roll. Doskonały refren, produkcja na najwyższym poziomie. Był rok 1989,dobry okres dla takiego grania, dlaczego więc 'wyspiarzom' się nie udało? Shake For Me jeszcze bardziej powoduje opad mojej szczeny. Brzmi to jak Firehouse w najlepszej formie, bardzo dynamiczne z tak melodyjnym refrenem, że od razu zostaje w głowie, już po pierwszym przesłuchaniu (a wcale się szybko nie nudzi). Dla mnie to numer jeden na tym albumie. Somebody's Falling, o którym już wpomniałem, nie rozczarowuje. Nie jest co prawda tak wesoły jak wcześniejszy numer, ale kolejny bardzo dobry refren, nutka dramatyzmu nie zaszkodzi. Bad For Each Other skłania się w stronę muzyki AOR. Nie ma się co dziwić, bo Jack Ponti (współpracujący z Bon Jovi), przyłożył rękę do tego krążka. Ale Bad For Each Other to ładna piosenka. Tak właśnie, piosenka, miła dla ucha trochę w stylu Bad English, co mnie akurat pasuje. Dalej nie jest wcale gorzej, grupa trzyma cholernie równy poziom. Nie wiem jaka była recepta na taką jakość kompozycji. Passion To Ashes to jakby pójście w tym kierunku, jaki został zaprezentowany w Somebody's Falling, tyle że zmieniło się tempo. Czyli nie za słodko, ale melodyjnie. Spellbound to utwór, któremu mógłby patronować Kip Winger. Jak dla mnie jest bardzo wingerowski, co ciekawe słyszę tam kompozycję, która ukazała się na ostatnim Wingerze czyli Disappear (bardzo podobny refren). Całości jednak bliżej do dwójeczki Nowojorczyków. Dla mnie bardzo mocny punkt wydawnictwa. Get Some Strange jest dynamiczny, melodyjny i znowu nie ma się do czego przyczepić. Po raz kolejny szczypta Winger (Richard Black śpiewa właściwie jak Kip, nie widzę wielkiej różnicy). Refren ma ten haczyk, tak charakterystyczny przecież dla hard rocka lat '80. Pora zatem na programową balladę. Why Should I Believe zaczyna się bardzo delikatnie, tyle że motyw przewodni jest cholernie dobry, nie mogę powiedzieć, że to schrzanili jak choćby Firehouse na jedynce. Skoro już o Firehouse mowa, to Ready Or Not jest dokładnie w ich stylu. Myślę, że mógłby być to duży przebój, jestem wręcz pewien że gdyby go dać do zagrania grupie Firehouse czy nawet Bon Jovi, zrobiliby z tego międzynarodowy hit. Tym bardziej można zgrzytać zębami, co takiego się stało? Oczywiście żeby opisać Ready Or Not, trzeba sięgnać po najbardziej wesołe i rozkołysane przeboje Firehouse, stąd myślę, że nawet przesłodzone do granic możliwości Bon Jovi poradziłoby sobie z tym numerem. Na koniec kompozycja The Chain. Nie jest to autorski utwór Shark Island, to cover Fleetwood Mac, z tym że zagrano tutaj tak, że jeśli ktoś nie zna brytyjskiej legendy, nie zorientuje się nawet, iż kogokolwiek coverowano. Bardzo dobrze się z tym tutaj wpasowali i całość dzięki temu brzmi spójnie.

A więc co otrzymujemy? 10 hitów? Oczywiście i nie widzę powodu, dla którego miałbym myśleć inaczej. Innymi słowy jeśli spodoba ci się jeden kawałek, polubisz resztę. Płyt bez słabych punktów jest bardzo mało, ale Law Of The Order ma zaszczyt plasować się w tym gronie. To jest doskonały przykład hard rocka końca lat '80, jedna z najbardziej niedocenionych płyt w historii.

Oficjalna strona zespołu: www.sharkislandmusic.com

LSDisease
sierpień 2007