|
Skład: Pete Wiedmer -śpiew; Thom Blunier - gitara prowadząca; Thomas Muster - gitara rytmiczna; Roger Tanner - perkusja; Roger B - gitara basowa
Produkcja: Thom Blunier
Szwajcarską Shakrę poznawałem niejako "od końca". Moim pierwszym kontaktem z kapelą było kapitalne Rising. Po tak niesamowitej i melodyjnej zarazem hard rockowej płycie można z miejsca stać się fanem zespołu. W moim przypadku do tego właśnie doszło i z zapałem godnym prawdziwego maniaka zabrałem się za poznawanie wcześniejszych dokonań Szwajcarów. Ich twórczość nadal poznawałem w odwrotnej kolejności i w moje ręce wpadło całkiem niezłe Power Ride, które bez problemu spełniło moje oczekiwania. Następnie przyszedł czas na drugi w historii grupy longplay zatytułowany obiecująco Moving Force. Przyznam szczerze, że byłem bardzo ciekawy jakie oblicze miała muzyka tworzona przez Shakrę w tym okresie.
Okazało się, że było one inne od tego co się spodziewałem. Jest to na pewno ten sam zespół, brzmienie gitar jest bardzo podobne i można dostrzec cechy wspólne łączące kompozycje powstałe przed i po 2000 roku. Shakra na Moving Force brzmi jednak o wiele ciężej. Bardzo delikatne i spokojne organki nie zapowiadają uderzenia jakie zespół zgotował nam w Nothing To Lose. Kontrast jest na tyle duży, że co wrażliwsze osoby mogą się przestraszyć. To dość oryginalne intro można porównać do położenia świeżutkiego bochenka chleba na stół, a później roztrzaskania go zakrwawioną siekierą. Nie jest to do końca moja bajka, a takie zabiegi po prostu mnie nie kręcą. Numer w dalszej części staje się dość standardowym rockerem, utrzymanym w średnim tempie i jednocześnie ciężkim w swoim wyrazie. Don't Try To Call oraz Stranger również nie są killerami, są to solidne, lecz nierewelacyjne rockery. Pierwszy z nich brzmi całkiem nieźle, jest przebojowy, melodyjny, posiada fajne brzmienie gitary, niestety słabo zapada w pamięć. Tak czy inaczej, jest to Shakra jaką można polubić. Stranger z kolei to kompozycja oceniana przeze mnie jako "średnia", jest to fajny rocker, dobrze się go słucha, ale nie wybija się ponad hard rockową przeciętność. Kolejnym średniakiem jest Desert Star, partie gitary są zagrane z pomysłem i nie można na nie narzekać. Wydaje mi się jednak, że numer wypadłby lepiej, gdyby zamiast Pete'a Wiedmera na wokalu stał już Mark Fox (dołączył on do zespołu pod koniec 2001 roku po tym jak u Wiedmera pojawiły się problemy zdrowotne). Na piątym miejscu Shakra zaserwowała nam balladę zatytułowaną And Life Begins. "Banalna" to chyba najtrafniejsze określenie jakim można ją określić. Bez pomysłu, z bardzo standardową melodią i denerwującą warstwą liryczną. Chłopaki mogli się bardziej postarać, nie ma w niej nic oryginalnego. Na szczęście w drugiej połowie krążka Szwajcarzy zabrali się do roboty i mniej więcej od tego momentu muzyka zawarta na płycie jest już tylko lepsza. Wonder charakteryzuje solidna robota gitarzysty. Nie ma w niej co prawda jakiejś szczególnej wirtuozerii, słychać jednak, że zespół załapał to "coś", czego brakowało. Z głośników zaczyna tryskać energia, choć nadal nie jest to ustawienie na pełną moc. Faces to Shakra, która szaleje i to w dodatku bez ograniczeń. Utwór pokrywa położone w zespole oczekiwania. Słychać w nim ciekawe aranżację, numer jest dynamiczny, pełny życia i pasji. Wyszedł naprawdę dobrze i może się podobać. Those Were The Days to najlepszy kawałek z Moving Force. Kluczem do sukcesu okazało się wspaniałe brzmienie gitary elektrycznej i nieskomplikowany, lecz bardzo elektryzujący riff. Dołóżmy do tego niezły refren, dobre chórki i otrzymujemy pierwszy hit. Potrafi hipnotyzować słuchacza i przez to podejrzewam, że musi świetnie wypadać na koncertach. To brzmienie i melodia są pierwszej klasy. All I Want również brzmi nieźle, a powinno spodobać się fanom Monkey Bussiness w wydaniu Skid Row. Riffy z obu utworów są do siebie bardzo podobne. Krążek zamykają dwa kolejne rockery i oba nie są złe. W pierwszym z nich śpiew Wiedmara przypomina wokal glamowy, natomiast podkład muzyczny to po prostu Shakra jaką znamy. All My Money do dobry numer na zakończenie longplaya. Podsumowuje muzykę zawartą na płycie, ma ciężki riff, świetne brzmienie gitary oraz typowe dla zespołu melodie i chórki. Co ciekawe solówka gitary elektrycznej brzmi jak wyjęta z płyty jakiejś hair metalowej ekipy i stanowi to fajne urozmaicenie. Szkoda, że Szwajcarzy nie potrafili się powstrzymać przed dorzuceniem jeszcze jednej ballady. Time popełnia te same grzechy co poprzednik. Shakra lepiej sprawdza się w dynamicznym repertuarze.
Moving Force to płyta, która nie spełniła wszystkich moich oczekiwań. Numery w większości na niej zawarte są niezłe i tylko niezłe. Muzyka grana przez kapelę nie niesie w sobie przebojowości, jaką Shakra zaprezentuje na swoich późniejszych wydawnictwach, a w dodatku zaserwowane ballady są słabiutkie. Krążek jest dość trudny w odbiorze, na początku nie podobał mi się, przesłuchawszy go jednak wiele razy, zacząłem zmieniać opinię na jego temat. Jest dobry, nie jest to jednak zasługa kompozycji, ale fenomenalnego brzmienia. Jest to pozycja, którą polecam przede wszystkim wielbicielom kapeli i osobom lubującym się w twórczości szwajcarskich kapel, takich jak chociażby Gotthard czy Krokus. Całej reszcie sugeruję, aby w pierwszej kolejności poznali Power Ride, no a przede wszystkim rewelacyjne Rising.
Oficjalna strona zespołu: www.shakra.ch
Guciomir październik 2007
|