|
Skład: Mark Fox -śpiew; Thom Blunier - gitara prowadząca; Thomas Muster - gitara rytmiczna; Roger Tanner - perkusja; Oli Linder - gitara basowa; Chris Hanggi - instrumenty klawiszowe
Produkcja: Thom Blunier
Minęły dwa lata i przyszedł czas na kolejny krążek. Jego nazwa jest dość dwuznaczna i mogąca z jednej strony oznaczać jesień (co potwierdzałby liść na okładce płyty), a z drugiej może być pewnym odwołaniem do nazwy poprzedniego wydawnictwa. Takie rozważania są ciekawe i wspomniany problem może stanowić fajną zagadkę, jednak jest to tylko drobiazg, gdyż ważna jest zawartość płyty. Liczy się muzyka.
Shakra nie zawodzi. Nawet jeżeli jest w słabszej formie, nagrywa album, który jest po prostu dobry. I choć na krążku jest kilka bardzo dobrych numerów, to jednak znalazło się na niej również trochę wypełniaczy i ich ilość można uznać za miernik formy zespołu. Zdarzały się już krążki, na których każdy numer był hitem. Tym razem tak nie jest. Fall zaczyna się nienajgorszym kawałkiem w postaci Chains Of Temptation. Jest on trochę przekombinowany, choć refren zwyczajowo jest wysokiej klasy. Do tego rockera nakręcono kontrowersyjny teledysk, na którym to pokazano Foxa tarzającego się w błocie. Przypomina on trochę zwierzę chore na wściekliznę i w założeniach miał być zapewne uosobieniem tytułowej "pokusy". Wspomniane kontrowersje spowodowane są scenami z panienką, która udziela instruktażu, jak dać w sobie w żyłę, a później nie może się przed tym powstrzymać (Fox wije się wtedy jak skrzyżowanie zombie z wężem i zapewne ma to jakieś głębsze znaczenie). Czy był to dobry pomysł? Niekoniecznie. Robi to wrażenie na małolatach (a i to pewnie nie wszystkich). Większy entuzjazm i u starszych i u młodszych wzbudziłyby jakieś skąpo odziane (bądź też gołe) panienki. Tylko, że znając życie byłoby wtedy mniej kontrowersji, a chyba o to głównie chodziło kapeli. Gdyby chociaż Fox nie zachowywał się jak zombie, to może bym jakoś przełknął ten teledysk. No ale mniejsza o to. Na mocny numer musimy niestety dość długo czekać. Trafia się on dopiero na czwartym miejscu na wydanictwie i wypada tak, jak można spodziewać się po Shakrze, czyli jednym słowem - świetnie. Trochę wcześniej, bo na miejscu numer trzy umieszczono kawałek, który gdyby nie to, że brakuje mu trochę mocy w refrenach, bardzo by mi się podobał. Mowa tu o Take Me Now. Ubóstwiam to szwajcarskie brzmienie. Bardziej przypadł mi do gustu wspomniany wcześniej All Or Nothing. Przypomina on starsze płyty kapeli i grupa prezentuje w nim to, w czym sprawdza się najlepiej. Magiczny duet, na który składa się brzmienie i przebojowość, w zupełności wystarczają do tego, aby móc cieszyć się z gry zespołu. Gdyby miał trochę więcej mocy byłby killerem. How If Feels to pierwsza ballada na płycie i jakoś specjalnie mnie nie rusza. Nie jest zła, ale brak jej oryginalności, a cały jej urok tkwi w głosie Foxa. To trochę za mało. Shakra jak to czasami bywało, rozpędza się od połowy płyty i widać, że kolejne kawałki są coraz lepsze. Tytułowe Fall mogłoby mieć trochę lepszy refren, ale wszystkie pozostałe elementy są już na miejscu. Pierwszy mocny cios to Walk On Water. Powiedziałbym nawet, że bardzo mocny i do tego, że zagrany w modny dzisiaj sposób. Trwa aż 7 minut i jest wypełniony po brzegi przebojową, mocną grą oraz brzmieniem, które można uznać za wizytówkę Szwajcarów. Numer jest na wpoły instrumentalny, gdyż przez jego połowę milczy wokalista. I o ile możnaby ten utwór nazwać lewym sierpowym, to określeniem, które pasowałoby do She's My Ectasy jest prawy prosty. Co tu dużo mówić - jest dynamicznie i przebojowo. Make It Alrigh jest drugą balladką, chociaż być może lepszym określeniem dla tego utworu byłby delikatny rocker. Wspomniany kawałek ma dość ciekawą melodię. Szwajcarzy pozazdościli najwyraźniej swoim sławnym rodakom AORowych przygód w stylu Open i nieźle im to wyszło. Nie spodziewałem się takiego oblicza Shakry. Eksperyment z lżejszym graniem nie trwa jednak zbyt długo. Wraz z Nighlife powraca ostrość, a numer bardzo przypomina wcześniejsze Walk On Water. Oba są świetne, a ich odsłuchiwanie nie powoduje znużenia. Do You Know jest kawałkiem dość wyjątkowym, gdyż łączy typowe dla Shakry mocne granie z AORowymi refrenami. Wychodzi nieźle i być może taka jest recepta na przyszłość zespołu. Nie obraziłbym się, gdyby Shakra w przyszłości nagrała trochę lżejszą płytę. Mogłoby wyjść dość ciekawie i na pewno bardzo zaskakująco. Album zostaje zamknięty przez kolejną, trzecią już balladę. Immortal nie niesie w sobie nic oryginalnego, ale trochę lepiej się go słucha. Zresztą nie robi to większej różnicy. Siła Shakry w balladach nie leży i jeżeli jakaś im się uda, to jest to tylko powód do radości. Niektóre edycje płyty zawierają również bonus w postaci koncertowego Too Good For Me. Aby podsumować moc, która bije z głośników użyję tylko jednego słowa- "rising".
Płyta jest trochę nierówna, gdyż jej poczatek jest słabszy od drugiej części i myślę, że inne ułożenie utworów znacznie by jej pomogło. Parę numerów jest rewelacyjnych i nieźle się ich słucha, jednak większość opinii na temat albumu, z którymi się spotykam jest negatywna. I jest w tym trochę racji, Shakra nagrywała już lepsze płyty. Negatywne oceny wynikają głównie z tego, że album miał wysoko postawioną poprzeczkę, której nie udało mu się przeskoczyć. Zawiódł. Jego zbrodnią okazało się to, że był tylko dobry, gdy wszyscy oczekiwali czegoś niesamowitego. Zdarza mi się czasami go posłuchać, wolę jednak inne wydawnictwa Szwajcarów.
Oficjalna strona zespołu: www.shakra.ch
Guciomir kwiecień 2008
|