Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

SHAKRA - Everest [2009]
Wydawca: AFM Records / 101 Distribution

  1. Ashes To Ashes
  2. Love & Pain
  3. Let Me Lie My Life To You
  4. The Illusion Of Reality
  5. Why
  6. The Journey
  7. Regressive Evolution
  8. Anybody Out There
  9. Right Between The Eyes
  10. Dirty Money
  11. Insanity
  12. Hopeless
Everest

Skład: Mark Fox - śpiew; Dominik Pfister - gitara basowa; Roger Tanner - perkusja; Thom Blunier - gitary; Thomas Muster - gitary;

Produkcja: Thom Blunier

Na nową Shakrę czekałem z niecierpliwością. Tak się jakoś złożyło, że lubię wszystkie płyty tej kapeli i uważam, że tworzy ona wybuchowe kompozycje kierując się przy tym przysłowiową szwajcarską precyzją. Nie inaczej jest tym razem. Everest brzmi bardzo podobnie do poprzednich wydawnictw zespołu, muzycy tradycyjnie nie odkrywają nic nowego, nie bawią się też w żadne eksperymenty. Uważam zatem, że oceniając najnowsze dziecko Szwajcarów, za punkt odniesienia należałoby uznać poprzednie albumy ekipy.

Na wstępie od razu zaznaczę, że jeżeli ktoś lubi pełen ognia europejski hard rock i nie zna wcześniejszej twórczości Szwajcarów, to Everest może być dobrą okazją, żeby nadrobić zaległości. Na najnowszej płycie grupa kopiuje swoje wcześniejsze dokonania oraz po raz kolejny afiszuje się fascynacją Gotthard zachowując przy tym jednocześnie wypracowany przez lata styl. Tak jak wcześniej wspomniałem, na krążku brakuje postępu i oryginalności, z drugiej strony żaden fan kapeli nie będzie mógł narzekać, że grupa nagrała słaby album. Czy taki kanibalizm muzyczny należy traktować jako coś nagannego? Czasami tak, czasami nie. W przypadku Shakry nie mogę zmusić się do krytyki, gdyż proponowany przez zespół materiał za każdym razem mnie oczarowuje. Otwierające płytę Ashes To Ashes to jakżeby inaczej mieszanka Rising z późniejszym The Fall. Ciężko jest mi opisywać ten numer, gdyż "wszystko to już było" i ograniczę się zatem do stwierdzenia, że Szwajcarzy zaprezentowali się od dobrej strony, uderzając od razu niezłym rockerem. Można jedynie żałować, że grupa nie podjęła się kontynuacji odrobinę cięższej drogi obranej na ostatnim Infected. Są to jednak mało istotne, trudne do uchwycenia szczegóły. Love & Pain ponownie dostarcza słuchaczowi porządką dawkę rozrywki. Zespół gra wolniej, a serwowane chórki oraz aranżacje nie są niczym nowym dla osób gustujących w muzyce Shakry. Z pierwszych trzech numerów umieszczonych na longplayu Let Me Lie My Life To You podoba mi się chyba najbardziej. Kawałek jest utrzymany w szybkim, typowym dla grupy tempie, a wyróżnia się solidną rytmiką i przebojowością. Mark Fox ponownie udowadnia, że jest najlepiej pasującym wokalistą do granej przez zespół muzyki. The Illusion Of Reality bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło, Shakra nagrała porządną wolniejszą ścieżkę, uposażywszy ją w pełne mocy riffy, których nie powstydziłoby się Gotthard. Ba, nie wspominając już o samej muzyce, nawet tytuł kawałka może się kojarzyć z tym, czego doświadczyliśmy na Domino Effect. Refreny mogłyby bardziej zachwycać, przydałoby się trochę więcej mocy, ale to nic, przyjdzie czas i na to. Why to odpowiednio przebojowy wyciskacz łez, taki jakie Shakra popełniała już w przeszłości i jednocześnie taki, jaki możnaby nazwać "udaną gotthardową balladą". Do numeru nakręcono teledysk, który jednak z niewiadomych przyczyn zniknął z oficjalnej strony zespołu na serwisie MySpace i z tego powodu nie miałem okazji go obejrzeć. Początek The Journey jest niepozorny i nie zwiastuje raczej niczego, co mogłoby dłużej zapaść w pamięci. Przychodzi jednak czas na mocniejsze partie gitary i Szwajcarzy prezentują to, w czym są najlepsi. Nie wysilają się specjalnie, podobne kompozycje nagrywali już wiele razy, ale nawet takie "leniwe" podejście do tematu skutkuje całkiem niezłym utworem. Regressive Evolution dzięki łatwej melodii z pewnością podbije serca fanów zespołu. Lubię tę ścieżkę, jest to ten rodzaj grania, który określa się mianem szybko wpadającego w ucho. Nagranie Anybody Out There przypomina mi wcześniejsze, nagrywane przed latami balladki Szwajcarów, jest jednak trochę szybsze i zostało chyba zaopatrzone w bardziej radosną melodię. Podobać się może łatwo przychodząca przebojowość. Chłopaki z pewnością zdają sobie sprawę z tego, że są dobrzy i świadczy to nie o braku skromności, ale o wysokiej formie grupy. Doskonałym dowodem może być w tym przypadku numer dziewiąty. Natrafiamy bowiem na prezent, jaki muzycy podarowali miłośnikom Rising. Numer z łatwością znalazłby się na tamtej legendarnej wręcz płycie, a Shakra z łatwością cofnęła się w czasie do 2003 roku. Dirty Money jest ciekawą ścieżką, Szwajcarzy ponownie oddają hołd swoim rodakom, tylko, że tym razem nie chodzi o Gotthard, ale o mniej znane w dzisiejszych czasach China. Brawo, tego się nie spodziewałem. Wszystko zostało podane oczywiście w typowy dla zespołu sposób. W podobne tony co Right Between The Eyes uderza Insanity, numer brzmi jednak trochę smutno. Tak czy inaczej jest to świetna porcja europejskiego hard rocka, powiedziałbym wręcz, że "z najwyższej półki". Ostatni kawałek został zatytułowany Hopeless i spokojnie możnaby go przypisać autorstwu Gotthard, nawet Fox zmienia swój styl śpiewania i podszywa się pod Steva Lee. W porównaniu do wszystkich umieszczonych na Everest wolniejszych ścieżek prezentuje się ona moim zdaniem najlepiej. Przede wszystkim Hopeless ukazuje bardzo emocjonalne oblicze kapeli, a do zalet utworu należy dopisać dobrą, wzruszającą melodię. Zwrócę przy okazji uwagę, że zgodnie z przewidywaniami kolejny już krążek tej szwajcarskiej ekipy został zakończony balladą.

Everest uważam za udaną pozycję w dorobku Shakry i jednocześnie za godną stawiania obok wcześniejszych dokonań kapeli. Nie podlega jednak dyskusji, że opisywana powyżej płyta nie dorównuje takim albumom jak Rising, Power Ride czy też Infected. Jak na możliwości Shakry jest to "średniaczek", ale nawet taki "średniaczek" będzie lepszy od wielu tegorocznych płyt i z pewnością wart jest polecania. W tym właśnie tkwi siła Szwajcarów i tworzonej przez nich muzyki, nie potrafię się od niej uwolnić.

Oficjalna strona zespołu: www.shakra.ch

Guciomir
kwiecień 2009