|
Skład: Kelly "Trash" Mendess - śpiew, gitara; Milky Milano - perkusja, chórki; Doctor Dok - gitara basowa, chorki
Produkcja: Kristy Majors
Przy okazji kontaktu z najnowszym dziełem Włochów postanowiłem cofnąć się o dwa lata i sięgnąć po pierwszy, debiutancki krążek formacji. Ma to swoje dobre strony, gdyż w pełniejszym stopniu można zrozumieć graną przez zespół muzykę. Eponimicznie zatytułowana płyta młodej wówczas grupy S.E.X Department spodoba się z pewnością fanom radosnego glamu i melodyjnego grania, choć nie jest pozbawiona wad.
Jako że zazwyczaj zaczynam opisywanie krążków od zalet, tym razem dla odmiany rozpocznę od minusów. Za takowy z pewnością może uchodzić produkcja, gdyż słuchając płyty kilkukrotnie łapałem się na myśli, że szkoda, że grupa nie dysponowała większym funduszem. No, ale cóż, taki jest już los młodych, acz zdolnych formacji. Jest to szczególnie trudne w dzisiejszych czasach i chwała S.E.X Department za to, że w ogóle udało im się w jakikolwiek sposób zaistnieć na świecie. Kolejnym minusem będzie pierwszy numer na płycie. Call Me Baby Call Me denerwuje mnie za sprawą idiotycznego zaśpiewanego a capella chórku na początku kompozycji. Jeżeli już przez niego przebrnąć, to ścieżka mieni się jako ciekawe, imprezowe nagranie w stylu Poison i gdyby usunąć tytułowe wstawki, to byłoby nieźle. Drive Me Insane brzmi trochę bezpłciowo i nie za bardzo wiem, o co tak naprawdę chodziło muzykom. Sprawiają wrażenie niezdecydowanych, a balladzie po prostu brakuje jaj, jest zbyt plastikowa. Na szczęście od tego momentu płyta nabiera wyrazu. Wystarczy posłuchać Revenge Of The Vampires, żeby poczuć moc i żeby zrozumieć, że grupa posiada nie tylko potencjał, ale także talent. Gitary grają ostrzej, melodia łatwo wpada w ucho, jest czym się bawić. Ścieżka ma w sobie coś, co bardzo mi się podoba. Rock N Roll Never Dies skłania do bujania, a zespół po raz kolejny cofa się w czasie do lat '80. Kawałek określiłbym jako "typowy". Drugim po wampirach kandydatem na mojego faworyta jest One Way Ticket To Rock i jest to kolejny rocker, słuchając którego żałuję, że urodziłem się w złym kraju i to o jakieś dziesięć czy też piętnaście lat za późno. Moc, po prostu moc. Włosi zwalniają tempo, kiedy przychodzi czas na dziwnie zatytułowany kawałek Glitter Bitter. Efekt jest po prostu rewelacyjny, formacja umiejętnie buduje klimat, chórki typu "ło-o-oł" są przerabiane w każdy możliwy sposób, ale ani przez chwilę nie nudzą, ani przez chwilę nie razi brak oryginalności. Stworzone i umiejętnie skalowane napięcie stanowi w tym wypadku klucz do sukcesu. Sir Yes Sir jest właściwie sleazowe, a grupa naśladuje styl Dirty Penny, czyli sięgając dalej w czasie dochodzimy do Motleyów. Do kowbojskich rytmów dojdziemy chcąc nie chcąc słuchając Italian Cowboy. Numer nie zachwyca i jest do bólu przewidywalny, jak to zresztą bywa w przypadku akustyków wzbogaconych o harmonijkę. Może kogoś to kręci, mnie nie. Może dlatego, że jestem typem człowieka, który jara się takimi numerami jak Rock N Roll. Kapela pędzi jak szalona łącząc umiejętnie Poison z Mötley Crüe. I choć nie jestem teraz do końca trzeźwy ;), to jednak oceniam numer jako porządny, glamowo-sleazowy kawałek. Na samym końcu grupa zdecydowała się umieścić nagranie tytułowe, które już za sprawą intra powoduje pojawienie się ogromnego uśmiechu na twarzy. Zespół wie, jak bawić publiczność, wie jak grać rock&rolla. Co prawda nie licząc paru chórków nie natrafimy na ścieżce na żadne inne wokale, to jednak bije od niej hard rockowa moc. Super.
Gdyby nie słabsza produkcja i pierwsze dwa, nie do końca udane numery, to debiut S.E.X. Department byłby całkiem niezłym krążkiem. Grupa jest nieopierzona, słychać trochę braków, ale muzyka potrafi się obronić. Płytę polecam fanom glamu i sleazu, choć zdaję sobie sprawę, że Włosi nie dorastają do pięt takim formacjom jak Crashdïet, Dirty Penny, czy też Hungryheart. Tak czy inaczej czekam na więcej.
Oficjalna strona zespołu: www.sexdepartment.net
Guciomir październik 2009
|