|
Skład: Kelly "Trash" Mendess - śpiew, gitara, harmonijka; Justin Sandler - perkusja, chórki; Nasty Lane - gitara basowa, chórki
Produkcja: Pedro Ferreira
Rock N Roll Suicide to druga płyta w historii włoskiego S.E.X. Department. Oba krążki poznałem właściwie w tym samym czasie, można więc powiedzieć, że w obu przypadkach nie miałem zbyt wygórowanych wymagań. Ku mojemu pozytywnemu zdziwieniu zarówno dwójka jak i jedynka przypadły mi do gustu. Panowie z pewnością mają talent, szkoda tylko, że nie mają większych szans, aby stać się sławni. Ważne, że próbują. Cieszy również to, że w ich grze słychać postęp.
Już nawet samo spojrzenie na okładkę wydawnictwa daje nam do zrozumenia, że zespół postanowił być bardziej ostry. Produkcja jest trochę lepsza, a formacja postanowiła współpracować w tym zakresie z Pedro Ferreirą, którego nazwisko kojarzyć się może z The Darkness. Tym, co odróżnia drugi krążek ekipy od pierwszego jest przede wszystkim to, że grupa postanowiła być bardziej niegrzeczna. Wystarczy odwiedzić stronę internetową formacji, aby w pełni poczuć proponowany przez Włochów skandalizująco-wulgarny klimat. Utwory poruszają co chwila tematy tabu, usłyszymy więc parę razy o narkotykach, pojawi się nawet kawałek zatytułowany Gypsy Nazi (pomysł uważam za chory, ale na szczęście wszystko brzmi nieszkodliwe). Muzyka podana jest w atmosferze radosnej zabawy, a w takim klimacie można sobie pozwolić na wiele. Pierwszy numer na płycie został zatytułowany Heroin i określiłbym go jako skrzyżowanie Dirty Penny, Crazy Lixx, Poison oraz Hardcore Superstar. Jest to moim zdaniem świetna rekomendacja i uważam, że z kawałkiem warto jest się zapoznać. Wpływy Poison zaczynają przeważać kiedy słyszymy Wasted In Texas. Kapela gra jednak mocniej, bardziej zdecydowanie i osiąga dzięki temu rewelacyjny efekt. To jest właśnie to. Kawałek numer dwa przynosi ze sobą odmianę. Tym razem nie jest to rocker, ale coś na kształt ballady. Wokal w paru miejscach mnie razi, ale partie instrumentów zostały nagrane z odpowiednim uczuciem. Don't You Change My Life podróżuje po znanych już klimatach, a grupa po raz kolejny rozwija skrzydła i prezentuje swoje umiejętności. Wszystko łączy się w jedną spójną całość, a tak podaną muzyką da się żyć. Panowie prezentują zdecydowane partie instrumentów przy okazji Sexy Cab i wydawać by się mogło, że będzie to kolejne nagranie, które przypadnie mi do gustu. Efekt psują jednak refreny, jak na mój gust trochę zbyt szalone i zbyt bardzo wykrzykiwane. Z drugiej strony da się do nich przyzwyczaić i z pewnością znajdą się pasjonaci takiej muzyki. Gypsy Nazi to zapowiadany już wcześniej niegrzeczny kawałek. Do jego mocnych stron zaliczyć można oczywistą inspirację grą Poison i jako bezstronny obserwator mogę stwierdzić, że uczeń przerósł mistrza. Kiedy słucham tej piosenki od razu poprawia mi się humor, a melodia wzbudza we mnie ochotę do tańca. Po prostu chcę się bawić i uczucie to jest silniejsze od wszelkiego rozsądku. Nie wspomniałem jeszcze o fajnej solówce, a zatem zrobię to teraz. Memories Of The Sea to właściwie powtórka z rozrywki, jaką mogliśmy doświadczyć przy okazji Back My Uniform. Nie znajdziemy tu właściwie nic nowego, ale z drugiej strony wokal i chórki w żaden sposób mi nie podpadły, więc chyba jest lepiej niż poprzednio. L'Italiano zwiastuje powrót dobrej zabawy. Zespół po raz pierwszy w swojej historii śpiewa po włosku. Chciałoby się rzec: wreszcie. Ścieżka wypada genialnie, zespół czuje się o wiele bardziej swobodnie. Nietrudno odszukać tutaj odwołań do znanego na cały świat szlagieru. Jest to świetna, pełna pasji i zaangażowania przeróbka. Jeżeli już o coverach mowa, to jeszcze większe wrażenie robi na mnie S.E.X. Department. Uważny czytelnik zauważy, że jest to drugie podejście do tego samego tematu zaprezentowane przez zespół. Dwa lata wcześniej panowie nagrali rockera o takiej samej nazwie. Numer stanowił w pewnym sensie hymn, czy też jak kto woli postulat. Włosi tym razem nagrali go ponownie, tworząc wersję dyskotekową piosenki wzbogaconą o partie ostrzejszych gitar. Na początku mamy więc głębokie, typowe dla techno basy, później charakterystyczne dla tanecznej muzyki klawisze, a na końcu wchodzą hard rockowe riffy oraz firmowane przez zespół tytułowe chórki. Efekt jest rewelacyjny i bije na głowę nagrany przez formację oryginał.
Płyta jest rewelacyjna. Rock 'N' Roll Suicide poprawiło w mojej ocenie wynik nagranego przed dwa laty debiutu zespołu i jest jedną z ciekawszych płyt nagranych w 2009 roku. Przypadnie do gustu fanom glamu i sleazu. Dobrze, że grupy takie jak S.E.X. Department wciąż działają i że mają siłę bawić publiczność. Gdyby jeszcze zainteresowały się nimi stacje radiowe...
Oficjalna strona zespołu: www.sexdepartment.net
Guciomir październik 2009
|