|
Skład: Klaus Meine - śpiew; Ulrich Roth - gitara prowadząca, chórki, śpiew w [6, 8]; Rudolf Schenker - gitara rytmiczna, chórki; Francis Buchholz - gitara basowa, chórki, Rudy Lenners - perkusja i instrumenty perkusyjne; Achim Kirschning - syntezatory i instrumenty klawiszowe
Produkcja: Dieter Dierks
Po udanym albumie In Trance Skorpiony postanowiły ponownie użądlić w miarę szybko, póki rozkoszny jad z poprzedniego wydawnictwa nie rozszedł się po kościach. Przy okazji wydania Virgin Killer nie obyło się bez skandalu związanego z okładką albumu, która w oryginale prezentowała nagą dziesięciolatkę, a efekt pęknięcia szkła przysłaniał jej genitalia. Okładkę w końcu zmieniono i tę zmienioną prezentujemy, gdyż jej należy wypatrywać.
Płyta Virgin Killer stylistycznie nie odbiega od poprzedniczki, z tym że brzmienie jeszcze bardziej zaostrzono. Wydaje się być też bardziej klarowne niż na wcześniejsych wydawnictwach. Album otwiera Pictured Life, kawałek melodyjny i przebojowy. Zjednał sobie nawet słuchaczy nie przepadających za metalem jak np. moją znajomą, która po wysłuchaniu kompozycji stwierdziła, że jest cudna. W Catch Your Train robi się ostrzej, Meine wydziera się niczym rasowy metalowy krzykacz. Muzyce stosunkowo blisko do wczesnometalowych kawałków, a solówki jakie tu serwuje Ulrich Roth, do złudzenia przypominają to, co zagrał Marty Friedman w utworze Holy Wars kilkanaście lat później. A więc techniczne granie z
najwyższej półki. Oczywiście sam kawałek utrzymany w krzykliwym rock and rollowych stylu, ale wszystko przyprawiono metalowym sosem. In Your Park to piękna ballada i co ciekawe, odbiega ona od standardów bluesowych, które Skorpiony pielęgnowały. Bliżej temu do metalowych ballad z następnej dekady. Solówki jak u Noruma na The Final Countdown Europe i należy stwierdzić jednoznacznie, że naprawdę dobry był ten Roth. Myślę, że o wiele lepszy niż Michael Schenker, który wówczas robił karierę w UFO. Backstage Queen
to powrót do hard rocka. Utwór bardzo dobry, naszpikowany jak zwykle świetnymi solami. Idę o zakład, że Scorpionsów słuchał Marty Friedman, bo czasami mam wrażenie że on się tutaj udziela, a przecież miał zaledwie 14 lat, kiedy ukazał się ten album. Nagranie tytułowe to kawał agresywnego heavy rockowego grania. Ośmielę się to nawet nazwać metalem, bo riffy proste, ale żwawe no i czad jest tu niezły. Dają większego ognia niż wczesne Saxon. Największe wrażenie robi na mnie Klaus Meine zdzierający głos na maksa. Chłopaki się nie oszczędzają, tak jakby to miał być ich ostatni album. Hell Cat to numer śpiewany przez Uliego Rotha, a raczej powinienem powiedzieć skandowany, bo taki ma właśnie charakter. Jest dość agresywny i posiada metalową stylistykę, ale nie sposób go traktować jako muzycznego żartu. Mimo wszystko żart to udany. Taki szatan na kółkach. Trzy ostatnie kompozycje są już znacząco dłuższe od poprzedników, chociaż i tak trwają po około 5 minut każda. Crying Days zaczyna się niczym jakaś kompozycja Black Sabbath, ale zmiksowana ze stylem King Crimson. Grupa gra ostro i tajemniczo. Oczywiście do czasu, gdyż to metalowe intro przeradza się w zgrabną balladę. Jest w niej nutka bluesowa, co oczywiście oddaje doskonale charakter ballad Scorpions, ale mamy tutaj jakby przedsmak tego, co zespół zaprezentuje w przyszłości. Polar Nights to popisowy numer Rotha, w którym oprócz solówek zajął się też śpiewaniem. Sam kawałek przypomina nieco zbrutalizowaną wersję numerów Hendrixa. Klasyczny hard rock, w który wkradają sie nowe brzmieniowo trendy (czyli po prostu heavy metal). Na sam koniec jeszcze jedna ballada Yellow Raven (już trzecia na tym wydawnictwie). Całkiem niezła ścieżka przypominająca utwory z Fly To The Rainbow. Bardzo smutny to numer, ale jest w nim piękno. Najbardziej podoba mi się tutaj podniosła, hard rockowa końcówka, która uwydatnia walory tej kompozycji.
No i to już koniec, zaledwie 35 minut muzyki, która w żadnym razie nie nuży, ani w żadnym razie nie rozczarowuje. Miało być hard rockowo, jest hard rockowo i nie burzą wcale tego wrażenia 3
(zresztą bardzo dobre) zamieszczone tutaj ballady. Uli Roth uważa Virgin Killer jak i poprzedni album In Trance za swoje ulubione krążki Scorpions, więc niech i to będzie rekomendacją dla tej płyty. Po prostu klasyka z najwyższej półki.
Oficjalna strona zespołu: www.the-scorpions.com
LSDisease sierpień 2010
|