Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

SCORPIONS - Lovedrive [1979]
Wydawca: Harvest EMI / Island / Mercury / PolyGram / Virgin / Toshiba EMI

  1. Loving You Sunday Morning
  2. Another Piece Of Meat
  3. Always Somewhere
  4. Coast To Coast
  5. Can’t Get Enough
  6. Is There Anybody There?
  7. Lovedrive
  8. Holiday
Lovedrive

Skład: Klaus Meine - śpiew; Rudolf Schenker - gitara rytmiczna; Matthias Jabs - gitara prowadząca w [1, 3, 5, 6 i 8]; Francis Buchholz - gitara basowa; Herman Rarebell - perkusja
Gościnnie: Michael Schenker - gitara prowadząca w [2, 4, 7]

Produkcja: Dieter Dierks

Na początku rzućmy okiem na oryginalną okładkę, na której widzimy elegancko ubraną parę w samochodzie. No właśnie, nie do końca ubraną, gdyż od obnażonej piersi pani do ręki pana ciągnie się wielka guma do żucia. Dzisiaj śmieszyć może fakt, że ta wersja okładki była przez pewien czas zakazana w USA. Instynkt podpowiada nam, że taki obrazek znamionuje kawał dobrej, rockowej muzyki, i nie mylimy się. Szóste studyjne wydawnictwo Scorpions powstało w trochę dziwnym, burzliwym okresie - z zespołu odszedł Uli Jon Roth, zastąpiony przez Michaela Schenkera (który, borykając się z uzależnieniami, nie był w stanie w pełni przejąć pałeczki po poprzedniku) oraz Matthiasa Jabsa (w rezultacie niedomagania Schenkera panowie podzielili się partiami solowymi).

Te perturbacje na szczęście nie wpłynęły negatywnie na jakość kompozycji, a wręcz stały się ożywczym impulsem do stworzenia czegoś na absolutnie mistrzowskim poziomie. Na krążku możemy usłyszeć jak ewoluowało brzmienie Scorpions - uległo ono zaostrzeniu, riffy są bardziej agresywne niż na poprzednich wynurzeniach grupy, Niemcy inkorporowali do swojej muzyki pewne elementy typowe dla heavy metalu schyłku lat 70-ych. Być może pewien wpływ na tę zmianę miało zatrudnienie aż trzech gitarzystów, w każdym razie w pracy gitar na Loverdrive wyczuwalna jest pewna bezkompromisowość, zwiastująca nadejście nowej dekady. Szósta odsłona twórczości kwintetu atakuje ciało i duszę znakomitymi riffami w Loving You Sunday Morning, numerze, który choć nie jest byt szybki, posiada odpowiedni ciężar gatunkowy. Owe partie gitar ciekawie kontrastują tu z tęskną melodią w refrenie, podobnie sprawa ma się z krzykliwą solówką, charakterystyczną raczej dla tego, do czego formacja przyzwyczaiła nas na swoich kolejnych albumach. Dalej kapela postanowiła przywalić nam prosto między oczy za pomocą szybkiego, zadziornego, pełnego agresji Another Piece Of Meat. Nawet w jego zwolnieniach czai się jakaś podskórna energia, wyzwolona w kipiącym pasją refrenie (który, jak się wydaje, stanowił źródło inspiracji dla kawałków naszego TSA). Warto w nim zwrócić uwagę na dźwięki imitujące odgłosy silników i perfekcyjnie kontrolowane, różnorakie sprzężenia oraz wychodzące poza główną linię melodyczną ozdobniki w grze gitary prowadzącej. Tak sobie wyobrażam kwintesencję hard rocka! Spokojny, melancholijny Always Somewhere to chwila oddechu, a jednocześnie pewien wzór, archetyp power ballady, rozwijany na następnych wydawnictwach zespołu. Trudno mu nie odmówić uroku, trudno znaleźć dziewczynę, która nie chciałaby się przytulić w tańcu słysząc tę kojącą melodię. W instrumentalnym Coast To Coast mamy idealnie zgrane ze sobą partie gitar; najpierw słyszymy buzowanie jednej z nich w "zwrotce", które następnie znajduje ujście w momentalnie uzależniającym motywie, pełniącym funkcję refrenu. Przy całym szacunku dla Jabsa, to mógł wymyślić i zagrać tylko Michael Schenker! Can’t Get Enough swoim szybko nabijanym rytmem, riffami, "powyginaną" solówką i wydzieraniem się Klausa Meine przypomina stare, dobre Deep Purple na turbodoładowaniu (linie wokalne wyraźnie nawiązują do Burn). Utwór nie robi jakiegoś wielkiego wrażenia na tle poprzedników, choć wypełniaczem nazwać go nie można. Zupełnie zaskakuje za to Is There Anybody There?, w którym w udany sposób połączono rytmy i sposób gry charakterystyczny dla muzyki reggae z balladowym pianiem, specyficznym dla piątki naszych bohaterów. To zderzenie różnych światów zupełnie nie razi, wypadając naturalnie i przekonująco, w dodatku dostarczając kolejnej bardzo chwytliwej melodii. Oparty na metalowym, galopującym rytmie tytułowy Lovedrive świadczy o tym, że niemiecka ekipa była otwarta na nowe trendy w ówczesnym rocku, gdyż konstrukcja riffów i praca sekcji rytmicznej odzwierciedlają tu struktury obecne w Diamonds And Rust Judas Priest. Obrazu całości dopełnia hipnotyzująca, transowa solówka. Na zakończenie Skorpiony raczą swoich wielbicieli jeszcze jedną, wyjątkową balladą. Akustyczna zwrotka ślicznego Holiday ma w sobie taki "styxowy", ni to smutny, ni to melancholijny klimat, natomiast nieco mocniejszy fragment wpleciony w połowie długości kompozycji zadowoli również fanów ostrzejszych brzmień. W tym momencie opadająca kurtyna pozostawia uczucie niedosytu...

Twierdzenie, że Loverdrive bardzo wysoko podnosi poprzeczkę wymagań dla innych ekip rockowych, zachwyca nawet po przeszło 30 latach od wydania, wyznacza standard dobrego hard rocka, byłoby truizmem. Jeśli jeszcze jakimś cudem nie znacie tej klasyki, zróbcie wszystko, żeby jak najprędzej nadrobić zaległości (kupcie, pożyczcie, ukradnijcie - no dobrze, dalej się nie zapędzam ;)).

Oficjalna strona zespołu: www.the-scorpions.com

Hardlover
luty 2010