|
Skład: Klaus Meine - śpiew; Rudolf Schenker - gitary; Matthias Jabs - gitary; Paweł Mąciwoda - gitara basowa; James Kottak - perkusja
Gościnnie: Billy Corgan - śpiew w [11]
Produkcja: James Michael i Desmond Child
Szczerze powiedziawszy, przestałem śledzic karierę Scorpions kilka lat temu. Jednak w tym roku, kiedy ukazała się ich nowa płyta, odświeżyłem sobie trochę ich albumy i odrobiłem zaległości. Po pierwszym wysłuchaniu Humanity - Hour I miałem mieszane uczucia.
Niby Scorpions, a jakieś takie niepodobne. Z każdym kolejnym odsłuchem było coraz lepiej, w tej chwili muszę stwierdzić, że nowe dziecko Scorpions to naprawdę kawał porządnego grania. Ale po kolei.
'Welcome To Humanity, Hour One', oznajmia kobiecy głos we wstępie do numeru Hour One. Kawałek to ciężkawy i niestety zbyt nowomodny jak na mój gust. Brzmienie gitar jest przybrudzone i mało czytelne. Riff niemelodyjny i jedyne, co zwraca uwagę, to naprawdę świetne techniczne solo (jak Europe przed laty). Kawałek jednak jest
słaby i nie pomaga kunszt muzyków. Dalej jest znacznie lepiej. The Game Of Life to już prawdziwe Scorpions, jakie znamy sprzed lat. Prawie... Otóż zwrotka tutaj absolutnie wpisuje się w schemat, jakiemu Skorpiony hołdują od czasu Blackout. W refrenie
trochę nowomodnych nutek pobrzmiewa, ale jest to naprawdę melodyjne i przebojowe. Gitary mimo brudnego brzmienia poczynają sobie przednio. Blisko 40 lat kariery w końcu zobowiązuje. Profesjonalizm w każdym calu. We Were Born To Fly jest spokojniejsze i partia gitary bardzo płynnie wyodrębnia dźwięki. Refren znowu jakby trochę nowocześniejszy. Cała reszta jak Scorpions przed laty. Numer to prawdziwy hicior. No więc jedziemy dalej. The Future Never Dies rozpoczyna delikatna partia piano. Przypomina to trochę zabiegi neo progresywnych wykonawców jak Pendragon (temat niczym z The Shadow). Dalej przeradza się to w zgrabną balladę i to naprawdę doskonałą. Jednak można... Mimo że brzmienie dalekie od Crazy World, to przebojowość dokładnie ta sama i proszę mi
wierzyć, nie jest to żadne nadużycie. You're Loving Me To Death ze swoją hard rockową partią gitary daje pojęcie, jak się grało w latach '80. Brzmi to trochę jak Queensrÿche na Operation Mindcrime, tyle że nowocześniej, propocje jednak zachowane. Kolejny melodyjny refren nie pozostawia złudzeń. Scorpions po przeszło dekadzie znowu w znakomitej kompozytorsko formie. 321 rozpoczyna ciężki metalowy riff, ale kawałek z inną produkcją byłby idealny dla jakiejś ekipy hair metalowej z lat '80. No przynajmniej od refrenu "baby 321 are you ready to rock?". Tak w ogóle numer brzmi nieco jak nowe rzeczy grupy Winger. Bardzo podobnie. Love Will Keep Us Alive to ballada. Druga już na płycie, ale naprawdę udana. Coś jak rzeczy z niedocenionej płyty Pure Instinct. To delikatny kawałek, ale pasuje tutaj, bo urozmaica krążek. We Will Rise Again może zwrotkę ma nieszczególną, za to refren możliwy. Trochę zespół nam się tutaj zaczyna rozjeżdzać, niby balladowo, ale nie brakuje metalu. Przyzwoite solo. Ujdzie ;). Your Last Song to... znowu ballada. Trochę bardziej niż 'trochę', Scorpions zbliża się do w połowie balladowego Pure Instinct. Kawałek generalnie jest całkiem niezły, chociaż przydało by się jakieś kolejne 321, zwłaszcza że Love Is War
to też spokojna piosenka. Dużo akustcznych gitar w tle. U Skorpionów nie musi to razić, ale panowie trochę więcej ognia by się przydało;). Takie założenie ma spełnić The Cross. Trzyma minorową nutę, ale jest już ciężki, z charakterystyczną zagrywką gitary rytmicznej. Klaus Meine śpiewa tutaj melodyjnie rockowo, za to muzyka to heavy metal. Niezły refren i naprawdę mocny numer. Po nim czas na zamykający (przynajmniej oficjalnie) płytę kawałek Humanity. Utwór promował to wydawnicto i absolutnie się temu nie dziwię. To typowy kawałek, jaki chłopaki mogli zaserwować. Trochę White Dove doprawione szczyptą Lonely Nights. Nie zabrakło podniosłych dźwięków niczym kiedyś na ich płycie z orkiestrą (Moments Of Glory). Kawałek oczywiście chwytliwy i sprawdza się znacznie lepiej niż numer otwierający płytę. Na albumie znalazł się bonus track w postaci utworu Cold (można było sobie go darować, aczkolwiek uzupełnia braki w ostrości spowodowane niektórymi wcześniejszymi numerami). Jeśli o mne chodzi, to wolę już te ballady. Jako drugi bonus mamy radiową wersję Humanity.
Tak kończy się ten album. Album solidny i przebojowy w dużej mierze, przynajmniej dla mnie jest najlepszą płytą Scorpions od czasów Pure Instinct i chyba do tego
krążka mogę go porównać za wyjątkiem tego, że momenty bardziej rockowe brzmią tutaj ciężej, no i takiego Wild Child niestety próżno by tu szukać. Płyta mimo to udana i okazuje się, że świeżość można łączyć z klasyką. Skorpionom się to udało.
Oficjalna strona zespołu: www.the-scorpions.com
LSDisease grudzień 2007
|