Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

SCORPIONS - Crazy World [1990]
Wydawca: Mercury / Vertigo / PolyGram

  1. Tease Me Please Me
  2. Don’t Believe Her
  3. To Be With You In Heaven
  4. Wind Of Change
  5. Restless Nights
  6. Lust Or Love
  7. Kicks After Six
  8. Hit Between The Eyes
  9. Money And Fame
  10. Crazy World
  11. Send Me An Angel
Crazy Worlde

Skład: Klaus Meine - śpiew; Rudolf Schenker - gitary, chórki; Matthias Jabs - gitary, chórki; Herman Rarebell - perkusja; Francis Buchholz - gitara basowa
Gościnnie: Jim Vallance i Koen VanBaal - instrumenty klawiszowe; Claudia Frohling, Tony Ioannoua, Cliff Roles, Jim Lewis i Dries Van Der Schuyt - chórki

Produkcja: Keith Olsen

Na przełomie lat 80-ych i 90-ych Scorpions nie pozostali obojętni na aktualną, muzyczną modę i postanowili uderzyć w rynek zwolenników glamu. Poprzednie dzieło formacji, Savage Amusement, zostało skrytykowane przez część fanów za zbytnie złagodzenie i wypolerowanie brzmienia. Dlatego też ta niemiecka fabryka szlagierów do produkcji kolejnego krążka zatrudniła nowego producenta w osobie Keitha Olsena i postawiła na powrót do ostrzejszych dźwięków, sygnowanych nazwą Crazy World. Rezultat tych poczynań nawet teraz dzieli zwolenników ekipy Meine i Schenkera, gdyż oprócz niewątpliwych zalet, zawiera również pewne wady, nieobecne na wcześniejszych płytach. Na czym więc polegały zmiany?

Przede wszystkim na skoncentrowaniu się na przebojowości kosztem uproszczenia struktur utworów. Kilku z nich nadano imprezowy charakter, wyraźnie odwołujący się do dokonać kolegów po fachu spod znaku Sunset Strip. Czyli nagrywano na zasadzie: parę chwytliwych riffów, wpadających w ucho melodii, trochę instrumentalnych popisów i jedziemy do przodu. Jednocześnie zespół skomponował również cięższe kawałki, o nieco bardziej skomplikowanej fakturze, których nie powstydziliby się rasowi heavymetalowcy. Nie mogło również zabraknąć miejsca na ballady, które po dziś dzień wzbudzają kontrowersje... Ale o tym później, bowiem na otwarcie albumu otrzymaliśmy absolutny hit w postaci zbudowanego na kapitalnym w swojej prostocie riffie Tease Me Please Me. Numer bardzo pozytywnie nastawiający do życia, noszący w sobie znamiona party rocka w rockandrollowym stylu Ratt, z równo tnącą sekcją rytmiczną, wystukującą rozbujany rytm. O zapatrzeniu w Kalifornię świadczył również Don’t Believe Her, którego nieco metalicznie brzmiące riffy i staccato gitary rytmicznej przywodzą na myśl Dokken i Lynch Mob (choć oczywiście wokalnie to inna bajka). Wspaniale układa się tu współpraca Schenkera i Jabsa, świetnie brzmi shredderska solówka. Z kolei To Be With You In Heaven to nietypowa ballada, w której po raz pierwszy dano okazję do wykazania się Rarebellowi, a to z powodu dość nietypowych podziałów rytmicznych kompozycji i faktu, że zagrywki perkusji w zwrotce stanowią jej nierozerwalną część, uzupełniającą ultrachwytliwy motyw gitarowy. Dodatkową ozdobę stanowi tu emocjonalny bridge. No i dochodzimy do Wind Of Change, w swoim czasie zohydzonego słuchaczom chyba wszystkich możliwych stacji radiowych, które grały tę pościelówę na okrągło. Ileż to ja wysłuchałem i przeczytałem negatywnych opinii na jej temat. Że świadczy o rozwodnieniu muzyki, ze "gwizdanka okolicznościowa", że bez jaj, itp. Z perspektywy czasu jednak ta zgrabnie skonstruowana, delikatna ballada, broni się świetnie, pozostając dowodem na artystyczną wrażliwość i dużą klasę panów ze Scorpions jako kompozytorów. Posłuchajmy tylko, jak doskonale zazębiają się jej poszczególne fragmenty, jak znakomicie w całość wpisuje się bridge i solówka... W Restless Nights Niemcy przypomnieli, że za bardzo słodzić nie zamierzają i poczęstowali fanów wolno sunącym, hardrockowym marszem, z rewelacyjnym, niepokojąco orientalnym motywem gitarowym na początku i heavymetalową, energetyczną wstawką w refrenie. Dodajmy, że shredding Jabsa znów budzi najwyższy podziw. W Lust Or Love mamy powrót do koncepcji zaprezentowanej w dwóch pierwszych utworach, czyli muzycy znowu atakują nas zapadającym w pamięć riffem i bezkompromisowo przebojową melodią. Trochę za mało tu jednak dynamiki, której nie brakuje za to w następnym Kicks After Six. Zagranym z życiem, werwą, luzem i rockandrollową dezynwolturą, okraszonym wspaniałym solo. Doskonale łączącym tradycję party rocka ze sleaze rockiem, którego nie powstydziliby się kolesie z L.A. Guns, czy Faster Pussycat. Gdyby tylko głos Meine nie był tak czysty, przydałoby się w takich kawałkach więcej chropowatości... Kolejny raz Skorpiony ukąsiły w Hit Between The Eyes, którego tytuł doskonale oddaje charakter kompozycji, nadającej się w sam raz do szybkiej, szaleńczej jazdy po opustoszałej drodze. Gitarowe ozdobniki i techniczna solówka budzą natomiast skojarzenia z debiutem Roxxi. Zupełnie zaskakuje natomiast Money And Fame, jeden z najbardziej intrygujących momentów płyty, utrzymany w marszowym tempie, bazujący na ciężkich riffach, okraszonych zagrywkami slide. Fajnie brzmi tu epicki wokal w refrenie, bezbłędnie wypada pomysłowe duszenie gitary prowadzącej ramieniem tremolo. W tym momencie nawet zatwardziali metalowcy muszą posypać głowę popiołem i wyrazić uznanie dla kapeli ;). Ale wszystko, co dobre, kiedyś się kończy. Bowiem ostatnie dwa wynurzenia na Crazy World uważam za zupełnie niepotrzebne i psujące obraz całości. Ostry jak brzytwa wyziew tytułowy jest moim zdaniem wykonawczo w porządku, ale jest też zwyczajnie nużący i dwa razy za długi. Ileż można ciągnąć coś opartego na jednym, prostym, hałaśliwym riffie? Na pewno nie pięć minut. Obok mdłej, na poły akustycznej przytulanki Send Me An Angel również przechodzę obojętnie. W tym momencie formacja wyraźnie popadła w banał (co było przypadłością wielu zespołów układających power ballady na siłę), słyszalny jest brak jakiegoś dobrego pomysłu, punktu zaczepienia.

Przyznam, że do Crazy World mam duży sentyment i przez wiele lat stawiałem to wydawnictwo na równi z najlepszymi dokonaniami Scorpions. Dzisiaj musiałbym ten pogląd nieco zrewidować, choć muszę stwierdzić, że dalej uważam, że spośród jedenastu numerów na tym krążku osiem broni się świetnie. Co powinno być wystarczającą zachętą do zapoznania się z jedenastym albumem studyjnym niemieckich hardrockowców.

Oficjalna strona zespołu: www.the-scorpions.com

Hardlover
listopad 2009