Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

SCORPIONS - Blackout [1982]
Wydawca: EMI / Mercury / Island / PolyGram / Toshiba EMI

  1. Blackout
  2. Can't Live Without You
  3. No One Like You
  4. You Give Me All I Need
  5. Now!
  6. Dynamite
  7. Arizona
  8. China White
  9. When The Smoke Is Going Down
Blackout

Skład: Klaus Meine - śpiew; Matthias Jabs - gitara prowadząca, chórki; Rudolf Schenker - gitara rytmiczna, chórki; Francis Buchholz - gitara basowa, chórki, Herman Rarebell - perkusja i instrumenty perkusyjne, chórki

Produkcja: Dieter Dierks

Z wydaniem płyty Blackout wiąże się pewna ciekawa historia. Otóż podczas pisania materiału wokalista Klaus Meine stracił głos i musiał poddać się skomplikowanej operacji strun głosowych. Scorpionsi jednak postanowili kontynuować pracę i zaangażowali Dona Dokkena, by zaśpiewał na demówkach. Zawsze uważałem, że wokal Dona przypomina w niektórych momentach śpiew Klausa Meine, więc taki wybór był naturalny. Ostatecznie jednak Meine wrócił do zespołu, który zdążył już przygotować aranże do 9 kawałków mających składać się na ósmy studyjny album Skorpionów - Blackout.

Płytę otwiera dynamiczne nagranie Blackout, jeden z najbardziej znanych kawałków niemieckiej ekipy. Grupa brzmi tu lepiej niż kiedykolwiek wcześniej i jest to już przedsmak tego, co zaprezentuje na kolejnych wydawnictwach, czyli typowego dla lat '80 hair metalu. Najbardziej podobają mi się urozmaicone partie wygrywane przez Matthiasa Jabbsa, który stara się udowodnić, że proste riffy nie są dla niego i że potrafi zagrać jak Randy Rhoads czy Eddie Van Halen. Wszystko to naturalnie podporządkowane rygorom klasycznej rockowej piosenki, bo Scorpionsi bynajmniej prochu nie chcieli wynaleźć. Can't Live Without You kojarzy mi się z tym, co później prezentowała grupa Ratt i kto wie, czy Pearcy i DeMartini nie słuchali tego krążka klecąc swój debiutancki album. Czyli melodyjnie, zdecydowanie hard rockowo i co najważniejsze przejrzyście (produkcja doskonała, można powiedzieć wyprzedzająca swoje czasy). No One Like You znane z wideoklipu zdołało uplasować się na Billboard Hot 100 i tym samym o Scorpions zrobiło się głośno za oceanem. Mamy tu do czynienia ze spokojnymi partiami przeplatanymi wpadającym w ucho refrenem. Partie spokojne skrojone są już na typowe dla lat '80 granie, więc smętnie się w żadnym razie nie robi. Jest to też mój ulubiony fragment płyty i jakby kwintesencja trendów, jakie zapanowały dwa lata później. You Give Me All I Need - założenie takie jak we wcześniejszym numerze, tylko że z mniejszym nerwem zrobiony kawałek. Zwraca uwagę niezły refren, a warto też dodać, że utwór wszedł na jakiś czas do setu koncertowego zespołu, więc świadczy to o jego popularności. Now!, szybki hard rockowy wymiatacz nie robi na mnie większego wrażenia. Po prostu jest tutaj niczym blomba, ale ponieważ trwa zaledwie dwie i pół minuty, nie robię "skip", bo w tak krótkim czasie nie jestem w stanie znaleźć jak zwykle gdzieś zakonspirowanego pilota od wieży. Dynamite to już rzecz znacznie lepsza. Tu też mamy do czynienia z szybkimi rytmami, tylko zrobionymi z większym polotem. Pamiętam, jak jarałem się wersją koncertową z World Wide Live tego kawałka. Na filmie z tej trasy widać, jak Meine szaleje z mikrofonem, a cały zespół łoi aż miło. Arizona to bardziej pogodny numer, niezbyt mnie kręci, chociaż nie jest jakimś gniotem. Podobne kawałki będą nagrywały hair metalowe grupy w późniejszym okresie i lądowały dzięki nim na listach przebojów, bo to właśnie taki klasyczny materiał na przebój. Słodko, wesoło no i oczywiście rockowo. Z kolei China White to 7 minut masywnego hard and heavy. Bogato zaaranżowane ciężkie riffy pobrzmiewają orientalnie i w stylu Zeppelinów, tylko że tutaj jest to po prostu cięższe zahaczające o stylistykę heavy metalu. Dobry numer, tyle że moim zdaniem ciut za długi. Podobne kawałki będzie robił w poźniejszym czasie Lenny Wolf z grupą Kingdom Come. When The Smoke Is Goin Down to programowa ballada, jedna z popularniejszych w dorobku Niemców. Palec pod budkę, kto tego nie zna. Bardzo ładny numer z pięknie wyważonymi partiami akustycznymi. No właśnie, raz brzmią jak typowa ballada lat '80, raz przypominają bluesowe inspiracje Skorpionów. Meine śpiewa tu po staremu, no i jest bardzo delikatnie, więc generalnie jeszcze przeważa klimat lat '70, choć to już przedsmak tego co będzie w Still Loving You dwa lata później. I tak kończy się ten krótki album, bez rozczarowań i bez specjalnych zachwytów, chociaż jak zwykle dostaliśmy od zespołu porcję solidnego rockowego grania.

Płyta zyskała sporą popularność w USA, gdzie wspięła się na 10 miejsce Billboard 200, a w dwa lata po ukazaniu pokryła platyną. Była to przepustka dla chłopaków za ocean, gdzie przy okazji trasy "Love At First Sting Tour" zrobili prawdziwą furrorę będąc jednym z lepiej opłacanych zespołów w Stanach. Album klasyka, bardzo wskazany w kolekcji fanów hard rocka lat '80, bo nie muszę chyba przekonywać skorpionowych maniaków, że płyta ta jest jednym z najbardziej znaczących wydawnictw w katalogu grupy i wstyd jej nie mieć.

Oficjalna strona zespołu: www.the-scorpions.com

LSDisease
maj 2011