|
Skład: Klaus Meine - śpiew; Matthias Jabs - gitary; Rudolf Schenker - gitary; Francis Buchholz - gitara basowa, chórki, Herman Rarebell - perkusja i instrumenty perkusyjnei
Produkcja: Dieter Dierks
Niespełna w rok po ukazaniu się płyty Lovedrive Scorpionsi weszli do studia, by zarejestrować następcę. Płyta zyskała tytuł Animal Magnetism, a pomysłodawcą tego tytułu był Herman Rarebell, który uznał, że po prostu fajnie brzmi. Brzmi fajnie, a do tego nie obyło się bez zwyczajowych kontrowersji związanych z okładką. Mimo tego nie zmieniono projektu (pewnie dlatego, że facet który swoją drogą projektował okładki Pink Floyd, słono sobie za ten obrazek policzył) i płyta Animal Magnetism ma jedną wersję obwoluty.
Krążek otwiera nagranie zatytułowane Make It Real, w moim mniemaniu jeden z lepszych kawałków Scorpions w całej ich karierze. Co zdecydowanie rzuca się w uszy, to produkcja, niezbyt nastawiona na ciężkość, a trochę szkoda. Bo gdyby te kawałki brzmiały potężniej, to w zasadzie niczym nie różniłyby się od klasyków hair metalu (no przynajmniej większość z nich). Make It Real zagadało na płycie koncertowej World Wide Live, ale oczywiście i na Animal Magnetism się broni, bo to po prostu kawał dobrego hard rocka. Riffy prościutkie, bez urozmaiceń, ale z tym będzie trzeba poczekać do płyty Blackout. Szybki Don't Make No Promises ma fajny, melodyjny refren. Do zwrotki zabrakło trochę czadu, ale kompletnie tego nie zawalili. Z kolei Hold Me Tight to niczym gotowy materiał na przebój, aż dziw bierze, że był traktowany po macoszemu i nie prezentowany przez formację na koncertach (no, przynajmniej w późniejszym okresie). Masa ciekawych pomysłów Skorpionom przechodziła przez głowy, a Twenthieth Century Man to nawiązanie do starego Scorpions z lat '70. Te motoryczne riffy pobrzmiewają trochę jak coś z katalogu Judas Priest (na Stained Class ten kawałek spokojnie mógłby się znaleźć), ale czuć tu wyraźnie scorpionsową klasykę. Lady Starlight to znana ballada z płyty, zamieszczona o dziwo nie na samym końcu. Oczywiście piękny to numer, bo Schenker na ogół pisał dobre ballady i powiedzmy sobie szczerze, miał na to patent. Jest tu melancholia i podejście do solówek, jakiego nie powstydziłby się David Gilmour z Pink Floyd. Początek Falling In Love to sobie chyba pożyczyła grupa Warrant do swojego kawałka Mr. Rainmaker. Niemal identyczne nuty. Dalej utwór rozwija się w mięsistym rockowym stylu. Słychać metalowe naleciałości Virgin Killer (proste, ostre riffy potęgują poczucie, że mamy do czynienia z heavy metalem, bo to w istocie metalowy kawałek). Bardzo dobra ścieżka. Jak zauważyliście z opisanych dotychczas sześciu kawałków, nie zganiłem żadnego, co świadczy o tym, że niezależnie jak się sprawy potoczą, dalej płyta będzie udana. Tyle że dalej też jest całkiem dobrze. Only A Man to wspaniały, może najlepszy utwór na płycie. Heavy metal w starym stylu kapeli (podobne rzeczy grali z Rothem, nawet Meine przpomina sobie tę wariacką manierę, którą okraszał fragmenty swoich wokaliz). Jeśli lubicie wczesne Def Leppard, polubicie także ten kawałek. The Zoo to chyba najbardziej eksploatowana koncertowo pozycja z tej płyty. Grany na każdej trasie stał się żelaznym punktem koncertowego repertuaru Scorpions. Tyle że na żywo brzmi to potężnie metalowo, na Animal Magnetism nie aż tak masywnie. Mimo wszystko udana kompozycja z jakże charakterystycznym refrenem. Tytułem ciekawostki, Matthias Jabs skorzystał tutaj z talk box, co urozmaica jego partię gitarową. Tracycyjnie już polecam wersję z World Wide Live, która jako drugi kawałek z tego krążka pojawiła się na tamtym koncertowym wydawnictwie. Utwór tytułowy to najdziwniejsze nagranie na płycie, bardzo unikatowe w katalogu Scorpions. Posępny,tajemniczy, zabarwiony orientalnie metal. Kompletna strata czasu dla miłośników melodic rocka, ale może się spodobać fanom Led Zeppelin, albo starego Black Sabbath. Na niektórych wydaniach CD możemy znaleźć jeszcze kawałek Hey You zaśpiewany zupełnie nietypowo jak na Scorpions (momentami falsetem). Oczywiście nie ma się co temu dziwić, bo nie śpiewa tu Meine tylko Rudolf Schenker i dochodzę do wniosku, że powinien się on trzymać z dala od mikrofonu. Bo raz że nie ma głosu, dwa że głos Scorpions to zawsze będzie Klaus Meine i jest on najbarwniejszą postacią w kapeli, bo dzięki niemu ma ona swój niepowtarzalny charakter.
Album Animal Magnetism pozbawiony jest wpadek. Jeśli ktoś lubi styl Scorpions, płytę może brać w ciemno, zwłaszcza że godzi ona fanów Scorpions z lat '70, jak i tych którzy wolą utwory z późniejszego okresu. Szkoda, że nie została należycie doceniona, choć w 1984 roku pokryła się złotem, a w 1991 po mega sukcesie Wind Of Change w końcu platyną. Polecam.
Oficjalna strona zespołu: www.the-scorpions.com
LSDisease maj 2011
|