Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

SCHEEPERS - Scheepers [2011]
Wydawca: Frontiers Records / EMI

  1. Locked In The Dungeon
  2. Remission Of Sin
  3. Cyberfreak
  4. The Fall
  5. Doomsday
  6. Saints Of The Rock
  7. Before The Dawn
  8. Back On The Track
  9. Dynasty
  10. The Pain Of The Accused
  11. Play With The Fire
  12. Compassion
Scheepers

Skład: Ralf Scheepers - śpiew, chórki, gitara akustyczna, instrumenty klawiszowe, dxwięki FX
Gościnnie: Tim "Ripper" Owens - śpiew w [2]; Magnus Karlsson - gitara prowadząca, gitary, nbanjo, akordeon, instrumenty klawiszowe; Sander Gommans - gitara prowadzaca, gitary; Mike Chlasciak - gitara prowadząca; Alex Beyrodt - gitaar prowadzaca; Kai Hansen - gitara prowadząca; Victor Smolski - gitara prowadzaca; Mat Sinner - gitara basowa, instrumenty klawiszowe; Snowy Shaw - perkusja

Produkcja: Mat Sinner

Już grubo ponad rok temu pojawiły się pierwsze wieści, że frontman Primal Fear, Ralf Scheepers, zamierza nagrać swoją pierwszą solową płytę. Zapowiadana była ona jako "bardzo metalowa". No cóż, osobiście chciałem wierzyć w takie zapowiedzi, choć zdawałem sobie sprawę, że owe szumne deklaracje mogą nie mieć pokrycia, choćby z powodu tego jak działa ostatnio machina kierowana przez Sinnera i Scheepersa.

W miarę ujawniania listy gości, którzy mieli wspomóc Ralfa, a to komponując, udzielając się wokalnie, czy też wreszcie grając na instrumentach, z jednej strony byłem spokojny. Z drugiej jednak nie, bo utwory znajdujące się na tym LP przygotowali członkowie Primal Fear, a to już niedobrze. Każdy, kto zna mój stosunek do ostatnich wypieków tej ekipy, wie, dlaczego tak uważam. Na dobrą sprawę ta płyta mogłaby się ukazać pod szyldem PF i nikt by się raczej specjalnie nie obraził. Jest jednak pewne "ale". Ten krążek nie przyciąga na dłużej ucha. Jak większość takich właśnie projektów. Bywają one albo genialne, udowadniajace, że zespół tylko ogranicza wokalnie głównego krzykacza, bywają też zupełną klapą, w której zrywa się totalnie z całym swoim muzycznym dorobkiem. Jest też trzecia opcja: tego rodzaju produkty są niczym innym jak kontynuacją tego, co zespół robi na co dzień. Dlatego napisałem, że solowy wybryk Scheepersa mógłby się ukazać pod szyldem Primal Fear. No cóż, ja patrząc na listę gości spodziewałem się jednak czegoś potężniejszego. I chyba każdy przyzna mi rację, że od tej klasy wokalisty takie wymagania nie są czymś nadzwyczajnym. Ralf nieraz przecież udowadniał, że wielkim wokalistą jest. Tak więc to, co tu dostajemy, jest oklepane, dobrze każdemu znane, przewidywalne. Po prostu to jest Primal Fear takie jak na ostatnich swoich krążkach, tyle że z zaproszonymi gośćmi. Słyszymy to w otwierającym płytę Locked In The Dungeon, w którym udziela się znany zapewne wszystkim główny wiosłowy Halforda, "Metal Mike" Chlaściak. Z pewnych powodów cieszę się, że dano mu tu poszaleć. Szkoda tylko, że zamknięto go w sztywnych ramach primal-fearowej sztampy. Kto wie, jakby to zabrzmiało, gdyby to Mike napisał cały kawałek od podstaw. A ów pan nieraz udowodnił, że ma łeb do pisania zabójczych, heavy metalowych killerów. Kto zna na przykład takie American Metalhead, wie, o czym mówię. Oczywiście wokalnie Scheepers zapędza Halforda do kąta, to nie ulega wątpliwości. W Remission Of Sin musiało się stać to, o czym pisałem wyżej. Ten kawałek nie jest niczym innym jak tym wszystkim, co już było w Sinner i Primal Fear. Typowe rozwiązania, które jakże często wypadały spod palców Matta. Podoba mi się tu refren, bas i ogólna melodyjność. Szkoda tylko, że gościnnie śpiewający tu Tim "Ripper” Owens nie przycisnął tu jeszcze bardziej. A przecież on umie to zrobić. Może wtedy byłoby bardziej ciekawie. Fajnie się robi w Cyberfreak, tyle, że w pewnym momencie zabrakło pomysłu na tę nowoczesność w stylu judasowskiego Demolition. Szkoda, bo niektóre momenty mogą robić spore wrażenie. Szkoda, że Sinner i ten patałach Karlsson swoim udziałem wszystko psują. Tu przydałby się raczej nie kto inny jak sam Glenn Tipton. Tylko on potrafiłby pociągnąć ten temat w odpowiednią stronę. Chór w iście patetycznym, symfonicznym stylu ropozczyna kompozycję The Fall. Przez chwilę miałem nadzieję na coś naprawdę wyjatkowego, ale gdzie tam! Znów to charakterystyczne PF z ostatnich krążków wymieszane z Sinnerem. Nie można się przyczepić, jeśli ktoś lubi takie granie, to jasne. Mi osobiście jednak drażni ucho pewna "radiowość" tego kawałka, czy jak to nazwać. Ładny refren i nic więcej. Tajemniczo rozpoczynał się Doomsday i już, już liczyłem, że się doczekam czegoś porywającego. Niestety po intrygjącym początku wszystko psuje sztampa Sinnera. Do tego ta solówka... O właśnie, byłbym zapomniał. Solówki znajdujące sie na tym LP są do niczego moim zdaniem. Za wyjątkiem tej spod palców Chlaściaka, żadna tu nie pasuje. Szkoda, że żaden z grajacych tu, w tym utowrze muzyków nie poczuł atmosfery i nie pociągnął tematu dalej. Ja wiem, dlaczego. Brakuje tu Stefana Leibinga. Ten wioślarz ma głowę do takich kawałków. Szkoda, że on tu nie gra, zamiast niego udziela się jakaś lebiega Sander Gommans... Nie, nie i jeszcze raz nie. Dlaczego Scheepers odcina kupony od własnej marki w okropnym Saints Of Rock, nigdy nie zrozumiem. Przaśny, niskich lotów stadionowy AOR/Hard Rock na takiej płycie jest po prostu niewybaczalny. I ten refren, w którym brzmią echa pewnego utworu szwedzkiej Abby. Kto zgodził się na umieszczenie takiej nędznej kompozycji na pierwszym solowym wypieku uznanego krzykacza, nie wiem. Ale ów ktoś powinien za to odpowiedzieć głową. Nigdy nie zrozumiem też, dlaczego skrzywdzono Victora Smolskiego udziałem w równie słabym Before The Dawn, w którym absolutnie się nic nie dzieje. Wymieszano tu wszystko, co tylko sie dało wrzucić i nie spieprzało na drzewo. Rezultat jest opłakany. Przecież Smolski to rasowy wioślarz, każdy kto zna najlepsze płyty Rage oraz to, co ów pan zrobił na solowym krążku ex-wokalisty zespołu Aria, Kipelova, wie, że potrafi on dużo i potrafi dodać ognia utworom. I to ma byc cover Judas Priest? A tu aż żal słuchać. W Dynasty wraca Primal Fear średnich lotów, choć na dobrą sprawę to chyba najlepszy utwór na płycie. The Pain Of The Accused zupełnie mi się nie podoba. Nie wniósł tu w zasadzie nic nawet gościnny udział Kaia Hansena. Za wyjątkiem pięknej solówki. W pewnych momentach już, już ma się nadzieję, że coś z tego będzie, że kompozytorzy i muzycy poszli po rozum do głowy i znaleźli receptę na to, jak ma to brzmieć właściwie. Może tu się podobać łamiący się wokal Ralfa w wysokich rejestrach. Jest tu też perełka w postaci wspomnianego przeze mnie wyżej gitarowego sola, jeden błysk. I nic poza tym. Play With Fire to znów po prostu Primal Fear, a podobne do tego kawałki znajdują się na płytach tego zespołu. Moje pytanie brzmi: dlaczego takich kawałków nie ma tu więcej? Aż się chce słuchać tych gitar. Ten numer zaliczam do ścisłej czołówki tego wydawnictwa. Ten męczący słuchacza LP zamyka kompozycja Compassion. Taka tam niemiecka piosenka biesiadna, w sam raz do nasiadówy przy piwie. Równie dobrze mogłoby jej nie być. Powinno jej tu nie być.

No i co? Z szumnych zapowiedzi nic nie wyszło. Szkoda, że Scheepers takie słabe wydawnictwo firmuje własnym nazwiskiem. Po co? Dalej. Dlaczego skrzywdzono grających tu muzyków? Na miejscu Snowy'ego Shawa rzuciłbym to w cholerę, niech kto inny bębni. Ten krązek jest niczym innym jak spotkaniem w miłym, rodzinnym niemal gronie, z którego powstał zapis w postaci tej płyty. Miła pamiątka, szerszej gawiedzi zupełnie jednak niepotrzebna. Jako recenzent napiszę, że to wydawnictwo jest po prostu słabe i tyle. Z sentymentu do Ralfa dam naciągane 7/10 i ani punkta więcej.

Oficjalna strona wykonawcy na MySpace: www.myspace.com/rs05

Vincent
luty 2011