|
Skład: Biff Byford - śpiew; Paul Quinn - gitary; Graham Oliver - gitary; Steve Dawson - gitara basowa; Pete Gill - perkusja
Produkcja: Pete Hinton i Saxon
Ciężko pisze się recenzje płyt uznawanych przez ogół za klasykę, jeszcze ciężej wytyka się błędy takim produkcjom. Jednak będąc subiektywnym trzeba podjąć się zadania oceny według własnego gustu. Stąd ci, którzy uważają Wheels Of Steel za płytę idealną, niech szukają innej recenzji, zresztą nie dla nich to piszę, oni tą płytę doskonale znają. Saxon debiutowało, jak większość zespołów grających New Wave Of British Heavy Metal, w drugiej połowie lat '70. Udało im się zaistnieć na fali popularności gatunku, aczkolwiek ich muzyka nawiązywała w znacznym stopniu do klasyków hard rocka i też niewiele się różniła od takiego UFO czy Rainbow, przynajmniej w początkowej fazie działalności zespołu. Wheels Of Steel ustawił anglosasów w czołówce grup heavymetalowych obok Iron Maiden, Judas Priest czy Motörhead.
Otwierający płytę numer Motorcycle Man jest w zasadzie typowym kawałkiem jak na owe czasy. Przypomina Motörhead, ale niekoniecznie ekipa Lemmy'ego musiała być inspiracją. Po prostu takie tendencje wówczas panowały, dynamicznie, ostro, trochę niedbale. Stand Up To Be Counted ma typowo metalowy szablon, aczkolwiek słychać echa Deep Purple. Numer w żadnym wypadku nie zachwyca. Mógł robić wrażenie w 1980 roku, teraz brzmi archaicznie i nie aż tak znowu melodyjnie. Krążenie za to poprawia się przy trzecim na płycie 747 (Strangers In The Night). Od razu zaczyna się od solówek, wchodzi rasowy metalowy riff, więcej melodii, więcej jaj, nawet po latach słucha się tego dobrze. Utwór bardzo popularny zresztą. Słychać, że Saxon chciało iść w takim kierunku w przyszłości, co zaowocowało lepszymi krążkami. Dalej na płycie mamy kawałek tytułowy. Też popularny i często grany na koncertach, niestety tak prosty, że bardzo szybko się nudzi. Pewnie na Mosters Of Rock w 1981 zabrzmiał mocarnie, z Wheels Of Steel trochę śmieszą te pojedyczne kanciasto brzmiące akordy. AC/DC wówczas dawali więcej czadu. Jednak w jakimś tam stopniu broni się napewno, w przeciwieństwie do Freeway Mad, w miarę głupiego wybryku nawiązującego do Deep Purple, ale zrobionego zupełnie na siłę. Za to See The Light Shining pokazuje, że Saxon miewali już wtedy dobre pomysły, kawałek pomyślany ciekawie. Szybki rwany riff przeradza się w połowie
kawałka w rasowe hard rockowe granie. Motwy przewodni to typowy Saxon z późniejszego okresu (Princess Of The Night), co mi pasuje akurat. Street Fighting Man tak jak Freeway Mad należy potraktować jako wypełniacz, szybki bezmyślny i
bez jaj. Suzie Hold On jest niemal protoplastą hitów z Innocence Is No Excuse, nagrany jednak bez radości, zaśpiewany strasznie cieńko, szkoda że nie pokuszono się o ponowne zarejstrowanie numeru kiedy Saxon brzmiało już znacznie lepiej. Machine Gun jak dla mnie niesłuchalny, ilekroć bowiem Saxon chcą zagrać szybciej, wychodzi z tego taka mało ciekawa kiszka. W Judgement Day jest lepiej, gdyż zespół nie gra tak monotonnie, pojawiają się balladowe wstawki. Może się to podobać, jeśli komuś nie będzie przeszkadzać raczej kanciaste brzmienie.
Cóż, Saxon w 1980 roku wyraźnie odbiegało od standartów, jakie postawiło sobie powiedzmy Iron Maiden, niemniej jednak jak na owsze czasy to było całkiem świeże i
interesujące. Parę ciekawych riffów, trochę melodii godnych uwagi. Płyta nie jest żadnym arcydziełem i nie zmienia tego faktu nawet to, że połowa tego materiału była grana na koncertach jeszcze przez długi czas. Wersje tych kawałków polecam zresztą z wydanej w 1990 roku płyty Greatest Hits Live, tam to zagadało.
Oficjalna strona zespołu: www.saxon747.com
LSDisease grudzień 2007
|