Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

SAXON - Into The Labyrinth [2009]
Wydawca: SPV / Steamhammer / King Japan / Zoom / Moon Records

  1. Battallions Of Steel
  2. Live To Rock
  3. Demon Sweeney Todd
  4. The Letter
  5. Valley Of The Kings
  6. Slow Lane Blues
  7. Crime Of Passion
  8. Premonition In D Minor
  9. Voice
  10. Protect Yourselves
  11. Hellcat
  12. Come Rock Of Ages (The Circle Is Complete)
  13. Coming Home (Bottleneck Version)
  14. Live To Rock (Single Version) [japoński bonus]
Into The Labyrinth

Skład: Biff Byfford - śpiew; Paul Quinn - gitary; Doug Scarratt - gitary; Nibbs Carter - gitara basowa; Nigel Glocker - perkusja; Matthias Ulmer - instrumenty klawiszowe
Gościnnie: Hacky Hackmann - chórki

Produkcja: Charlie Bauerfeind

Niezniszczalna, żywa i wciąż aktywna legenda heavy metalu - takie określenia pasują jak ulał do obchodzącego 31-lecie swojej działalności Saxon, zespołu który właśnie uraczył fanów dziewiętnastą już płytą studyjną. Z dawnego, klasycznego składu pozostało tu tylko trzech artystów (Byfford, Quinn i Glocker), ale to właśnie oni mają największy wpływ na brzmienie formacji, które, nota bene, w ostatnich kilkunastu latach było ostrzejsze od tego, co Brytyjczycy proponowali wcześniej. Najnowsze wydawnictwo, które dostojny jubilat sprezentował swoim miłośnikom, stanowi miksturę starego i nowego, próbę połączenia muzycznych form, które grupa wykonywała na różnych etapach bogatej kariery. Znajdziemy tu zarówno power metal, hard rock jak i klasyczny heavy metal, co w pewnym stopniu odzwierciedla różne fazy działalności zespołu.

Zaczyna się to wszystko od Battallions Of Steel, epickiego power metalu w średnim tempie, gęsto podlanego klawiszowym sosem. Owe klawisze i pretensjonalne chórki nieodparcie kojarzą się z Nightwish, ale, jak pisał wieszcz "plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi". Tam okazuje się, że mamy do czynienia z całkiem dobrą rzeczą, w riffach której słychać podobieństwa do legendarnego Running Wild, a na plus całości przemawiają również świetna melodia i solówka. Jeszcze bardziej atmosferę podgrzewa Live To Rock, bazujący na chwytliwym riffie kawałek jawnie nawiązujący do twórczości AC/DC. Nieco już zdarty głos Byfforda (latka lecą!) znakomicie odnajduje się w takim repertuarze, nie wymagającym wokalnych popisów. Słychać tu podskórną energię, której w mojej opinii brakowało na ostatniej płycie Australijczyków. Zaletą ścieżki numer 2 jest również solówka, idealnie dopasowana do struktury utworu. Spokojny, choć złowieszczy wstęp w Demon Sweeney Todd przeradza się w zagrany z furią speed metal, z prawdziwie imponującą pracą gitar - przyznam, że mam słabość do takich tradycjonalistycznych, metalowych riffów. Krótki "pianinkowy" The Letter pełni wyłącznie rolę przerywnika przed kolejnym power metalowym daniem w postaci Valley Of The Kings. Podoba mi się w nim melodyjne zwolnienie z chórkami w refrenie i następna na albumie zgrabna solówka. Tutaj wypadałoby zatrudnić nieco lepszego wokalistę, ale ze względu na wiek darujmy Biffowi... W traktującym o facecie przyłapanym na przekroczeniu prędkości Slow Lane Blues mamy ponowny powrót do hardrocka w klimatach AC/DC lub nawet Accept, tym razem w wydaniu już nie tak dobrym, numer należy uznać za zaledwie poprawny. Rozbujany Crime Of Passion z mocno zaakcentowanymi riffami przywodzi na myśl ostatnią płytę Vengeance. Piosenka prosta jak drut, chociaż trzeba przyznać, że nisko nastrojone gitary i "brudna" zadziorność podkładu świetnie korespondują z lekko bluesującymi liniami wokalnymi. Krótki przerywnik ze zniekształconym brzmieniem gitar - Premonition In D Minor - zwiastuje kolejny utwór typowo rockowy, czyli Voice. Tym razem ciężki, zagrany w wolnym tempie, z niekonwencjonalnymi riffami. W sumie intrygujący, chociaż mam nieodparte wrażenie, że tym razem gardłowy zwyczajnie rozmija się z muzyką, zwłaszcza w refrenie, a kawałkowi brakuje jakiegoś bardziej zdecydowanego rozwinięcia. Trzeba również nadmienić, że zdaniem niektórych brzmienie gitar na Into The Labyrinth zostało zbyt skompresowane i akurat w Voice jest to słyszalne. O twardym, zagranym trochę w manierze starego Accept Protect Yourselves, można napisać w zasadzie to samo, co o Slow Lane Blues - znów jest tylko średni, pozbawiony pomysłowości. Agresywny, szybki Hellcat nawiązuje do złotych czasów NWOBHM i słychać, że Saxon wciąż czuje się w tej estetyce jak ryba w wodzie. Numer tuzinkowy i przewidywalny jak znicze w Zaduszki, nie jest w żadnej mierze dziełem, a mimo to przyjemnie się go słucha. Natomiast kilka ciepłych słów można powiedzieć o mającym "sinnerowe" brzmienie i zaopatrzonym w znakomity riff przewodni Come Rock Of Ages; mamy tu fajne przejścia pomiędzy zwrotką, przedrefrenem i refrenem. Pomimo przybrudzonego brzmienia zespołowi udało się zachować melodyjność. W samej końcówce albumu wrażenie psuje nieco Coming Home, cover własnego utworu Saxon z płyty Killing Ground w wersji bluesowej (zagrany na gitarze techniką slide) - moim zdaniem trochę nudnawy i zupełnie niepotrzebny, dołączony tu niejako na dokładkę.

W ostatecznym rozrachunku otrzymaliśmy krążek urozmaicony, nieco rozstrzelony stylistycznie (chociaż dzięki podobnym aranżacjom wielu utworów tego braku spójności się nie odczuwa) i w sumie całkiem niezły, chociaż przydarzyło się tu kilka słabszych momentów. Na pewno Saxon nie musi się wstydzić swojego dziewiętnastego albumu studyjnego, mimo że w swojej przebogatej historii zdarzyło mu się popełnić co najmniej kilka lepszych. To wydawnictwo mogę spokojnie polecić fanom szeroko pojętego heavy metalu, wielbicielom ekipy Byfforda chyba nie muszę...

Oficjalna strona zespołu: www.saxon747.com

Hardlover
kwiecień 2009