|
Skład: Biff Byford - śpiew; Nigel Glockler - perkusja; Paul Quinn - gitary; Graham Oliver - gitary; Steve Dawson - gitara basowa
Produkcja: Simon Hanhart
Saxon należy do tych zespołów, za którymi ciągnie się opinia grających cały czas mniej więcej to samo. Opinia krzywdząca, gdyż z perspektywy czasu widać, że grupa kilkakrotnie zmieniała swoje brzmienie i sposób komponowania utworów. Jednym z takich zwrotów w karierze Saxon była wydana w 1985 roku płyta Innocence Is No Excuse, na której muzycy postanowili odejść od szablonów stylu NWOBHM, jeszcze wyraźnie słyszalnych na poprzednim Crusader i wpuścić do swojej muzyki nieco świeżego, hardrockowego powietrza. W założeniu chłopaki prawdopodobnie przymierzali się do podboju rynku amerykańskiego.
Efekt tego posunięcia przeszedł najśmielsze oczekiwania, przynajmniej pod względem artystycznym. Przede wszystkim zespół bardziej zadbał o brzmienie płyty, które wytrzymuje porównania z najlepszymi wydawnictwami połowy lat osiemdziesiątych. Riffy brzmią potężnie, perkusista (Nigel Glocker) również nie oszczędza swojego instrumentu, co jest słyszalne w każdym kawałku. Klawisze nie są nachalne, gdy już się pojawiają, budują tło utworów, nie wysuwając się na pierwszy plan. A same utwory? Są przemyślane, szczegółowo dopracowane, bardzo przebojowe, chociaż wbrew malkontentom czad z wcześniejszych płyt pozostał. Otwierający płytę Rocking Again rozpoczyna się akustycznym wstępem przypominającym nieco ballady Scorpions / McAuley Schenker Group. Wchodzący za chwilę potężny riff uświadamia nam jednak, że nie będziemy mieć do czynienia z płytą balladową - utwór przepoczwarza się w znakomity rocker w średnim tempie. W Call Of The Wild ognia jest jeszcze więcej, rozpoczyna go iście heavymetalowy, wyborny riff, dalsza część tego typowo hardrockowego kawałka budzi pewne skojarzenia z twórczością Dokken, zwłaszcza w zwrotce i w zgrabnie zagranej, nieco metalicznie brzmiącej solówce (brawo!), refreny to już nawiązanie do typowej, "hymnowej" melodyki. Back On The Streets jest rockandrollowym kawałkiem typowym dla hard rocka lat osiemdziesiątych, czyli znowu mamy bardzo fajny riff i nieco "vanhalenowski", lekko podbarwiony klawiszami, refren, po typowej dla zespołu zwrotce. Wielki plus dla formacji, że potrafiła się odnaleźć w tej stylistyce. Dalej mamy kolejne dwa plusy. Riff w Devil Rides Out kojarzy się z dokonaniami Whitesnake z tego samego okresu, sam utwór więcej jednak czerpie z AC/DC (w każdym razie ja słyszę w nim echa "Dirty Deeds..."), Byford wydziera się tu w sposób iście doskonały. Rock & Roll Gypsy to kolejny rozbujany, hardrockowy materiał na hit z refrenem, który chce się powtarzać za Byfordem, zagrany dość szybko, w manierze nieco podobnej do utworków Riot z okresu Fire Down Under. Pierwsza i zarazem jedyna ballada na płycie, Broken Heroes jest kawałkiem znacznie poważniejszym (bo i traktuje o poważnych sprawach), zwłaszcza klawiszowe tło wprowadza odbiorcę w zamyślenie, co w połączeniu z potężnymi gitarami i specyficzną melodyką ogromnie wciąga. W tej monumentalnej pieśni również słychać wyraźne wpływy amerykańskiego hardrocka tamtego okresu (podobają mi się zwłaszcza rewelacyjne chórki). Stadiony świata! W Gonna Shout zespół postanowił połączyć charakterystyczną dla siebie melodię z wpływami wokalnymi Briana Johnsona - efekt niekoniecznie zachwycający w zestawieniu z poprzednimi utworami, ale doskonałe solóweczka i riff to wynagradzają. Everybody Up jest już mniej typową dla tej płyty galopadą; można jednak o nim napisać, że to kawał porządnego party rocka (znów dobry riff). W Raise Some Hell zespół przypomina, że jego muzyka wywodzi się z nurtu NWOBHM. Ciekawym elementem tego utworu jest trochę szalona, atonalna wstawka gitarowa po drugim refrenie. Give It Everything You’ve Got świadczy o tym, że kapela pozazdrościła muzykom Van Halen piosenki Hot For Teacher i postanowiła stworzyć coś podobnego - powstał szybki, interesujący kawałek ze świetnym hammeringiem w solówce. Trzeba jednak przyznać, że w większości kompozyci zawartych na opisywanym albumie Saxon nie kopiuje nikogo, wykorzystując twórczo swoje inspiracje i nadając im rys oryginalności.
Podsumowując, "Innocence..." jest krążkiem rewelacyjnym, kopalnią potencjalnych hitów (szkoda tylko, że ten potencjał niekoniecznie przełożył się na wyniki sprzedaży), muzycznie przewyższa wszystkie wcześniejsze dokonania Saxon, a także większość późniejszych. Album stanowi perfekcyjną mieszankę brytyjskiej solidności z amerykańską przebojowością. Starsi, konserwatywni fani twierdzą, że "Innocence..." było flirtem z komercją, ze złagodzeniem brzmienia, ale dałby Bóg, żeby wszystkie płyty brzmiały tak "komercyjnie". Tę mogę polecić w ciemno wszystkim fanom hard rocka.
Oficjalna strona zespołu: www.saxon747.com
Hardlover styczeń 2009
|