|
Skład: Biff Byford - śpiew; Paul Quinn - gitary; Doug Scarratt - gitary; Nibbs Carter - gitara basowa; Nigel Glockler - perkusja
Gościnnie: Don Airey - instrumenty klawiszowe
Produkcja: Biff Byford i Toby Jepson
Call To Arms to dziewiętnasty album brytyjskiej legendy heavy metalu Saxon. Skład zespołu od wielu lat jest stabilny (zmieniali się tylko pałkerzy), więc nie dziwi doskonała współpraca muzyków na kolejnych wydawnictwach. I mimo że czasami nie udało im się trafić z repertuarem w moje gusta, to od strony techniczno-aranżacyjnej nie można się było do niczego przyczepić. Tak jest oczywiście i tym razem, ale przyjrzyjmy się poszczególnym kawałkom, by dopełnić obrazu całości. Zanim to zrobię, słówko
o okładce...
Przedstawia ona postać łudząco podobną do Józefa Piłsudskiego, jednak nie jest to wizerunek Marszałka, a brytyjski plakat z okresu I Wojny Światowej przedstawiający Lorda Kitchenera w metafazie słynnego amerykańskiego gestu "I Want You".
Album otwiera Hammer Of The Gods w typowym dla grupy stylu. Jest dynamicznie i z nerwem, ale nie ma mowy o nawalance na dwie stopy. Czyli po prostu klasyczny heavy metal z wyraźnym wpływem hard rockowej poetyki, co było zawsze charakterystyczne dla formacji (świetne, pełne riffy zahaczające mocno o wiolinowe struny, coś czego żaden współczesny metalowy zespół już nie robi). Momentami mam wrażenie, że gra Running Wild, co mnie akurat nie razi, bo uwielbiam "piratów z Hamburga". Po niezłym wykopie Back In 79, czyli powrót do początków zespołu. To wolny hard rockowy numer i chyba jeszcze lepszy niż nagranie wcześniejsze. Podoba mi się modelowanie riffów w zwrotce, jak za starych dobrych czasów. Refren oscyluje wokół tego, co panowie proponowali na Innocence Is No Excuse 150 lat temu. Nieźle dziadki łoją. Dla odmiany Surviving Against The Odds to coś szybszego, aczkolwiek równie chwytliwego. Po prostu Saxon jakie znamy i lubimy. Przynajmniej takie jak ja lubię. Nie ma tu dziwnych monumentalnych wygibasów, które przytrafiły się np. na Lionheart, jest rock and roll i to wystarczy. Nawet w Mists Of Avalon, który ma sprawiać wrażenie patetycznj metalowej kompozycji, jest sporo rockowego nerwa. Kawałek w sam raz na Unleash The Beast, taka fajna płytka zespołu sprzed kilkunastu lat, jeśli nie wszyscy kojarzą ten krążek. Call To Arms, czyli kompozycja mająca cechy ballady i ciężkiego metalowego kawałka. Saxon mieli kilka ballad w dorobku i takie hybrydy również. Utwór mi się podoba, chociaż nie wiem, czy dałbym radę dokonać konfrontacji z Refugee, bo to raczej inna liga. Biorąc jednak pod uwagę, że minęło 20 lat od czasu Solid Ball Of Rock, jestem w stanie zrozumieć, że grupa już w takiej formie kompozytorskiej nie jest. Chasing The Bullet to znowu to do bólu klasyczne Saxon. Weź dowolny krążek z wczesnych lat kariery grupy i wrzuć tam to nagranie. Że brzmi obco, zdradzi je tylko produkcja. Bo podejście jest identyczne. Prosty lecz cholernie chwytliwy heavy metal. Afterburner, tylko rzuciłem okiem na tytuł i wiedziałem, że będzie ostro i szybko. Nie myliłem się. Znam Saxon. Panowie wymiatają tutaj w stylu speed metalowym i takie rzeczy też były w przeszłości na przykład w Need For Speed z płyty The Inner Sanctum, choć mam wrażenie, że Afterburner jest jeszcze szybszy. Istny zawrót głowy, ale bardzo mi się podoba. When Doomsday Comes, zaraz zaraz, to jest utwór Deep Purple Perfect Strangers... tylko momentami. I dobrze, bo bezczelne "pożyczanie" sobie nie przystoi tak zasłużonemu zespołowi jak Saxon. Mimo wszystko utwór nie chwyta za jaja. Jest to niestety jeden z tych monumentalnych kawałków, jakich nie lubiłem na Lionheart. Oczywiście "true metalom" może się to nagranie spodobać, choć zaznaczam, że power metalu w nim nie ma. No i na końcu dodano partię graną na syntezatorze moog (jak domniemam), jest ciekawie, ale do Emersona to im jeszcze daleko. No Rest For The Wicked to niczym kontynuacja posępnego klimatu kompozycji poprzedniej, tyle że bardziej żwawa. W refrenie się ciut przejaśnia, ale takie kawałki Saxon miał w ilościach hurtowych na kilku ostatnich krążkach, po co tutaj? Panowie? Nie na 30 lecie Denim And Leather, na Swaroga! Ballad Of The Working Man wbrew tytułowi nie jest balladą. To żwawy hard rockowy utwór z fajnymi zagrywkami tu i ówdzie, z tym że na Innocence Is No Excuse furory by nie zrobił, choć to może kwestia osłuchania. W sumie fajna ścieżka na obecne lata, kiedy metal utonął w odmętach bulgotu, albo został całkiem zagalopowany przez nowych "odkrywców Ameryki" z power metalowych
kuźni. Na koniec orkiestrowa wersja utworu tytułowego, to już pretensjonalne, zupełnie niepotrzbne snobowanie na sztukę wyższą. Saxon to rock and roll i całe szczęście na nowym dziele formacji tego rock and rolla nie zabrakło i te właśnie momenty cieszą najbardziej. Do wydawnictwa dołączono bonusowy krążek z materiałem koncertowym Live At Donington 1980, który ma tę zaletę, że brzmi rzeczywiście dobrze jak na tak stare nagrania live, choć przynajmniej dla mnie dobór utworów średni (za wyjątkiem 747 Strangers In The Night).
Call To Arms mogę z czystym sumieniem polecić fanom zarówno starego jak i nowego Saxon, bo akcenty rozłożyły się tu niemal po równo. Fani starego hevy metalu też mogą się z wydawnictwem zapoznać, fani galopad i unisonowego pitu pitu mogą sobie krążek całkowicie odpuścić. Jestem pewien, że zadowolą ich ze dwa tuziny innych tegorocznych płyt w takim właśnie stylu. Party 'Til You Puke, że zacytuję tytuł skąidnąd mało udanego numeru chłopaków sprzed ery basu dwudziestostrunowego ;).
Oficjalna strona zespołu: www.saxon747.com
LSDisease sierpień 2011
|