|
Skład: Joe Satriani - gitary, bandżo, dobro, instrumenty klawiszowe, syntezatory, harmonijka, gitara basowa [8, 10]; Matt Bissonette - gitara basowa; Gregg Bissonette - perkusja; Paulinho Da Costa - instrumenty perkusyjne [2, 6, 8, 9]; Andy Johns - organy [2, 9]; Brett Tugle - organy [4]; Bongo Bob - elektryczna perkusja i instrumenty perkusyjne percussion [8]; Phil Ashley - syntezator strunowy i squeeze-box [5], instrumenty klawiszowe [6], syntezatorowy trumpet [10]; Simon Phillips - góralska perkusja i tamburyn [5]; Doug Wimbish - gitara basowa [5], Buddy Rich intro [10]; Jeff Campitelli - cymbały [10]
Produkcja: Andy Johns, Joe Satriani i John Cuniberti
Joe Satriani nie nagrał nigdy złej plyty i jest to rzecz w zasadzie bezdyskusyjna. Tym razem zrecenzuję krążek wybitny i zarazem jeden z najbardziej charakterystycznych dla stylu gry tego wirtuoza gitary. Znajdziemy na nim zagrywki, które echem będą się odbijały na wszystkich kolejnych wydawnictwach Satcha. Moim zdaniem to właśnie The Extremist i poprzedzający go Flying In A Blue Dream ukształtowały Satrianiego nie tylko jako gitarzystę, ale w ogole jako muzyka i kompozytora, mimo iż Surfing With The Alien był chyba najbardziej technicznym albumem mistrza. "Ekstremista" to zarazem bardzo ważna pozycja w dyskografii Joego, bowiem ugruntowała jego pozycję na amerykańskich listach sprzedazy plyt (m. in. 24 miejsce na liście Billboardu), gdzie albumy instrumentalne rzadko kiedy trafiają oraz przyniosła kolejną nominację do nagrody Grammy. Po wydaniu krążka wykorzystano także piosenkę Summer Song w reklamie Walkmana firmy Sony, co też o czymś świadczy, sama płyta sprzedawała się równiez nadzwyczaj dobrze i uzyskała status złotej.
Na pierwszy rzut ucha krązek wydaje się kontynuacją w prostej linii dla Flying In A Blue Dream (co ciekawe koniec rozpoczynającego album utworu w postaci sprzężenia bardzo przypomina wstęp do tytułowje kompozycji z "Flying..."). Podobny sposób komponowania utworów i podobne aranżacje, ale brzmienie gitary się jakby wyostrzyło. Kawałek o bardzo przyjaznym tytule Friends ma w sobie coś ciepłego, radosnego, mozna by rzec, że płyta zaczyna się dyplomatycznie, nie za szybko i nie za wolno. Słychać tez, że Satriani to gitarzysta typowo artykulacyjny, pomimo że gra bardzo technicznie, jednak to artykulacja wysuwa się w jego grze na pierwszy plan. Mi imponują, jak zwykle zresztą wszelkiej maści flazolety, ale oczywiście doceniam też charakterystyczne wibrato, obcene w muzyce Joego chyba od zawsze. No i przychodzi czas na znacznie ostrzejsze dźwięki - tytułowe The Extremist. W zbliżonej stylistyce b edzie grał 2 lata później inny wymiatacz, Tony MacAlpine na krążku Premonition, ale wroćmy do Satrianiego. Kolejny kawałek i kolejna rewelacja. Aranżacje zostały podbarwione gdzieniegdzie harmonijka, na której zagrał sam Joe, chociaż sam utwór trzyma w zasadzie to samo tempo w ścieżkach rytmicznych perkusji, gitara przeobraża się tu wielokrotnie jak roboty z Transformers. Możemy podziwiać harmonię akordów gitarowych, a od minuty i dwudziestej sekundy kawałka następują takie zagrywki, że niejeden gitarzysta zaczyna zastanawiać się, czy nie porzucic "wiosła" i zająć się czyms prostszym, np. grą na trójkącie ;). Ostro będzie też w War, chociaż tutaj calość będzie utrzymana raczej w podobnej stylistyce. Bliźniacze dźwięki słyszało sie już w niektórych numerach z "Flying...", ale któżby się czepial takich powtórzeń, które raz po raz brzmia znakomicie... W pewnym momencie rytmika staje się bardziej intensywna, można spodziewać się nmającej wkrótce nastapić technicznej solowki, co też zresztą następuje. Swego czasu był to mój ulubiony kawalek z tego krążka, w chwili obecnej nadal bardzo go lubię, choc jednak preferuje aktualnie inne kompozycje z zestawu. Klimat płyty zmienia się momentalnie wraz z nadejściem Cryin'. Tym razem do głosu dochodza silnie bluesowe korzenie Satrianiego, przede wszystkim samo tempo piosenki jest znacznie wolniejsze, można by rzec, że rozciągłe. Utwór nadaje się znakomicie na niedzielne popołudnie, dla odprężenia po obiedzie, doskonale sie spisuje także w długie letnie wieczory, choć i zimą nie traci nic ze swego uroku. Nadchodzi pora na bardziej typową balladę i oto znajdujemy w secie Rubina's Blue Sky Happiness. Jest to bardzo umiejetne połączenie ścieżek gitar akustycznych i elektrycznych, czasem grają tylko jedne z nich, czasem obie na raz, wszystko to bardzo gustownie do siebie dopasowane. Sama piosenka jest zresztą stylistycznie bardzo odległa od muzyki rockowej, w zasadzie trudno mi określic jej gatunek - jak na country jest bardziej skomplikowana, z klasyką i z flamenco ciężko znaleźć jakis punkt wspólny. Bardziej typowa jest juz gitarowa solówka, tu ponownie mamy powrót w rejony bluesa. Summer Song chyba szczególnie przedstawiac nie trzeba. Ten utwór wydostal się po prostu poza krąg odbiorców muzyki gitarowej i wyszedł daleko poza niego. Wielokrotnie słyszałem "letnia piosenkę" jako podkłd pod niesamowite popisy skateboardzistów, tu i ówdzie pewne fragmenty kawłka pojawiały się podkładane pod migawki z róznego rodzaju wyścigów sportowych (samochody, motory itp.), czasem nawet pod mecze koszykówki. Jest w nim sporo gitarowego wymiatania, same gitary tworzą jakby zwrotki i refreny zastepując w ten sposób linie wokalne, jest też rozrywkowo brzmiący podkład rytmiczny w połowie kawałka, o którym sam Satriani w jednym z wywiadoów wypowiedzial się, że "to chyba najbardziej luzacka rzecz, jaką kiedykolwiek zagrał". Niekwestionowany przebój, czego chociażby dowodzi wspomniane użycie tego numeru w reklamie Walkmana Sony. Na pozycji 7 zamieszczono akustyczną balladę na gitarę solo, za ktorą z pewnego powodu nie przepadam. Otóż brałem udzial swgo czasu w pewnym przedsięwzięciu, gdzie wykorzystano ten utwór jako podkład muzyczny. Niestety Tears In The Rain było za krótkie, w związku z tym musiało być puszczone 4 razy z rzędu, wynudziło mnie wtedy i stąd moja niechęć do niego... Why zaczyna sie od dyskretnych flażoletów, dalej jest to jedna ze słabszych kompozycji na płycie, co nei oznacza, że słaba. Klimatcznie pasowałaby moim zdaniem na debiutancki album Satrianiego, na tle tamtejszej reszty wypadłaby zapewne lepiej. Tuż przed finiszem płyty mamy Motorcycle Driver i jego tytuł idealnie oddaje zawartość. Gdyby mi ktoś puścił ten kawałek nie wymieniając jego tytułu, z pewnością skojarzyłby mi sie on z przejażdzką motocyklem, niekoniecznie Harleyem. Po raz kolejny coś dla miłośników gitarowego wymiatania, zagranego tradycyjnie z bluesowym zacięciem. Jakieś schizofreniczne dźwięki, ni to jazz, ni to chaos i oto rozpoczyna się New Blues, wolniejsza kompozycja zamykająca krążek. Jest to dość istotny element tego wydawnictwa, gdyż na kolejnych albumach będzie mozna usłyszeć jeszcze niejednokrotnie podobne pomysły. Mamy tu bardziej klasycznie bluesowe zagrywki, jak i takie odegrane szybciej i z manierze blues rockowej, trochę kojarzące mi się z dokonaniami Robbena Forda czy Jeffa Becka. Kto od kogo i co zapożyczył, nie jestem w stanie stwierdzić, wydaje mi się, że po prostu wszyscy trzej panowie musieli mieć podobne inspiracje.
Komu mogę polecić opisywane dzieło? Chyba wszystkim, każdy znajdzie tutaj coś dla siebie, oczywiście może poza fanami disco polo i hip hopu, ale wiadomo, że takich tutaj nie bierzemy pod uwagę. Zatem po ten krążek powinni sięgnąć przede wszystkim fani rocka, bluesa i gitarowej wirtuozerii, także poszukiwacze melodii ilustracyjnych, w mniejszym stopniu może odbiorcy muzyki ostrej metalowej (chociaż kto wie, ja po ten album sięgnąlem w czasach, gdy słuchałem death metalu i mi się spodobal od pierwszego przesłuchania, choc oczywiście z death metalem płyta Satrianiego nie ma nic wspólnego). Fanom Joego i innym maniakom gitary elektrycznej tej pozycji polecać nie muszę, bo oni już ten krążek mają, a kto nie ma, niech się wstydzi, toż to pozycja klasyczna!
Oficjalna strona artysty: www.satriani.com
Guitarrizer czerwiec 2007
|