|
Skład: Marco Hietala - śpiew; Janne Halmkrona - gitary; Antero Aunesluoma - gitara basowa; Simo Vehmas - perkusja
Produkcja: Gabi Hakanen
Bardzo wątpię, by ktokolwiek kojarzył zespół nazywający się Sapattivuosi. No chyba, że ktoś uważnie śledzi to, co się dzieje w kraju Dzieciaków znad jeziorka Bodom. Znajdzie się takowy? Chyba jednak nie. Mi także nic nie przychodziło do głowy, a kapelę tę polecił mi mój bardzo dobry kolega. Zadzwonił do mnie któregoś pięknego dnia, podał mi tę trudną do zapamiętania nazwę grupy, która swoją drogą w tłumaczeniu z fińskiego na nasze oznacza mniej więcej "Sabbathowe Lata" ("Sabbatical Year" w jezyku angielskim), a na moje zdziwienie stwierdził tylko lapidarnie "Black Sabbath nadal żyje".
Natychmiast wpisałem sobie nazwę zespołu w YouTube i posłuchałem singla Pelon Lait. Gdy tylko zobaczyłem, kto stoi za mikrofonem i jak brzmi Black Sabbath po fińsku, wiedziałem, że muszę to mieć! Pomysł na zespół zrodził się w głowach kilku dobrze czujących się ze sobą kumpli, którym pewnego dnia odbiło i postanowili nagrać utwory ekipy Iommiego po fińsku. Weszli więc do studia z zamiarem nagrania dema, ale producent Gabi Hakanen po zrealizowaniu dwóch numerów miał ponoć krzyknąć "We’re not making a demo, we’re making a f**king album!". Słowo stało się zatem ciałem i zamieszkało między nami, a pierwszy LP skromnie zatytułowany Sapattivuosi ujrzał światło dzienne w roku 2003. Odniósł on niespodziewany sukces, sprzedawał się bardzo dobrze, a publika tłumnie przybywała na koncerty. Ekipa nie miała zamiaru nagrywać kolejnej płyty, z powodu jednak ciągłych próśb fanów w dwa lata później, w roku 2005, ukazał się album Sapattivuosi 2, a cover Kännin Piikkiin (Sweet Leaf) dotarł do czwartego miejsca ichniejszej listy przebojów. Niestety jak to często bywa, zespół zaczął się sypać. Odszedł wokalista Hannu Paloniemi, który przeprowadził się do innego miasta. Na 4 lata wokół projektu Sapattivuosi zapadła cisza, choć pozostali członkowie nie chcieli kończyć przygody z graniem utworów Black Sabbath. W końcu zaproponowali wakat znanemu wszem i wobec basiście i wokaliście Marco Hietali. Ów pióracz i brodacz, znany z popisów w macierzystym Tarot, bijącym rekordy popularności Nightwish, czy wreszcie w nieco mniej znanym Northern Kings, ponoć z wielkim entuzjazmem przyjął propozycję. I tak spokojnie mogła powstawać trzecia płyta, tym razem zawierająca covery Black Sabbath ery Dio. CD zatytułowane Ihmisen Merkki (The Sign Of Man) ukazało się 1 kwietnia 2009. Szybko album ten zyskał uznanie fanów i został bardzo ciepło przyjęty przez krytyków. Rozpoczyna się on niezwykle udanym utworem Pelon Lait, czyli "Neon Knights", do którego nakręcono również prosty, choć mogący się podobać klip. Nowa, odświeżona i zaśpiewana po fińsku wersja klasyka Black Sabbath naprawdę może zauroczyć. Co prawda nie jest to bardzo wierne naśladowanie Ojców Heavy Metalu, ale jeśli zamknąć oczy, to w wielu miejscach jest to "coś", ta magia i ten klimat. Sporym zaskoczeniem dla mnie jest Maalaistytto (Country Girl). Nie przypominam sobie, by ktokolwiek zdecydował się na ponowne nagrywanie tego utworu. Tu wypadło całkiem nieźle i gdyby nie język, w jakim zaśpiewany jest ten cower, można by pomyśleć, że to Tomek Iommi i Dio. Nawet brzmienie jest tu podobne. Jeszcze lepiej jest w Uneen Hukkuneet, czyli "Children Of The Sea" po fińsku. Tu brakuje tylko przedwcześnie zmarłego Ronniego Jamesa. Wszystko inne jest takie samo, niemal identyczne. A Hietala, choć po fińsku, bardzo stara się Go tu naśladować. Trzeba także pochwalić gitarzystę, Janne Halmkrona, który idealnie naśladuje tutaj Iommiego, spokojnie udowadniając, że wcale nie jest od niego gorszy. Zawsze gdy ktoś wykonuje cover Heaven And Hell, to boję się o te wykonanie. Tu Tuli Ja Maa wypadł nawet nieźle, a część instrumentalna, o którą zawsze drżę i czekam na nią z niepokojem, niewiele ustępuje oryginałowi. Brakuje mi tylko tego echa ze słowami "And on, and on, and on..." Po fińsku nie wypada to już tak fajnie. Dlaczego Mob Rules zatytułowano Laki 666, nie wiem, ale to chyba najsłabszy cover na tej płycie. Trzeba chyba przyznać, że monopol na ten kawałek miał wyłącznie Dio i tylko On potrafił to zaśpiewać w sposób przekonywujący. No nie umiem się przekonać do tego wykonania. Na szczęście nowa wersja Voodoo, czyli Valtaa już jest o niebo (a może piekło?) lepsza. W przypadku tego utworu zawsze czekam na refren, chyba nie muszę tłumaczyć, dlaczego. Tu choć znów brakuje mi maniery wokalnej Jamesa, to nie kłuje już to tak bardzo jak w owym nieszczęsnym Mob Rules. I spokojnie można sobie zanucić w refrenie "Voodoo, voodoo..." Jeśli chodzi o Yö Saa czyli Die Young, to zawsze niedoścignionym wzorem jest i chyba będzie wykonanie niemiaszków z Primal Fear. Panom z Sapattivuosi, choć bardzo się starali, nie udało się osiągnąć takiego efektu jak Sinnerowi i spółce. Ten bardzo udany zbiór nowych wykonań utworów Black Sabbath kończy Ihmisen Merkki. To rzecz jasna Sign Of The Southern Cross. Mało komu, w zasadzie tylko Fates Warning udało się nie spieprzyć tego numeru. Tu udało się to po raz kolejny, choć mi osobiście brakuje oryginalnego języka tego kawałka. Po fińsku już nie brzmi to tak, jak powinno, przynajmniej moim zdaniem. Niby wszystko jest tak jak trzeba, ale tego ducha jakby mniej. Oczywiście pod względem instrumentalnym jest to zrobione naprawdę dobrze. Brakuje jednak tej przysłowiowej kropki nad "i". Na zakończenie tego wspaniałego hołdu, jakim jest niewątpliwie ten LP, wybrano znakomity kawałek. Potem wszystko może zaczynać się od początku.
Sapattivuosi to ciekawe zjawisko na fińskiej scenie muzycznej. Fajnie, że ktoś porwał się na granie klasyków Black Sabbath i to w swoim ojczystym języku. Myślę, że nie chodzi tu o ogrzewanie się w blasku Mistrzów, ani nie chodzi też o chęć stania się tym zespołem. To raczej bezpośrednia inspiracja, która za każdym razem zostaje zwieńczona płytą. A każda płyta to kolejny ukłon i hołd złożony temu zespołowi. Mam nadzieję, że mały-wielki wokalista życzliwie przygląda się poczynaniom tego projektu. Ja serdecznie polecam, myślę, że spodoba się ta płyta fanom Black Sabbath i nie tylko. Mocne 8,5/10.
Oficjalna strona zespołu: www.sapattivuosi.net
Vincent czerwiec 2011
|