|
Skład: Salim Ghazi Saeedi - gitary, instrumenty klawiszowe
Produkcja: Salim Ghazi Saeedi
Rzadko zabieram się za recenzowanie wydawnictw z rejonu progresywnego rocka. Jakoś niespecjalnie leży mi ten gatunek. Jeszcze rzadziej docierają do mnie takie płyty jak ta. Dziś prawdziwa bomba: rock progresywny z Iranu.
Tak, mnie też zamurowało, że w tamtych rejonach świata gra się całkiem niezłą muzykę. Po kilkunastokrotnym wysłuchaniu zawartości krążka w zasadzie mam tylko jedną uwagę: gdyby tu było jeszcze więcej rocka, a już nie mówiąc metalu, to byłoby naprawdę coś. Bo zapoznając się z płytą odnoszę przemożne wrażenie, że Salim Ghazi Saeedi, czyli szef całego zamieszania, sam do końca nie wie lub może nie umie określić tego, czego on tak właściwie od odbiorcy chce, czego wymaga. Mam też wrażenie, że on chce swoją muzyką wyrazić jak najwięcej tylko... jakoś nie zawsze mu się to udaje. Zapoznając się z Iconophobic byłem pełen podziwu, jak autorowi udaje się mieszać różne gatunki muzyczne w jedną całość. Nie zawsze może spójną, ale mimo to, zawsze interesującą. Jedno rzuciło mi się na uszy: mieszanie bluesowego stylu gry Jeffa Becka ze sposobem wyrażania emocji Roberta Frippa, zapewne znanego niektórym z udzielania się w King Crimson. Do tego śmiałe mieszanie tego z elementami muzyki klasycznej i elektronicznej. Wszystko to zaprawione barwami muzyki z Dalekiego Wschodu. Czasami brzmi to bardzo lekko, jasno i naprawdę bardzo interesująco. Z drugiej strony pełno tu ciemnych brzmień, by nie powiedzieć - mrocznych. By było ciekawiej, dużo tu elementów przypominających to, co robił na swoich płytach Mike Oldfield. Salim Ghazi Saeedi urodził się w 1981 roku w Teheranie. W 1999 roku rozpoczął samodzielną naukę gry na gitarze i komponowanie muzyki. Z zespołem Arashk skomponował trzy albumy: Abrahadabra (2006), Sovereign (2007) i Ustuqus-al-Uss (2008). W 2010 roku wydał swój czwarty album Iconophobic jako jednoosobowy zespół, w którym pełnił rolę kompozytora, gitarzysty, klawiszowca, perkusisty, muzyka miksującego i producenta. Utwory na tym LP są w większości krótkie, choć bardzo nasycone i zróżnicowane. Szkoda, że Salim tak mały nacisk kładzie na brzmienia stricte rockowe. Byłoby miło posłuchać od czasu do czasu mocniejszego uderzenia, te w większości, elektroniczne fragmenty płyty dość szybko się nudzą. Ba, gdyby tu było coś z rejonów metalu, oooo, taka mieszanka byłaby prawdziwym zaskoczeniem. Dać tu proste, ciężkie riffy i żywą perkusję. Reszta niech jest taka jaka jest. Mi to absolutnie nie przeszkadza. Ciekawe, czy Salim w swoich skromnych partiach gitarowych umyślnie czy też może przypadkowo naśladuje tu i ówdzie Jeffa Watersa. Przyznam, że ta lekkość gry na gitarze bardzo mi się podoba. Jednak będąc na miejscu Salima postawiłbym na więcej prostszych brzmień niż na kombinowanie. Nie podobają mi się też te wstawki, zarezerwowane dla Gilmoura i spółki. Te dzwonki czy też brzmienie budzika jak kto woli, wywołały mój niesmak. Muzyka Salima to nie pastelowe brzmienia Floydów i na przyszłość powinien on unikać tego typu zabiegów. Tak samo jak wiecznego improwizowania. Stąd bierze się te wieczne zastanawiania "co autor miał na myśli" grając to czy owo. Ja nie mówię, że to źle. Ale podążając za przysłowiem "co za dużo to niezdrowo". Na następnej płycie, która mam nadzieję jest w przygotowaniu, życzyłbym sobie więcej przestrzeni, namysłu i jakiegoś takiego, hmmmm, "uspokojenia nastroju". Słowem przemyślanej całości. Czegoś, co da się powtórzyć na koncercie, bo ten facet zdecydowanie powinien wyjść ze swoją muzyką do świata. Bo grać potrafi zdecydowanie, a i pomysłów mu nie brakuje. Słuchając tej płyty zastanawiałem się, dla kogo została stworzona. Dla fanów progresji, muzyki klasycznej, muzyki elektronicznej? Nie wiem, chyba dla każdego po trochu. Saeedi umie to łączyć w całość, choć może nie zawsze mu się to udaje. Ja zalecałbym więc postawienie na większą ilość rocka i dopiero to zabarwiać brzmieniami klasycznymi i syntezatorowymi. Gdyby w takim Give My Childhood Back naprawdę się postarać i stworzyć nastrój na miarę szwedzkich mistrzów doom/death/gothic, to byłby prawdziwy hit. Ten utwór jest moim ulubionym, dlatego wymieniam go jako jedynego.
Ciekawa płyta, choć zapewne niektórych porządnie zmęczy. Mi jednak podoba się to malowanie dźwiękiem, mieszanie różnych stylów muzycznych i miejscami znakomite pomysły. Jeśli kogoś nie zniechęciłem, to zachęcam do zapoznania się z zawartością tego LP.
Oficjalna strona artysty: www.salimworld.com
Vincent lipiec 2011
|