|
Skład: Geddy Lee - gitara basowa, śpiew, syntezatory; Alex Lifeson - gitary; Neil Peart - instrumenty perkusyjne
Produkcja: Rush i Terry Brown
Ten album to chyba najbardziej radykalna zmiana w stosunku do dzieła poprzedniego w całej karierze zespołu. Muzycy postawili tu na wysunięcie na pierwszy plan syntezatorów. W dodatku mają one inne brzmienie niż na wcześniejszych płytach. Brzmienie jakby lekko przytłumione. Jednak trzeba przyznać, że dzięki temu mamy do czynienia z klimatami, jakich wcześniej nigdy na płytach tria nie było.
Pierwszy numer to Subdivisions. Wprowadza nas w iście nocny klimat. Zresztą mimo nieco "ciemniejszego" brzmienia jest w tym dalej masa pozytywnej energii. Jest to też moim zdaniem jeden z najlepszych utworów Rush w ogóle. Muszę tu jeszcze szczególnie wyróżnić Neila Pearta, zarówno za grę jak i tekst. Jeśli chodzi o jego perkusję, to gra z niesamowitym swingowym wyczuciem. Wystarczy się wsłuchać. I jeszcze ten fragment tekstu, gdzie rymują się wszystkie cztery wersy. Niby można bez trudu znaleźć cztery wyrazy rymujące się, ale sposób w jaki został napisany tekst to naprawdę mistrzostwo. Nawet ciężko dosłownie przetłumaczyć ten fragment. Ja spróbowałem bardziej na luzie ("każda ucieczka może wygładzić nieatrakcyjną rzeczywistość, ale przedmieścia mają to do siebie, że nie potrafią ukoić niespokojnych młodzieńczych marzeń"). Po Subdivisions mamy dynamiczne The Analog Kid. W tym akurat kawałku wyjątkowo gitara przebija się na pierwszy plan, przynajmniej w zwrotce. Numer został zrobiony według schematu który będzie wykorzystywany w przyszłości. Szybka zwrotka i spokojny refren. The Analog Kid to bardzo przebojowy utwór. Po nim Chemistry to już powrót do masywnych syntezatorowych brzmień. Można założyć że jego tekst mówi o związku między dwojgiem ludzi. Przebija się to przez te wszystkie naukowe porównania. Digital Man ma ciekawą rytmikę, ale dopiero prawdziwym rytmicznym zakrętasem jest The Weapon. Na Moving Pictures jest taki numer Vital Signs i myślę, że to pewne rozwinięcie tamtego pomysłu. Pojawia sie też doskonałe solo (Lifeson na szczęście nie rezygnuje z solówek). New World Man to numer, który został wydany na singlu. I nie ma się co dziwić, bo oprócz tego, że jest najkrótszy to i najbardziej przebojowy. Niestety zabrakło miejsca na solówkę. Mimo to dobrze się go słucha. Losing It jest najbardziej spokojnym utworem na Signals i chyba najsmutniejszym tekstem w historii zespołu. Opowiada o utraconej młodości na przykładach tancerki baletowej oraz pisarza. Warto dodać jeszcze, że odpowiedni klimat został osiągnięty za pomocą wiolonczeli, na której zagrał gościnnie Ben Mink z grupy FM (nie mylić z brytyjską formacją o identycznej nazwie). Na koniec Countdown. Ma w sobie ten numer sporo z otwierającego Subdivisions, więc idealnie spina całość niczym klamrą. Tekst utworu jest poświęcony dwóm astronautom promu kosmicznego Columbia i opowiada właśnie o starcie tego promu. Napięcie świetnie jest tu stopniowane i mamy do czynienia z doskonałą kompozycja.
Album bardzo dobry i choć nie powtórzył sukcesu Moving Pictures, jest moim zdaniem równie udany.
Oficjalna strona zespołu: www.rush.com
LSDisease październik 2003
|