Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

RUSH - Rush [1974]
Wydawca: PolyGram

  1. Finding My Way
  2. Need Some Love
  3. Take A Friend
  4. Here Again
  5. What You're Doing
  6. In The Mood
  7. Before And After
  8. Working Man
Rush

Skład: Geddy Lee - gitara basowa, śpiew; Alex Lifeson - gitary; John Rustley - instrumenty perkusyjne

Produkcja: Rush

Debiut Rush, nagrany dopiero po pięciu latach działalności, składa się z utworów które muzycy stworzyli w tymże okresie. Oczywiście, jak to często w przypadków debiutanckich płyt bywa, można usłyszeć tutaj muzyczne fascynacje panów Lee, Lifesona i Rustleya. A więc materiał zawarty na tym krążku to przede wszystkim ukłon w stronę brytyjskiego hard rocka spod znaku Led Zeppelin i Budgie.

Kiedy słucham dziś takich płyt jak debiut Budgie czy I albo II Zeppelinów, to mam wrażenie że muzycy Rush z pełną premedytacją skorzystali z warsztatu bardziej doświadczonych wówczas kolegów zza oceanu. No bo w końcu Geddy śpiewa z manierą, która może kojarzyć się ze stylem wokalnym Burke Shelly'a, natomiast Lifeson, wcześniej zafascynowany Claptonem, teraz jakby próbuje podrobić Page'a. Ale trzeba przyznać, że ten album to niejako odświeżenie tamtego stylu. Podczas kiedy Led Zeppelin uwikłał się w jakieś dziwne eksperymenty brzmieniowe (Houses Of The Holy), a najlepsze lata Budgie też już miały się ku końcowi, powstała ta płyta, która była powiewem świeżego powietrza w hard rocku. Już otwierajacy płytę utwór Finding My Way to jazda w stylu najlepszego okresu Zeppelinów. Hard rockowe riffy tchną niesamowitą energią, choć muszę dodać, że nie jest to jeszcze to brzmienie, z którym będziemy mieli do czynienia już na drugim albumie Fly By Night. Need Some Love to ponownie ukłon w stronę Led Zeppelin, ale mam wrażenie, że Rush grają nieco bardziej witalnie, z większym nerwem. W końcu młodzieńcza werwa nie jest tu bez znaczenia. Here Again to już niejako zapowiedź tego, co grupa będzie robić w przyszłości. Zarówno ten numer, jak i Working Man, to dwie dłuższe kompozycje. Gra Geddy'ego zwłaszcza w tym drugim może kojarzyć się nieco z grą Jacka Bruce'a z Cream. Natomiast Here Again to już bardziej stonowane nagranie. Największym jego plusem jest ekspresyjny śpiew Geddy'ego. W What You're Doing jest natomiast niezły wykop. Znowu niesamowita gra basisty. No właśnie. Geddy wypada tu zdecydowanie najlepiej i to zarówno jeśli chodzi o wokale jak i grę. Myślę, że to głównie on nadawał dynamiki muzyce Rush. Chyba najciekawszym utworem pod względem wokalnym jest Before And After. Geddy pokazuje w nim swoje nieprzeciętne możliwości głosowe i udowadnia tym samym że spokojnie może konkurować z największymi krzykaczami w świecie rocka.

Myślę że ten debiut jest bardzo udany, bo choć momentami zespół za bardzo zapędza się w styl Led Zeppelin, to i tak gra tę muzykę z niesamowitą energią i świeżością. Album może i typowy jak na tamten okres, ale rozpoczął karierę zespołu, który w dalszych latach wybił się ponad przeciętność. Zespołu, który sam tworzył kanony rocka. Zespołu, który do dziś inspiruje wielu wykonawców i który do dziś nagrywa doskonałe płyty.

Oficjalna strona zespołu: www.rush.com

LSDisease
październik 2003