|
Skład: Geddy Lee - gitara basowa, śpiew, syntezatory; Alex Lifeson - gitary; Neil Peart - instrumenty perkusyjne
Produkcja: Rush i Terry Brown
Ten album przez wielu uważany jest za największe osiągnięcie Rush. Mnie ciężko jest stwierdzić, która płyta jest najlepsza. Osobiście sądzę, że lata 80 były dla tria najlepsze. Fakt, że Moving Pictures to największy sukces komercyjny zespołu, a i sami muzycy uważają go za swoją wizytówkę.
Płytę rozpoczyna Tom Sawyer z ciekawą partią syntezatora, którą Geddy grywał na rozgrzewkę przed koncertami. Kompozycja jest bardzo przebojowa i ma jakiś niespokojny napięty klimat. Są to raczej średnie tempa, ale niezwykle energetyczna gra Pearta (moim zdaniem w ogóle to jego popisowy album) sprawia, że w muzyce jest odpowiedni nerw. Drugie na płycie jest Red Barchetta. To dosyć zróżnicowany utwór. Zwraca uwagę gra Lifesona. Raz są to łagodne przestrzenne dźwięki, innym razem ostre i przesterowane. Zabieg może juz wcześniej stosowany, ale tym razem partie spokojne są łagodniejsze niż kiedyś, natomiast te ostre też brzmią już inaczej, pełniej. Tekst do Red Barchetta został zaispirowany przez książkę Richarda S. Fostera "A Nice Morning Drive" i opowiada o pewnej niesamowitej przejażdżce, wiekową czerwoną Barchettą właśnie. YYZ to utwór instrumentalny. Chyba najlepszy instrumental w karierze zespołu. Swoją drogą numer ten grany był dość często na koncertach. Jego tytuł powstał od... liter, które przyklejano na bagaże na lotnisku w Toronto. Takie właśnie miało to lotnisko oznakowanie. Czwarty na płycie to mój faworyt. Limelight jest moim zdaniem kwintesencją stylu Rush. Kwintesencją którą udało się zmieścić w niecałych czterech i pół minutach. Ten z pozoru prosty numer okazuje się prawdziwym majstersztykiem w warstwie muzycznej. Neil Peart gra w stylu lat '60 czy początku '70 (zresztą to było dla niego zawsze charakterystyczne), zagęszczając brzmienie, Geddy również stara się wydobyć ze swojej gitary basowej jak najwięcej dźwięków. Gra Alexa, raz ostrzejsza hard rockowa, raz bardziej płynna, przestrzenna, jest podana w taki sposób, że sprawia wrażenie prostej melodii, a dzieje się tu naprawdę dużo. Natomiast solówka "wyciągnięta", precyzyjna i niezwykle melodyjna. Geddy śpiewa raz spokojniej, raz z większym nerwem, a układa się to w właśnie taką melodyjną, doskonałą, witalną kompozycję. Tekst do Limelight opowiada o tym, jak chcemy być postrzegani przez innych i z całą pewnością jest najbardziej osobistym na płycie. Napisany jest z perspektywy
muzyka borykającego się z trudami kariery. The Camera Eye to najdłuższy utwór na albumie. Trwa 11 minut, ale mimo to nie jest zbyt zróżnicowany. Jest całkiem dobry, choć na pewno nie tak porywający jak podobne czasowo Xanadu z A Farewell To Kings. Witch Hunt to dość nietypowe nagranie Rush. Jest bardzo mroczne. Momentami klimat kojarzyć może się nawet z Black Sabbath, tyle że kompozycja Rush jest o wiele bardziej wyrafinowana. Ciarki chodzą po plecach, gdy Geddy śpiewa: "The night is black without a moon the air is thick and still..." pojawiają się orkiestrowe tła syntezatorowe. Tekst tego utworu skierowany jest przeciwko nietolerancji wobec inaczej myślącej jednostki. Płytę kończy Vital Signs. Najbardziej odmienny i w sumie zapowiedzią tego, co zespół będzie robił na Signals. Choć ten numer brzmi trochę dziwnie, ale i trzeba przyznać bardzo ciekawie. Mamy wrażenie, jakby dźwiek był "spłaszczony". Jest to celowy zabieg, który sprawia, że utwór ma brzmienie nieco "hermetyczne" . Nietypowa rytmika tej kompozycji została jednak wyznacznikem na przyszłość i słychać to już na płycie Signals właśnie.
Podsumowując, album bardzo udany, wyznaczjący pewne zupełnie nowe horyzonty w muzyce i moim zdaniem kolejny duży krok do przodu, jeśli chodzi o aranżacje i pomysły melodyczne.
Oficjalna strona zespołu: www.rush.com
LSDisease październik 2003
|