Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

RUSH - Hemispheres [1978]
Wydawca: PolyGram

  1. Cygnus X - 1 Book II: Hemispheres
  2. Circumstances
  3. The Trees
  4. La Villa Strangiato (An Exercise In Self-Indulgence)
Hemispheres

Skład: Geddy Lee - gitara basowa, śpiew, syntezatory; Alex Lifeson - gitary; Neil Peart - instrumenty perkusyjne

Produkcja: Rush i Terry Brown

Poprzednia płyta była bardzo dobrym przykładem wykorzystania syntezatorów i wplecenia ich w starą wypróbowaną formułę. Robiło to spore wrażenie i album wypadł świetnie. Tutaj niestety moim zdaniem zespół zapędził się w ślepy zaułek.

Otwierające płytę 6 częściowe nagranie Cygnus X - 1 Book II Hemispheres to jakby kontynuacja utworu Cygnus X - 1 z albumu poprzedniego i nie da się ukryć że jest to najlepszy moment Hemispheres, nagranie jest bowiem równie dobre jak tamto. Najciekawsze fragmenty tej suity to według mnie pierwsza część - dynamiczne Prelude oraz ostatni spokojny fragment, zaledwie minutowy The Sphere: A Kind Of Dream. Cała osiemnastominutowa kompozycja jest utrzymana w klasycznym dla zespołu stylu. Te przyspieszenia naprawdę robią duże wrażenie. Jest w tym sporo nerwu i zacięcia. Syntezatory tym razem zyskują nieco inną barwę, no przynajmniej momentami i ma się wrażenie, jakby dźwięki były z zaświatów. Jeszcze słowo o tekście. Opowiada on o dwóch półkulach mózgu z których jedną rządzi Apollo, a drugą Dionysus. Apollo odpowiedzialny jest niejako za równowagę psychiczną, czy jak kto woli rozsądek, natomiast Dionysus za uciechy (tak tak, także TE uciechy). Pojawiający się tu Cygnus niejako godzi obydwie siły. Utwór jest moim zdaniem bardzo dobry, choć może nie tak dobry jak Xanadu z A Farewell To Kings. Następny na płycie jest Circumstances. To już krótka rockowa kompozycja, która niczym szczególnym się nie wyróżnia, aczkolwiek jest tu dobrrze pasującym numerem. Z kolei The Trees to już bardziej podniosłe, charakterystyczne dla tria granie, choć należy dodać, że The Trees ma chyba najprostrzą strukturę z utworów na płycie. W każdym razie jest naprawdę świetne. Na zakończenie mamy La Villa Strangiato. Jest to długi, prawie 10 minutowy utwór instrumentalny, składający się niejako z 12 części. Może byłoby to i nawet ciekawe, ale w tym przypadku 10 minut to lekka przesada, bo moim zdaniem numer nic by nie stracił, gdyby był trochę krótszy. Są to właściwie gitarowe temaciki grane na odpowiednim podkładzie rytmicznym, w których Lifeson pokazuje swoje nieprzeciętne umiejętności. Wszystko to robi wrażenie czystej improwizacji, a wydaje mi się, że zespół sprawdza się najlepiej w przemyślanych kompozycjach. Ponieważ ten utwór kończy płytę, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że także jako ostatni był nagrywany, gdyż wydaje się przeciągany tak, aby płyta miała należytą długość.

Podsumowując, album utrzymany jest na najwyższym poziomie, jesli chodzi o wykonawsto, natomiast moim zdaniem trochę zabrakło ciekawych pomysłów. Może trzeba było skoncentrować się już na krótszych kompozycjach. Na szczęście na płytach następnych zespół poszedł w dobrym kierunku i utwory stały się krótsze, a jeśli pojawił się już jakiś dłuższy fragment to zawsze był porywający (patrz recenzja Permanent Waves).

Oficjalna strona zespołu: www.rush.com

LSDisease
październik 2003