|
Skład: Geddy Lee - gitara basowa, śpiew, syntezatory; Alex Lifeson - gitary; Neil Peart - instrumenty perkusyjne
Produkcja: Peter Collins i Rush
Na tym albumie muzycy Rush postanowili zagrać nieco ostrzej. Ponownie zatrudnili Petera Collinsa, który wyprodukował ich dwa albumy w latach '80 (Power Windows, Hold Your Fire). Tym razem jednak oczekiwali od niego czegoś innego. Zespół niemal zrezygnował z syntezatorów, które były podstawą w aranżacjach dwóch wyżej wymienionych płyt. Może więc muzyka straciła nieco tej niesamowitej przestrzenności, która była jeszcze obecna na dwóch poprzednich wydawnictwach (Presto, Roll The Bones), choć już wtedy zespół starał się odchodzić od syntezatorowego
brzmienia. Mimo to, grupie udało się stworzyć świetny album i Counterparts nie może rozczarować.
Początek w postaci utworu Animate to dawka energetycznego rocka, gdzie szczególnie wyróznia się partia basu. W ogóle Geddy gra na całej płycie w stylu lat '70, co robi niemałe wrażenie, biorąc pod uwage, że z kolei gitara brzmi nowocześniej. Później mamy Stick It Out i moim zdaniem niekoniecznie ten numer się tu nadaje. Jest całkiem niezły ale granie w stylu Soundgarden to już raczej do Rush nie pasuje. Podobne klimaty są jeszcze w Cut To The Chase, ale po nim na szczęście zespół wraca do swojego stylu. Nobody's Hero to wyśmienity balladowy numer, z tekstem opowiadajacym o nietolerancji wobec odmiennej jednostki. Jego dramatyzm potęgowany jest przez orkiestrowe brzmienie w końcówce. To poruszający moment i nie bójmy się tego stwierdzenia - wzruszający. Płyta już do końca zachwyca. Alien Shore to mój ulubiony utwór na tym albumie. Jest dynamiczny, ze skomplikowaną partią basu. Ostry ale i melodyjny. Dalej emocje nie słabną, bo mamy The Speed Of Love. Jest on spokojniejszy od poprzednika, ale posiada jakiś niezwykły magnetyzm. Bas pięknie płynie, słychać synkopowane rytmy gitary. Ten kawałek jest w stylu znanym z płyty Roll The Bones. Z kolei Double Agent ma już zupełnie inny klimat. W zwrotce Geddy wręcz recytuje niskim głosem tekst, a robi to w sposób jakby był narratorem jakiegoś horroru, po czym w refrenie słyszymy jak już śpiewa swoim charakterystycznym niesamowitym głosem. Robi to olbrzymie wrażenie. Instrumentalny Leave That Thing Alone jest bardzo ciekawym momentem pasującym do całości. Zwraca uwagę przede wszystkim gra Lifesona. Natomiast Cold Fire to już materiał na przebój. Ta niebanalna piosenka o miłości jest po prostu urzekająca. Jest w tym pewien impuls, coś co daje do myślenia. Te wszystkie porównania w tekście. A kiedy Geddy śpiewa do jakiejś kobiety "Będę w pobliżu, jeżeli nie odepchniesz mnie za bardzo", robi to z pewnym smutkiem w głosie. Fantastyczne. Całość kończy Everyday Glory i jest świetnym podsumowaniem. To również melodyjny utwór w stylu z płyty Roll The Bones. Jest w nim jakiś optymizm, kiedy Geddy śpiewa "Jeśli przyszłość wygląda czarno, jesteśmy tymi którzy muszą zabłysnąć".
No właśnie. Płyta ogólnie jest bardzo żywa i energetyczna. Naprawdę słucha się jej doskonale.
Oficjalna strona zespołu: www.rush.com
LSDisease październik 2003
|