Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

RUSH - A Farewell To Kings [1977]
Wydawca: PolyGram

  1. A Farewell To Kings
  2. Xanadu
  3. Closer To The Heart
  4. Cinderella Man
  5. Madrigal
  6. Cygnus X - 1
A Farewell To Kings

Skład: Geddy Lee - gitara basowa, śpiew, syntezatory; Alex Lifeson - gitary; Neil Peart - instrumenty perkusyjne

Produkcja: Terry Brown

Po ogromnym sukcesie płyty poprzedniej, muzycy postanowili nagrać album stylistycznie zbliżony, tyle że wzobacony o syntezatory i dodatkowe instrumenty perkusyjne. Z całą pewnością był to zabieg udany, muzyka nabiera bowiem przestrzennego brzmienia i iście symfonicznego rozmachu (dobrym przykładem może być Xanadu).

Album otwiera tytułowa kompozycja ze spokojnym wstępem na gitarze akustycznej i delikatnym akompaniamentem syntezatora, co wprowadza nas w melancholijny nastrój. Po tym wstępie zespół rusza już w klasycznym dla siebie gitarowym stylu. Trzeba przyznać że to bardzo podniosły utwór. Świetnie wyważono tu partie instrumentalne. Tworzy to wszystko idealną podstawę dla śpiewu Geddy'ego. Ten numer jest niczym hymn. Może nieco mniej dynamiczny niż Anthem z Fly By Night, ale bez wątpienia równie udany. Drugi na płycie jest Xanadu. Muszę przyznać że to mój ulubiony utwór z tego krążka. 11 minut niesamowitych emocji. Rozpoczyna się bardzo spokojnie, delikatnie wprowadzając nas w klimat pradawnych rajskich krajobrazów. Wokal Geddy'ego pojawia się dopiero po pięciu minutach. Z początku spokojnie śpiewa: "Odszukać świętą rzekę Alph, przejść lodowe jaskinie, przerwać post na niebiańskiej rosie i pić rajskie mleko", by za chwilę, kiedy zespół przespiesza, "wspinać" się wokalnie we właściwy dla siebie sposób. Trzeba dodać, że te przyspieszenia są znaczne i robi to naprawdę ogromne wrażenie. Syntezatory uzupełniają w mistrzowski sposób perfekcyjną gitarową robotę. Tekst idealnie odnosi się do nastroju kompozycji. Opowiada w bardzo poetycki sposób o niesmiertelności. Niezwykle podniosły moment płyty i wydaje mi się jeden z najlepszych utworów w historii Rush. W ostatnich słowach Xanadu Geddy, jakby z maksymalnym zachwytem w głosie śpiewa:"Czy jestem już w raju?" po czym następuje orientalnie zaprawiona końcówka. Mogę smiało nazwać tą niesamowitą muzykę Delight Rockiem. Po tej jedenastominutowej przygodzie, prosta przebojowa piosenka Closer To The Heart. Jeden z hitów zespołu. Bardzo dobry numer, który dla odmiany jest już dużo krótszy. Cinderella Man to dosyć żywiołowy utwór zaczynający się od akustycznego wstępu. Jest bardzo melodyjny i słucha się go z przyjemnością. Madrigal to właściwie ballada. Spokoja, stonowana jakby wyciszenie przed nawałnicą w postaci finałowego Cygnus X - 1. Długa progresywna kompozycja rozpoczyna się od dziwnie przetworzonego głosu. Pojawia się cała gama efektów. Zespół raz gra wolniej, raz szybciej, momentami zbliżając się do ostrego metalu. Geddy wydziera się maksymalnie. Nadaje to utworowi potężnego kopa. Z pewnością ten numer nie jest tak udany jak Xanadu, ale trzeba przyznać że robi wrażenie.

Moim zdaniem to najlepszy album jaki Kanadyjczycy wydali w latach '70.

Oficjalna strona zespołu: www.rush.com

LSDisease
październik 2003