Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

RUNNING WILD - The First Years Of Piracy [1991]
Wydawca: Noise Records

  1. Under Jolly Roger
  2. Branded And Exiled
  3. Soldiers Of Hell
  4. Raise Your Fist
  5. Walpurgis Night
  6. Fight The Oppression
  7. Marching To Die
  8. Raw Ride
  9. Diamonds Of The Black Chest
  10. Prisoner Of Our Time
The First Years Of Piracy

Skład: Rock 'n' Rolf - śpiew, gitara; Axel Morgan - gitary; Jens Becker - gitara basowa; AC - perkusja

Produkcja: Rock 'n' Rolf

W 1991 roku u szczytu popularności grupa Running Wild postanowiła nagrać ponownie kilka utworów ze swoich trzech pierwszych płyt. Co prawda tytuł albumu dobrali trochę niefortunnie, bowiem znani już wówczas z korsarskich fascynacji muzycy na pierwszych dwóch krążkach hołdowali rogatemu zamiast szaleć po siedmiu morzach. Tak czy owak nie ma to znaczenia, gdyż muzycznie 3 pierwsze albumy Running Wild prezentują zbliżony stylistycznie materiał.

The First Years Of Piracy to kompilacja 10 utworów z płyt Gates To Purgatory, Branded And Exiled oraz Under Jolly Roger nagranych ponownie z nieco innym podejściem niż mieliśmy na tamtych wydawnictwach. Przede wszystkim Rolf Kasparek śpiewa tutaj inaczej. Na Port Royal zaczął śpiewać wyżej i tak mu już zostało. Wcześniej śpiewał nisko, złowrogo, mało melodyjnie, strasznie mechanicznie i w sumie tak sobie. Skrzyżowanie robota z człowiekiem (choć niektórym takie wokalizy odpowiadały). Na "Piracy" trzyma się już później wypracowanej formuły, a i muzycznie te numery wykonane są dużo żwawiej. Under Jolly Roger z płyty o tym samym tytule idzie na pierwszy ogień. Kawałek pozbawiony tego patosu i wystrzału armat nabiera koncertowego rozpędu. Brzmi trochę jak wersja z płyty koncertowej Ready For Boarding, którą grupa wydała w 1988 roku. Branded And Exiled to z kolei z drugiego krążka o tym samym tytule i tutaj muszę bardzo pochwalić ekipę Kasparka. Rolf śpiewa melodyjnie, wyżej niż w oryginale, a przy tym zespół gra z iście rock and rollowym nerwem. Uważam, że ta wersja bije na głowę oryginał i jak dla mnie jest to jeden z najlepszych utworów w całej karierze Running Wild. Zresztą z podobną werwą wykonany jest Raise Your Fist, z tym że w refrenie przearanżowano wokale tak, że całkiem różnią się od pierwowzoru. Patos na rzecz melodii, ale w tym wypadku chyba wolę oryginalną wersję refrenu, choć nie ma to znaczenia, bo jako całość ponownie zarejstrowany numer bardziej chwyta za jaja. Walpurgis Night to kawałek, który nie trafił na żaden studyjny album zespołu, chociaż można znaleźć go jako bonus track do Gates To Purgatory. Tu oczywiście brzmi jak reszta materiału z tego wydawnictwa. Patent 4/4 sprawdza się zawsze, niezależnie czy gramy rock and roll czy metal. Kwestia doboru brzmienia. Tutaj jest heavy metalowe, ale to naprawdę nie robi wielkiej różnicy. Jeśli ktoś załapie te klimaty, traktuje całość jako dobrą rockową zabawę. Fight To Opression i Marching To Die to dwa następne po Branded And Exiled utwory z tak właśnie zatutułowanej płyty. Z Fight The Opression robi się niezły power metal, chodzi mi głównie o zgranie perkusji z gitarą. Nie jest to ciężkie, ale bardzo mocno wyśrubowane i zalatujące Judas Priest. W Marching To Die z kolei czuć już późniejsze lata i płyty jak Death Or Glory czy Blazon Stone. Bardzo udana wersja i nie ma się co rozpisywać. Raw Ride, czyli coś dla maniaków motocyklowego szaleństwa. Powiem w ten sposób, pierwsza 'mechaniczna' wersja sprawdzała się idealnie, bo gitary zdawały się symulować pracę silnika, ale ta też mi się podoba, gdyż to przecież rock and rollowy temat i tego typu granie jak najbardziej nadaje się, by w ten sposób do tego podejść. Oczywiście to bardzo Judasowy kawałek, jeden z moich ulubionych utworów Running Wild. Prisoner Of Our Time zamyka płytę i to jest zakończenie, którego się spodziewałem, gdyż obok Chains And Leather to taki hymn zespołu i absolutnie musowy numer do przerobienia. Ponieważ patos pierwotnej wersji nieco tu zniknął, możemy docenić inne walory niż tylko refren. Mnie zwłaszcza podobają się zwrotki i partia gitary w nich. Jak ktoś nie lubi, to chyba nie polubi już Running Wild w ogóle. Zanim wezmę się za podsumowanie, wspomnę jeszcze dwa pominięte przeze mnie kawałki. Soldiers Of Hell z Gates To Purgatory nigdy mnie nie kręcił ani w wersji oryginalnej ani w przeróbce, która akurat niewiele świeżości wniosła. Zamiast tej scieżki wolałbym Black Demon, bądź Victim Of States Power, no ale trudno się mówi. Również nie mam pojęcia, co skusiło ekipę Rolfa do ponownego nagrania Diamonds Of The Black Chest. Chyba tylko to, że to krótka kompozycja i zrobili ją już jako uzupełnienie całości. Na Under Jolly Roger są bardziej wartościowe numery - pomijając już tytułowy, Raise Your Fist czy Raw Ride, które tu mamy, można było zagrać ponownie War In The Gutter czy Merciless Game, cokolwiek tylko nie "Diamenty z Czarnej Skrzyni" będące tam ewidentnym fillerem i tu spełniające podobną funkcję.

Podsumowując album mimo dwóch jak dla mnie zgrzytów pomysł z nagraniem swoich starych kawałków w najlepszym okresie działalności uważam za doskonały i bardzo lubię słuchać tych właśnie wersji legendarnych już utworów. Fanom hard rocka polecam to wydawnictwo zamiast trzech pierwszych pozycji, które mogą się wydać zbyt siermiężne i nasączone przesadnym metalowym patosem. Tutaj patos znika, jest melodyjny metal jak na Death Or Glory czy Blazon Stone. "Jesteśmy wieźniami naszych czasów" śpiewa Kasparek w Prisoner Of Our Time, ale paradoksalnie właśnie tym wydawnictwem udowodnił, że nie.

Oficjalna strona zespołu: www.running-wild.net

LSDisease
luty 2011