|
Skład: Rock'n'Rolf Kasparek - śpiew, gitara; Iain Finlay - perkusja; Majk Moti - gitara; Jens Becker - gitara basowa
Produkcja: Running Wild
Po metamorfozie, jaką grupa przeszła wraz z nagraniem Under Jolly Roger, można się było spodziewać, że pirackie tematy będą kontynuowane i na następnym albumie. Tak też się stało i wydany w 1988 roku album o wymownym tytule Port Royal to niejako dalszy ciąg opowiadań z pirackiego przyczółka.
Na wstępie płyty słyszymy kroki zbliżające się do jakiejś knajpy, z której dochodzi gwar biesiadników. Grupa zapewne podchmielonych piratów śpiewa: "Under Jolly Roger". Wszystko jasne. Po krótkim wstępie utwór tytułowy wybucha z hard rockową siłą. Bo faktycznie słychać, że najwięcej muzycy zaczerpnęli z hard rockowej klasyki. Mamy trochę Thin Lizzy i wczesnego Judas Priest, a wszystko to poddane power metalowej stylistyce. W Raging Fire hard rocka jest jednak najwięcej, podobnie zresztą jak w Uaschitschun. Instrumentalny Final Gates wyróżnia się przede wszystkim niesamowitą linią basu, ale nie brakuje w nim również i rasowych solówek. Najszybsze dwa numery na płycie to Conquistadores oraz Warchild. Pierwszy z nich zaczyna się powoli od basowej introdukcji i przeradza się w szybki heavy metalowy kawałek z fantastyczną solówką. Warchild to z kolei krótsza kompozycja, choć równie energetyczna. W Blown To Kingdom Come jakby znowu więcej klasycznego hard rocka, pojawia się gitarowy temat, jakby stylizowany na muzykę dawną. Takie zabiegi jeszcze wielokrotnie na płytach Running Wild się pojawią i bedą pewnym wyznacznikiem ich stylu. Pirackie zaśpiewy słyszymy w Mutiny. Ten utwór zresztą brzmi jakby był odrzutem z sesji Under Jolly Roger, niewątpliwie jednak pasuje do zawartości Port Royal. Na koniec prawdziwa perełka. Najdłuższy na płycie i moim zdaniem najlepszy Calico Jack jest jak opowiadanie, którego akcja rozgrywa się na okręcie pirackim. Mamy tu opis bitwy morskiej, a poźniej także rozprawy sądowej. Sądzonym za piractwo jest tytułowy Perkalowy Jack. Możemy wysłuchac mowy sędziego jak i samego Jacka. Później raczeni jesteśmy serią solówek na najwyższym poziomie. Może jeszcze wspomnę o tekstach. Pomimo całej tej pirackiej otoczki, przewodnią myślą wszystkich tekstów jest bunt. Bunt przeciwko narzuconym zasadom, czy to przez polityków, czy to przez kler, czy w końcu przez społeczeństwo. Najbardziej wymownym kawałkiem jest Into The Arena. Ten antyklerykalny ostry manifest połączony jest z graniem, które jeszcze kojarzy się z początkami Running Wild, czyli płytą Gates To Purgatory i Branded And Exiled. No i teksty na tamtych wydawnictwach też ocierały się o black metal, ale tych wszystkich, którym black metal kojarzy się jak najgorzej, pragnę uspokoić, bo nie jest to nic w rodzaju bluźnierstw Deicide czy Samael. Raczej bliżej temu do Venom, czyli bardziej z jajem.
Podsumowując, Port Royal to doskonały album i moim zdaniem rozpoczęcie najlepszego okresu dla zespołu z najbardziej grzesznej dzielnicy Hamburga - St. Pauli.
Oficjalna strona zespołu: www.running-wild.de
LSDisease październik 2003
|