Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

RUNNING WILD - Port Royal [1988]
Wydawca: Noise / EMI / Sanctuary Records

  1. Intro
  2. Port Royal
  3. Raging Fire
  4. Into The Arena
  5. Uaschitschun
  6. Final Gates
  7. Conquistadores
  8. Blown To Kingdom Come
  9. Warchild
  10. Mutiny
  11. Calico Jack
Port Royal

Skład: Rock'n'Rolf Kasparek - śpiew, gitara; Iain Finlay - perkusja; Majk Moti - gitara; Jens Becker - gitara basowa

Produkcja: Running Wild

Po metamorfozie, jaką grupa przeszła wraz z nagraniem Under Jolly Roger, można się było spodziewać, że pirackie tematy będą kontynuowane i na następnym albumie. Tak też się stało i wydany w 1988 roku album o wymownym tytule Port Royal to niejako dalszy ciąg opowiadań z pirackiego przyczółka.

Na wstępie płyty słyszymy kroki zbliżające się do jakiejś knajpy, z której dochodzi gwar biesiadników. Grupa zapewne podchmielonych piratów śpiewa: "Under Jolly Roger". Wszystko jasne. Po krótkim wstępie utwór tytułowy wybucha z hard rockową siłą. Bo faktycznie słychać, że najwięcej muzycy zaczerpnęli z hard rockowej klasyki. Mamy trochę Thin Lizzy i wczesnego Judas Priest, a wszystko to poddane power metalowej stylistyce. W Raging Fire hard rocka jest jednak najwięcej, podobnie zresztą jak w Uaschitschun. Instrumentalny Final Gates wyróżnia się przede wszystkim niesamowitą linią basu, ale nie brakuje w nim również i rasowych solówek. Najszybsze dwa numery na płycie to Conquistadores oraz Warchild. Pierwszy z nich zaczyna się powoli od basowej introdukcji i przeradza się w szybki heavy metalowy kawałek z fantastyczną solówką. Warchild to z kolei krótsza kompozycja, choć równie energetyczna. W Blown To Kingdom Come jakby znowu więcej klasycznego hard rocka, pojawia się gitarowy temat, jakby stylizowany na muzykę dawną. Takie zabiegi jeszcze wielokrotnie na płytach Running Wild się pojawią i bedą pewnym wyznacznikiem ich stylu. Pirackie zaśpiewy słyszymy w Mutiny. Ten utwór zresztą brzmi jakby był odrzutem z sesji Under Jolly Roger, niewątpliwie jednak pasuje do zawartości Port Royal. Na koniec prawdziwa perełka. Najdłuższy na płycie i moim zdaniem najlepszy Calico Jack jest jak opowiadanie, którego akcja rozgrywa się na okręcie pirackim. Mamy tu opis bitwy morskiej, a poźniej także rozprawy sądowej. Sądzonym za piractwo jest tytułowy Perkalowy Jack. Możemy wysłuchac mowy sędziego jak i samego Jacka. Później raczeni jesteśmy serią solówek na najwyższym poziomie. Może jeszcze wspomnę o tekstach. Pomimo całej tej pirackiej otoczki, przewodnią myślą wszystkich tekstów jest bunt. Bunt przeciwko narzuconym zasadom, czy to przez polityków, czy to przez kler, czy w końcu przez społeczeństwo. Najbardziej wymownym kawałkiem jest Into The Arena. Ten antyklerykalny ostry manifest połączony jest z graniem, które jeszcze kojarzy się z początkami Running Wild, czyli płytą Gates To Purgatory i Branded And Exiled. No i teksty na tamtych wydawnictwach też ocierały się o black metal, ale tych wszystkich, którym black metal kojarzy się jak najgorzej, pragnę uspokoić, bo nie jest to nic w rodzaju bluźnierstw Deicide czy Samael. Raczej bliżej temu do Venom, czyli bardziej z jajem.

Podsumowując, Port Royal to doskonały album i moim zdaniem rozpoczęcie najlepszego okresu dla zespołu z najbardziej grzesznej dzielnicy Hamburga - St. Pauli.

Oficjalna strona zespołu: www.running-wild.de

LSDisease
październik 2003