|
Skład: Rock 'n' Rolf (Rolf Kasparek) - śpiew, gitara elektryczna; Preacher (Gerald Warnecke) - gitara elektryczna, chórki; Stephan (Stephan Boriss) - gitara basowa; Hasche (Wolfgang Hagemann) - perkusja
Produkcja: Running Wild
Gates To Purgatory, pierwsza długogrająca płyta Running Wild, to krążek niedoceniany i w różnych recenzjach "objeżdżany". Niesłusznie. Moim zdaniem to jedna z lepszych płyt pirackiej załogi z Hamburga, uważam ją za całościowo znacznie lepszą od takiego Branded And Exiled, ba, nawet lepszą od połowy materiału z legendarnego Under Jolly Roger i sięgam po nią cześciej niż po cokolwiek nagranego po albumie Black Hand Inn.
Jedna z czołowych formacji niemieckiego heavy metalu - Running Wild powstała dzięki inicjatywie wówczas 15-letniego Rolfa Kasparka w 1976 r. i wtedy jeszcze nazywała się Granite Heart, lecz cztery lata później zmieniła nazwę na obecną, zaczerpniętą od jednej z piosenek Judas Priest. Na wydanie debiutanckiego krążka ekipy Kasparka trzeba było jednak czekać prawie 8 lat, lecz w końcu ukazuje się dzięki wytórni Noise Records Gates to Purgatory. Jedynym członkiem z pierwotnego składu pozostaje Rolf, reszta załogi się zmienia. W tym okresie muzycy grupy nie przebierają się jeszcze za piratów, również tematyka utworów nie kręci się wokół rozbójników morskich - image, z jakiego będzie zespół słynął, pojawi się dopiero przy okazji jego trzeciego wydawnictwa. Tutejsze teksty uchodzą za "diabelskie" i stąd też początki grupy wiąże się wątkowo z klasycznym black metalem i faktycznie, spora cześć materiału brzmi jak taki szybciej i z większym przywiązaniem do melodii zagrany Venom. Na pierwszy ogień idzie kapitalny utwór Victim Of State Power. Już tutaj słychać, że styl gry zespołu jest już niemal wyrobiony i jest to te samo Running Wild co na późniejszych płytach. Zwłaszcza przebojowy refren bardzo przypomina nagrania kapeli, jakie znajdą się choćby na krążku Port Royal. Tekstowo mamy armię Lucyfera, która nadciąga by oswobodzić nas od kłamliwych papieży i polityków (trzeba przyznać, że to całkiem zbożny cel jak na upadłego anioła). Choć może to wszystko brzmieć banalnie, jest w tym gdzieś ukryty głębszy sens. Wolniejszy heavy metal prezentuje Black Demon, w sumie to dość typowe, niemieckie granie. Najbardziej podobają mi się tu przedrefreny. Niesamowity klimat, mimo iż czegoś tu brakuje, wszelkie niedostatki rekompensuje fajna i zarazem dość oryginalna barwa głosu Kasparka. Również nie za szybki Preacher akurat mnie jakoś szczególnie nie chwyta. Tematyka piosenki oscyluje wokół czarnej mszy odbywanej w piątek 13-go. Przy okazji tego numeru warto zwrócić uwagę na ksywkę jednego z muzyków grającego wówczas w Running Wild. Podobno Gerald Warnecke jest obecnie wikariuszem w jakimś biurze porad na temat AIDS w Kolonii... Za to cholernie podoba mi się kolejne w zestawie Soldiers Of Hell. Zespół mocno przyłożył się do melodyki w tym szybkim heavy/speed matalowym kawałku. Już tutaj nagranie brzmi świetnie, ale moim zdaniem warto zapoznać się również z nowym wykonaniem owego utworu na składance The First Years Of Piracy z 1991 r., gdzie znalazło się więcej przerobionych ścieżek z trzech pierwszych albumów formacji. Dalej kolejny sunący do przodu muzyczny "killer" - Diabolic Force. Uwielbiam te momenty, kiedy Kasparek śpiewa niskim głosem w zwrotkach i zaraz potem co jakiś czas pieje wysoko - no, po prostu bomba. Bardzo lubię też otwierający ścieżkę riff, który znam na pamięć, bo otwierał także pewną rockową audycję w polskim radiu, dzięki której poznałem swego czasu całą masę fajnych kapel. Ah, sentymenty (to były czasy!). Podobne patenty, tylko jeszcze bardziej speed metalowe, grupa eksploruje przy okazji Adrian S.O.S.. Nie są one już tak dobre jak w poprzedniej kompozycji, ale to nie ważne, bo tutaj najlepsze są okolice refrenu i solówki, które akurat zwalniają. Jeśli ktoś zastanawiał się, jak może mieć na imię syn Szatana, odpowiedź znajdzie w tymże kawałku. Szybkie, radosne i marszowe tempo to znaki rozpoznawcze Genghis Khan. Twardzielem będzie ten, kto nie zatupie nogami w rytm opisywanego nagrania. Nie ma co, raz jeszcze udało się ekipie Running Wild zagrać bardzo przebojowo - numer może spodobać się i publiczności nie-metalowej. Winylowe wydanie krążka kończył utrzymany w zupełnie innej stylistyce od reszty materiału Prisoner Of Our Time. Po długo rozwijającym się wstępie mamy bardzo przywoite zwrotki i coś, co tutaj lubię najbardziej - genialny przedrefren i równie wspaniały refren, który mógłby być hymnem młodzieży (zwłaszcza bezrobotnej i bezpieniężnej). To w tym nagraniu pada też nazwa zespołu: "We are prisoners of our time , but we are still alive. Fight for the freedom, fight for the right, we are Running Wild". Pamiętam, jak jeszcze na początku lat '90 mając płytę w wydaniu kasetowym przewijałem ten refren i słuchałem go kilka razy z rzędu. W wersji CD dodano jeszcze dwa utwory pochodzące z EP-ki Victim Of States Of Power / Walpurgis Night . Kawałek o tytule Satan rozpoczyna się w typowy dla zespołu sposób i podobne patenty usłyszymy jeszcze choćby na Death Or Glory. W sumie nic nadzwyczajnego, doskwiera tu zwłaszcza bardzo słaby refren, natomiast zwrotki są mało ciekawe. Znacznie lepsze jest Walpurgis Night opowiadające o czarownicach polujących na młodych mężczyzn w noc Walpurgii (noc z 30 kwietnia na 1 maja, świętowana ogniskami z okazji nadejścia wiosny). Ścieżka urywa się nagle podczas solówki, podobno jest to spowodowane uszkodzeniem oryginalnej taśmy-matki. O ile dobrze pamiętam, ponownie zarejestrowana wersja tego kawałka na potrzeby First Years Of Piracy jest już tego defektu pozbawiona.
Do tego krążka mam ogromny sentyment. W czasach, gdy usłyszałem go po raz pierwszy, łatwo chłonąłem wszystko co ostre i melodyjne zarazem. Kilka utworów z niego to jak dla mnie klasyki i z tej racji stawiam go wysoko i zawsze obok już bardziej dopracowanych płyt jak Port Royal czy Death Or Glory. Fanom Running Wild polecać nie trzeba, bo i tak już ten album mają, polecam go zatem poszukiwaczom dobrego i melodyjnego heavy metalu z połowy lat '80.
Oficjalna strona zespołu: www.running-wild.net
Guitarrizer wrzesień 2010
|