Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

RUNNING WILD - Blazon Stone [1991]
Wydawca: Noise / JVC Victor / Phantom Sound & Vision / Sanctuary Records

  1. Blazon Stone
  2. Lonewolf
  3. Slavery
  4. Fire And Ice
  5. Little Big Horn
  6. Over The Rainbow
  7. White Masque
  8. Rolling Wheels
  9. Bloody Red Rose
  10. Straight To Hell
  11. Heads Or Tails
  12. Billy The Kid [CD bonus]
  13. Genocide [CD bonus]
  14. Dancing On A Minefield [tylko w edycji z Noise]
Blazon Stone

Skład: Rock'n'Rolf - śpiew, gitara; AC - perkusja; Axel Morgan - gitara; Jens Becker - gitara basowa

Produkcja: Rock'n'Rolf Kasparek

Po sukcesie albumu Death Or Glory "piraci" z Hamburga postanowili po raz kolejny zaatakować rynek swoim wydawnictwem i w 1991 roku światło dzienne ujrzał album Blazon Stone, który można śmiało stwierdzić, jest kontynuacją poprzednika. Zresztą chyba zawsze tak było w przypadku Running Wild, a już na pewno od momentu, kiedy ukazał się Port Royal. Album ten jest moim zdaniem równie udany co poprzedni, a produkcja poszła jeszcze do przodu. Brzmienie stało się bardziej masywne.

Utwór tytułowy otwiera całość. Zespół gra chyba bardziej melodyjnie niż na Death Or Glory, a i tempa też nieco zwolniły. Lonewolf to utwór hard rockowy. Doskonały, melodyjny, masywny hard rock. Słychać naprawdę poteżne brzmienie sekcji rytmicznej. Z kolei Slavery to już numer jakby nagrany bez gitary basowej. Słychać jak tempo trzymają gitary. Ale jest w tym jakiś nerw i w sumie jest to udany kawałek. Jednym z bardziej przebojowych momentów, a takich na całej płycie nie brakuje, jest Little Big Horn. To szybki, hard rockowy numer, który kojarzy mi się trochę z Bad To The Bone z płyty poprzedniej. Tekst jego nawiązuje do autentycznych wydarzeń historycznych, czyli bitwy amerykańskich wojsk z Indianami pod Little Big Horn. Over The Rainbow to krótki utwór instrumentalny, a po nim mamy dynamiczne White Masque. Znowu słychać jakby "ściganie" się gitar i robi to i tym razem duże wrażenie. Rolling Wheels to potężny hard rock. Chyba najwolniejsza ścieżka na wydawnictwie, ale kto wie, może i najlepsza. Kiedyś słuchałem jej po kilkanaście razy dziennie. Tekst tego kawałka opowiada o trasach koncertowych i faktycznie czuć w nim taki koncertowy magnetyzm. Bardzo przestrzenne brzmienie i bardzo masywne. Bloody Red Rose to znowu historyczne nawiązanie, tym razem do tzw. Wojny Róż. Muzycznie obchodzi się tu bez specjalnych fajerwerków, aczkolwiek to dobre, pasujące tu nagranie. W Straight To Hell mamy już czad. To najszybszy numer na krążku i też w naturalny sposób kojarzy mi się z takimi kawałkami jak Tortuga Bay z Death Or Glory, albo Warchild z Port Royal. Oficjalną część wydawnictwa zamyka Heads Or Tails. To jakby kolejny manifest zespołu. "Orzeł czy reszka jakiego dokonasz wyboru, żyć albo umrzeć, poddać się lub walczyć, dzicy i wolni razem staniemy silni i dumni będziemy domagać się naszych praw" - po tym cytacie z refrenu mój dalszy komentarz staje się zbyteczny. Powiem tylko, że muzycznie jest to jeden z najlepszych momentów, nie tylko tej płyty, ale w ogóle w twórczości zespołu. Na płycie mamy dodane jeszcze dwa numery. Pierwszy z nich Billy The Kidd nie wnosi nic szczególnego do całości i równie dobrze mogłoby go nie być. Choć z pewnością nie rozczarowuje, to wydaje się całkiem zbędnym dodatkiem. Genocide to z kolei cover Thin Lizzy i dochodzę do wniosku, że te dwa odrzuty z sesji, które nie weszły do wydania analogowego, były w pełni uzasadnione. Najwyraźniej Running Wild nie sprawdza się w graniu cudzych kompozycji, choć na płycie Victory zamieścił cover... The Beatles i zagrany jest ten numer doskonale.

Podsumowując, to bardzo dobry album z pewnością jeden z najlepszych w dyskografii zespołu.

Oficjalna strona zespołu: www.running-wild.de

LSDisease
listopad 2003