|
Skład: Rock'n'Rolf - śpiew, gitara; AC - perkusja; Axel Morgan - gitara; Jens Becker - gitara basowa
Produkcja: Rock'n'Rolf Kasparek
Po sukcesie albumu Death Or Glory "piraci" z Hamburga postanowili po raz kolejny zaatakować rynek swoim wydawnictwem i w 1991 roku światło dzienne ujrzał album Blazon Stone, który można śmiało stwierdzić, jest kontynuacją poprzednika. Zresztą chyba zawsze tak było w przypadku Running Wild, a już na pewno od momentu, kiedy ukazał się Port Royal. Album ten jest moim zdaniem równie udany co poprzedni, a produkcja poszła jeszcze do przodu. Brzmienie stało się bardziej masywne.
Utwór tytułowy otwiera całość. Zespół gra chyba bardziej melodyjnie niż na Death Or Glory, a i tempa też nieco zwolniły. Lonewolf to utwór hard rockowy. Doskonały, melodyjny, masywny hard rock. Słychać naprawdę poteżne brzmienie sekcji rytmicznej. Z kolei Slavery to już numer jakby nagrany bez gitary basowej. Słychać jak tempo trzymają gitary. Ale jest w tym jakiś nerw i w sumie jest to udany kawałek. Jednym z bardziej przebojowych momentów, a takich na całej płycie nie brakuje, jest Little Big Horn. To szybki, hard rockowy numer, który kojarzy mi się trochę z Bad To The Bone z płyty poprzedniej. Tekst jego nawiązuje do autentycznych wydarzeń historycznych, czyli bitwy amerykańskich wojsk z Indianami pod Little Big Horn. Over The Rainbow to krótki utwór instrumentalny, a po nim mamy dynamiczne White Masque. Znowu słychać jakby "ściganie" się gitar i robi to i tym razem duże wrażenie. Rolling Wheels to potężny hard rock. Chyba najwolniejsza ścieżka na wydawnictwie, ale kto wie, może i najlepsza. Kiedyś słuchałem jej po kilkanaście razy dziennie. Tekst tego kawałka opowiada o trasach koncertowych i faktycznie czuć w nim taki koncertowy magnetyzm. Bardzo przestrzenne brzmienie i bardzo masywne. Bloody Red Rose to znowu historyczne nawiązanie, tym razem do tzw. Wojny Róż. Muzycznie obchodzi się tu bez specjalnych fajerwerków, aczkolwiek to dobre, pasujące tu nagranie. W Straight To Hell mamy już czad. To najszybszy numer na krążku i też w naturalny sposób kojarzy mi się z takimi kawałkami jak Tortuga Bay z Death Or Glory, albo Warchild z Port Royal. Oficjalną część wydawnictwa zamyka Heads Or Tails. To jakby kolejny manifest zespołu. "Orzeł czy reszka jakiego dokonasz wyboru, żyć albo umrzeć, poddać się lub walczyć, dzicy i wolni razem staniemy silni i dumni będziemy domagać się naszych praw" - po tym cytacie z refrenu mój dalszy komentarz staje się zbyteczny. Powiem tylko, że muzycznie jest to jeden z najlepszych momentów, nie tylko tej płyty, ale w ogóle w twórczości zespołu. Na płycie mamy dodane jeszcze dwa numery. Pierwszy z nich Billy The Kidd nie wnosi nic szczególnego do całości i równie dobrze mogłoby go nie być. Choć z pewnością nie rozczarowuje, to wydaje się całkiem zbędnym dodatkiem. Genocide to z kolei cover Thin Lizzy i dochodzę do wniosku, że te dwa odrzuty z sesji, które nie weszły do wydania analogowego, były w pełni uzasadnione. Najwyraźniej Running Wild nie sprawdza się w graniu cudzych kompozycji, choć na płycie Victory zamieścił cover... The Beatles i zagrany jest ten numer doskonale.
Podsumowując, to bardzo dobry album z pewnością jeden z najlepszych w dyskografii zespołu.
Oficjalna strona zespołu: www.running-wild.de
LSDisease listopad 2003
|