|
Skład: Robby Valentine - śpiew, instrumenty klawiszowe, perkusja; Rob Winter - gitary; Arthur Polini - gitara basowa; Hans Eijkenaar - perkusja
Produkcja: Pim Koopman i John Sonneveld
Jestem szczęśliwym posiadaczem dwóch pierwszych albumów Robby'ego Valentine (a do tego "Japończyków)". Dlaczego "szczęśliwym"? Otóż krążki Robby'ego są stosunkowo trudno dostępne, a artysta jest znany głównie undergroundowym AOR-owym maniakom. Ba, facet zdobył konkretną renomę i wielbiciele gatunku zazwyczaj polecają jego dzieła. Zacznijmy
może trochę nie po kolei, pomińmy na chwilę debiut i przejdźmy od razu do drugiego krążka artysty, do The Magic Inifinity.
Nazwa wydawnictwa, a także zatytułowany w ten sam sposób utwór idealnie obrazują cały styl Robby'ego. Jego utwory to nie proste AOR-owe piosenki, ale aranżacyjne monstra, bogate w różne zmiany akcji (a jeśli ktoś nie wierzy, to niech posłucha Valentine's Overture Part 2 (A Martian On Earth)) . W te kawałki trzeba się wsłuchiwać, chłonąć uważnie każdy dźwięk i dopiero wtedy w pełni można je docenić. Tę niezwykłość płyta odziedziczyła z pewnością po poprzednim, debiutanckim krążku. W normalnych warunkach jestem zdecydowanym przeciwnikiem spokojnych pościelówek, w których wokalista śpiewa w akompaniamencie klawiszy i próbuje wzruszyć publiczność. A jednak Valentine oczarowuje mnie przy okazji takich kawałków jak Miss You
Eternally. Niełatwo stworzyć niebanalnie banalny utwór. Robby to potrafi i nie boi się rozmachu. Do gry wkrótce wkracza bardziej pogodny, wesoły klimat, godny puszczania w radio. Only Your
Love za pomocą dobrych klawiszy i bombastycznych refrenów z łatwością miażdży fanów lekkiego AOR-u. Angel Of My Heart zaskakuje, gdyż rolę przewodnią tworzy duet gitary akustycznej i wokalu. Jeszcze nigdy takie połączenie nie znalazło mojej sympatii, do teraz. No Turning Back ponownie uderza sporym rozmachem, a operowe inspiracje Robby'ego są wyraźniejsze niż w poprzednich kawałkach. Refreny po prostu powalają, a utwór może uchodzić za AOR-owy hymn. Na płycie jest pełno świetnych kompozycji, ale No Turning Back robi na mnie chyba największe wrażenie, a ilość i jakość aranżacji nie pozwalają się ani na chwilę oderwać od muzyki. The Reconciliation to jedynie przerywnik, trwający ledwie ponad minutę, ale przyjemnie się go słucha. Don't Make Me Wait Forever jest w gruncie rzeczy podobne do Miss You Eternally, a Robby Valentine udowadnia, że jest mistrzem ckliwych ballad. Umiejętnie dawkuje napięcie zbliżając się do punktu kulminającego i nagle wycofując się, uspokajając grę. Gitary brzmią cudownie w solówce. Ósemka jest następcą Only Your Love i tym samym otrzymujemy kolejne energiczne nagranie. Wild Child zostało wyposażone w rewelacyjne, AOR-owe refreny i świetną, wpadającą w ucho melodię. Pomimo początkowego zwolnienia tempa, I Need Your Love utrzymuje podobną dynamikę. A kiedy się rozpędzi ,jest naprawdę nieźle. Help Me Spell My Name jest trzecią balladą i wypada trochę gorzej, nudniej niż dwaj poprzednicy. Jedenastka, czyli mikołajkowa piosenka zatytułowana Mega-Man jest po prostu wyjątkowa. Mamy tutaj połączenie marszu ze szkockimi elementami, AOR-em, a także dziecięcym chórem. Połączenie jest dziwaczne, ale efekt znakomity. Mega-Man było utworem, który przykuł moją uwagę już przy pierwszym przesłuchaniu i z pewnością spodoba się również innym fanom gatunku. Płytę zamyka Raise Your Hands, ale wcale nie obraziłbym się, gdyby wymieniono go na inny utwór. Tak zwane "Japończyki" mają do dyspozycji jeszcze dwa bonusowe kawałki. A World Of You And Me to coś dla tych, którzy po przesłuchaniu płyty mają ochotę na jeszcze więcej ballad, a Valentine's Overture Part 2 (A Martian On Earth) jest kilkunastominutową rockową balladą, w której Robby żongluje rozmaitymi aranżacjami, bawiąc się momentami w Bohemian Rhapsody, a zarazem łącząc ze sobą i mieszając poprzednie kawałki, które możemy usłyszeć na krążku. Montrum, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu.
The Magic Infinity, podobnie jak i cała twórczość Robby'ego Valentine nie są dla każdego. Nawet wśród miłośników AOR-u znajdzie się grupa osób, którym nie przypadną one do gustu. Jeśli jednak krążek trafi na podatny grunt, to trudno się od niego oderwać. Obie pierwsze płyty artysty są do siebie stosunkowo podobne, ale The Magic Infinity podoba mi się chyba bardziej. Wydawnictwa w żadnej mierze nie definiują gatunku, nie stawiałbym ich na piedestale najlepszych AOR-owych krążków, ale zdecydowanie warto jest się z nimi zapoznać.
Oficjalna strona artysty: www.robbyvalentine.com
Guciomir kwiecień 2011
|