|
Skład: Georg Dolvio - śpiew, gitara; Brian "Damage" Forsythe - gitara; Reeve Downes - instrumenty basowe; Anthony "Tiny" Biuso - perkusja i instrumenty perkusyjne
Produkcja: Doug Boehm
Dwa lata temu ukazał się krążek The Hardest Town, który bardzo przypadł mi do gustu. Muzycznie Rhino Bucket od samego początku tkwią w tym samym punkcie i specjalnie mnie to nie razi, chociaż ich płyty na ogół mnie usypiały zamiast wywoływać szybsze krążenie krwi. Tak nie było w przypadku The Hardest Town, przyjrzyjmy się, jak to jest w przypadku Who's Got Mine.
Message In My Bottle budzi pewne nadzieje. Grupa startuje od razu z przytupem i nie ma chwili, by ustawić się na właściwych torach do przyjęcia tej muzyki. Dlatego ten cios między oczy należy policzyć zespołowi na plus. Z początku naprawdę myślałem, że ten album może wywołać u mnie bardzo pozytywną rekację, niestety z każdym kolejnym utworem utwierdzałem się w przekonaniu, że mamy do czynienia z nudnym, schematycznym krążkiem rock and rollowym, na którym bliźniaczo podobne do siebie kompozycje irytują tym bardziej, że prawie nic tutaj nie zapada w pamięć. Kiedy płyta przestaje się kręcić, pozostaje jedynie wrażenie, że właśnie wysłuchaliśmy czegoś, co brzmi jak AC/DC trzydzieści lat temu i zupełnie nic o samych kompozycjach nie da się napisać, bowiem są one jedynie zbiorami riffów. Napisałem, że prawie nic nie zapada w pamięć, bo w istocie rzeczy tak jest, ale to prawie to dlatego, że jednak kawałek Joke's On You to coś bardzo udanego i zapamiętywalnego. Chase The Case też zespołowi wstydu nie przynosi, ale brak mi w tym czegoś, co było na płytach Highway To Hell czy Back In Black Australijczyków. Brak tego polotu kompozytorskiego, tego nerwa, który sprawiał, że szykowało się do nieustającej imprezy. Nie mam wątpliwości, że ta płyta zyska swoich sympatyków nie tylko wśród fanów Rhino Bucket, którzy naturalnie mogą to brać w ciemno. Jestem wręcz pewien, że ci spragnieni chamskiego rock and rolla całkiem pozytywnie przyjmą najnowsze dziecko kalifornijskiej grupy. Ja mam wrażenie, że panowie nagrywali Who's Got Mine na kacu o piątej nad ranem, bo tak to wszystko tutaj brzmi. Gdybym podjął się opisywania tej
płyty kawałek po kawałku, to musiałbym chyba grać całość na zwolnionych obrotach, nie jestem jednak masochistą i stwierdzam mało odkrywczo, że wszystko tu zlewa się zasadniczo w jedną całość.
Zbiór riffów dla mało wymagających, przetrawione kawałki starych numerów AC/DC, wyrzygane oraz połknięte i jeszcze raz przetrawione. Nie wiem, czy mogę coś jeszcze dodać. Ładna okładka.
Oficjalna strona zespołu: www.rhinobucket.com
LSDisease styczeń 2011
|