Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

REDEMPTION - Snowfall On Judgment Day [2009]
Wydawca: Inside Out Music / Century Media Distribution

  1. Peel
  2. Walls
  3. Leviathan Rising
  4. Black And White World
  5. Unformed
  6. Keep Breathing
  7. Another Day Dies
  8. What Will You Say
  9. Fistful Of Sand
  10. Love Kills Us All / Life In One Day
Snowfall On Judgment Day

Skład: Ray Alder - śpiew; Bernie Versailles - gitara; Nicolas Van Dyk - gitara, instrumenty klawiszowe; Greg Hoshariah - instrumenty klawiszowe; Sean Andrews - gitara basowa; Chris Quirarte - perkusja
Gościnnie: james LaBrie - śpiew w [7]

Produkcja: Tommy Hansen

Wydaje mi się, że Redemption nie jest zespołem szczególnie popularnym w Polsce, ale istnieją grupy osób, które jego płyt oczekują z dużym zainteresowaniem. Na pewno z nazwą tą spotkali się fani progresywnych dźwięków, a także biorąc pod uwagę ilość heavy metalu jaką Amerykanie przemycają do swoich kompozycji przypuszczam, że i w środowisku metalowym Redemption nie jest obce. Na czwartym studyjnym krążku pt. Snowfall On Judgment Day zespół oferuje esencję swojej dotychczasowej twórczości.

Jeśli ktokolwiek miał nadzieję, że Redemption podąży w jednym kierunku, to będzie musiał odłożyć takie oczekiwania przynajmniej do następnego albumu. Amerykanie ani trochę nie zwalniają, a już otwierający album Peel dał mi do zrozumienia, że mogę po premierowym krążku grupy spodziewać się zarówno porządnej dawki heavy metalu jak i progresywnego żniwa. Być może nawet ze wskazaniem na to pierwsze. OK, zespół prezentuje wiele muzycznych smaczków charakterystycznych choćby dla Dream Theater, ale szybkość i zadziorność z jaką gra będzie dla fanów progresywnych brzmień zaskakująca, a solówkowy kocioł Versailles’a z pierwszego utworu sprowadził mnie do jedynych możliwych skojarzeń... podejrzewam, że wiele zespołów heavy metalowych chciałoby w ten sposób grać! Zresztą Walls wcale nie odstaje od tej konwencji. Zaczyna się co prawda tak, jak wielu bluesmanów chciałoby zacząć swój album, od przejrzystej basowej linii Andrewsa. Po chwili jednak następuje krótki riff, którego specyfikę będzie można jeszcze wielokrotnie poczuć w tym numerze. Walls nie jest może szalenie szybkie i wykazuje wiele ukłonów ku progresji, ale zdecydowanie oddycha metalem. Z kolei taki Leviathan Rising to znowu krótki basowy wstęp Andrewsa, kilka efektownych wstawek i ciężkie riffy. Pojawiają się tu niejednokrotnie progresywne wiatraczki jak i linie, które dodają tym utworom głębi, a na surowy heavy metal nakładają jeszcze jedną warstwę, ale młyny sekcji Versailles, van Dyk (mniej) i Quirate wydają się dominować. Och, z jaką klawiszową subtelnością startuje Black And White World. Van Dyk klawiszami we wstępie udowadnia, że poza dobrym rzemiosłem przy gitarze rytmicznej potrafi jeszcze umiejętnie zagrać na klawiszach. Rzeczony wstęp dobrze komponuje sięz kolejnymi partiami Andrewsa. Fajnie, że Redemption pozwala eksponować tyle basu. Niemniej utwór ten jest zaprzeczeniem moich słów o heavy metalu w zespole, bo więcej w tym wypadku progresywnego zacięcia. Za to Unformed to już charakterystyczne patenty znane przy zespołach, których twórczość określa się jako progresywno metalową. Znaleźć tu można szybką, pół ciężką linię i wiele subtelnych wstawek skierowanych w stronę progresji. Keep Breathing nawiązuje do balladowego klimatu. Utwór jest co prawda przepełniony wyraźną grą instrumentów, ale już sama maniera Aldera prowadzi do skojarzenia balladowego. Wokalista Redemption nie spieszy się w tym wypadku z wokalem sprowadzając go do delikatnych, prawie od niechcenia wyśpiewanych słów. Another Day Dies to już na wstępie ostry metalowy riff i... zaraz, zaraz... czyj to wokal? Czyżby Jamesa LaBrie? A jakże. Wokalista Dream Theater pojawił się w tym roku nie tylko na Black Clouds & Silver Linings, ale i na nowym krążku Redemption. W tle szybkiego, relatywnie mało melodyjnego utworu panowie Alder i LaBrie wymieniają się tutaj partiami wokalnymi, jednocześnie jednocząc siły przy wolniejszych momentach. Najkrótszy na płycie What Will You Say od początku wprowadza w balladowy klimat. Co prawda wiosła Versailles’a i van Dyk’a robią wszystko aby wyciągnąć utwór z tej podniosłości, ale w efekcie What Will You Say pozostaje ciężką balladą z raczej przewidywalnym solówkowym zakończeniem. Biczowanie dźwiękiem znowu rozpoczyna się na Fistful Of Sand. Każdorazowe wejście Redemption do szybkiego utworu musi posiadać w sobie coś ze stricte metalowego, nieprogresywnego podwórka. Żeby znaleźć pokrycie tych słów musicie usłyszeć choćby riffy z tego utworu. W dalszej jego części formacja tym razem nie wprowadza do głębokich tonów, ale trzyma się mocno heavy metalowej konwencji. To bardzo wyraźny, nieprogresywny utwór. Namiastkę tego, że zespół należy do progresywnej sceny zdradzają pewne fragmenty melodii, ale w odniesieniu do całej płyty, wyjątkowo skąpych melodii. Sama długość jedenastominutowego Love Kills Us All / Life Is One Day mogła świadczyć, że nie będzie to konstrukcja oparta na jakimś sprawdzonym schemacie. I dokładnie tak jest. Dosyć długie, ale nie męczące trzyminutowe entree najpierw delikatnie łechce instrumentarium, następnie wspaniale koi klawiszami van Dyk’a, by dosyć efektownie przejść w kierunku, w którym zespół czuje się najlepiej - heavy metalowym z rozmaitymi progresywnymi wpływami. Mało przy tym wszystkim wokalu. Redemption skupia się tutaj raczej na instrumentalnych popisach - szansę dostają gitarzyści (i dodatkowo klawisze van Dyk’a), perkusista i basista, a także trochę elektroniki. Wydawało mi się, że utwór stopniowo będzie powiększał tempo, ale w zasadzie rozkręca się tylko do pewnego - nie do końca szybkiego - poziomu. Koronuje go (jak i całą płytę) świetna solówka.

W finale recenzji chciałbym przywołać swoje myśli ze wstępu, aby do nowego Redemption podchodzić nie jak do zespołu progresywnego z elementami metalu, ale jak do zespołu czerpiącego po równo z heavy metalowej szybkości i progresywnej finezji oraz tu i ówdzie zaznaczającego ciężkość. Co ważne, zespołu umiejętnie to czyniącego. Myślę, że w tej definicji można odnaleźć muzykę Amerykanów. Czyni to na pewno Snowfall On Judgment Day, który gorąco polecam.

Oficjalna strona zespołu: www.redemptionweb.com

Robert Bronson
październik 2009

arktyka.wordpress.com