|
Skład: Ronnie James Dio - śpiew; Ritchie Blackmore - gitary; Jimmy Bain - gitara basowa; Tony Carey - instrumenty klawiszowe; Cozy Powell - perkusja
Dodatkowo: Munich Philharmonic Orchestra dyrygowana przez Rainera Pietscha
Produkcja: Martin Birch
Zainteresowanie, z jakim spotkała się nowo założona po odejściu Ritchiego Blackmore'a z Deep Purple, grupa niebawem przerodziło się w fascynację. Po wydaniu pierwszego albumu, gitarzysta zyskał rzeszę nowych fanów, a przy okazji wypromował talent wokalny Dio, bez którego trudno jest sobie wyobrazić dzisiejszą scenę klasycznego rocka. Wszystkie te czynniki napędziły tryby "Tęczy". To zadziwiające zjawisko przyrodnicze nabrało najpełniejszych barw już w rok po powstaniu. Tęcza wzeszła: "Rainbow Rising".
Tych zaledwie sześć utworów stanowi, jak się uważa najlepszą w całej karierze zespołu, wizytówkę. Doświadczenie Blackmore'a i charyzma Dio, odpowiednio wyważone, wykonały wspaniały kawał roboty. Do sukcesu przyczyniły się również klawisze. Ich właśnie dźwięk rozpoczyna album w utworze pod nazwą Tarot Woman. Wstęp wyraźnie klaruje tajemniczość utworu, a jednocześnie podkreśla, że nie mamy do czynienia ze zwyczajnym "graniem do kotleta" i pozbawionym ambicji podgrywaniem. Niebanalna melodia ma w sobie ów artyzm, którym charakteryzują się klasyki gatunku. Opowieść o kobiecie władającej magiczną sztuką wróżenia z kart Tarota w szaleńczym tempie wyprzedza myśli słuchacza i w żadnym momencie nie daje poznać, jakim dźwiękiem wyrazi za chwilę przyszłość. Jeśli ktoś nie bardzo wierzy w fantastyczną czarownicę, Blackmore i spółka proponują bieg z wilkiem. Run With The Wolf nawiązuje do rockbluesowych tradycji składu zespołu. Tutaj nie warto podejmować dyskusji na temat walorów głosu "wielkiego małego człowieka". Albumy nagrane z Elfem wykazały już, jak ogromnym polem do popisu jest dla Dio ten gatunek muzyki. Nie ma co wchodzić mu w słowo, nawet kiedy namawia do zmiany postaci na wilczą i biegania (dla zainteresowanych, może być nago) po lesie. Znowu nieco bluesowego rytmu, stanowcze walenie w bębny i melodyczna gitara - Starstruck. Wszechobecna, przynosząca pecha Lady Starstruck to kolejna kobieta na albumie, ale przecież jest to ulubiony temat zapalonych rockmenów. Perełką tego kawałka jest krótka i prosta, niesamowicie wpadająca w ucho solówka mistrza Ritchiego. Oto ktoś, kto z kilku dźwięków potrafi stworzy symfonię. Brzmi to, jakby facet bawił się po prostu instrumentem i przypadkowo nagrał wyniki tej zabawy w sekcji solowej utworu. Wracając do tematu kobiet, nie może się obyć bez intymnych tematów, choć zaznaczonych bardzo delikatnie, jednak obecnych. Do You Close Your Eyes to kolejny kawałek z cyklu "The Best Of". Pomimo, iż panowie poświęcili mu najmniej czasu ze wszystkich pozycji na krążku, warto zwróci na niego uwagę. Słuchając tej kompozycji, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że słucham Deep Purple z wokalem Dio. Wszystko, od linii wokalnej, przez rytmikę, a szczególnie klawisze w tle przypominają bardzo styl gry Purpli z przełomu lat '60 i '70. Spostrzeżenie to jednak może umknąć uwadze, zaćmione kolejnym numerem. Być może panowie uparli się na tematykę towarzyszących tęczy na niebie gwiazd, ale jakie ma to znaczenie, kiedy wynikiem tego jest klasyk co się zowie. Osiem i pół minuty muzycznego uniesienia. Gitarowy riff towarzyszący heroicznie śpiewanym słowom tworzą niepowtarzalną kompozycję mrocznej opowieści o tyranii, poświęceniu i klęsce. Stargazer to chyba najbardziej charakterystyczny dla Rainbow utwór. Zawiera w sobie wszelkie wyznaczniki stylu gry tego zespołu i to nie tylko charakteryzujące etap twórczości z Ronnie Jamesem na pokładzie. Melodia znakomicie oddaje treść merytoryczną tekstu. Wydaje się, że bas symuluje stukot łańcuchów i marsz pracujących niewolników. Pod koniec, przypadającej na większą część środka utworu, solówki gitarzysta wyraźnie oddaje dźwięk towarzyszący spadającego z wysokiej wieży czarownika-tyrana. Dużo można by pisać na temat tego, wręcz arcydzieła, ale nic nie zastąpi wsłuchania się w nie osobiście. Na liście utworów Rising pozostała jeszcze jedna, ostatnia pozycja. Light In The Black to kwintesencja żywiołowości i zawrotnego tempa. Utrzymany w jednej, spójnej tonacji kawałek daje pole do popisu wszystkim instrumentalistom w składzie Tęczy, bo i struny i klawisze mają w nim niemało do powiedzenia. Kompozycja w sam raz na samochodowe rajdy.
Niektórzy twierdzą, że to właśnie Rainbow stworzył podwaliny pod hair metal i inne melodyczne odmiany rocka charakterystyczne dla lat '80. Cóż... gdzieś się to musiało zacząć, a jeśli miałabym się pokusić o spekulacje, to wskazałabym nie tylko na ten zespół, ale właśnie na album którego recenzję miałam przyjemność Wam oddać.
Oficjalna strona Ritchiego Blackmore'a: www.ritchieblackmore.com
Nienor luty 2007
|