Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

RAINBOW - Long Live Rock'n'Roll [1978]
Wydawca: Polydor / PolyGram / Universal / Phantom

  1. Long Live Rock 'N' Roll
  2. Lady Of The Lake
  3. L.A. Connection
  4. Gates Of Babylon
  5. Kill The King
  6. The Shed (Subtle)
  7. Sensitive To Light
  8. Rainbow Eyes
Long Live Rock'n'Roll

Skład: Ronnie James Dio - śpiew; Ritchie Blackmore - gitary; Bob Daisley - gitara basowa; David Stone - instrumenty klawiszowe; Cozy Powell - perkusja

Produkcja: Martin Birch

Całkiem niedawno temu, wcale nie za górami i nie za lasami była sobie pewna mała dziewczynka. Ponieważ była jeszcze za mała, by pić piwo ze znajomymi w knajpach, jej największą rozrywką była jazda samochodem z tatą i słuchanie muzyki, jaką jej rodziciel w pojeździe preferował. Ciągle powtarzane niezrozumiałe dla małej dziewczynki słowa piosenek stały się ogniwem zapalnym do nauki pewnego dziwnego języka tylko po to, by zrozumieć wreszcie, o czym śpiewa ten facet siedzący w samochodowym radiomagnetofonie, tym bardziej, że tacie tak bardzo się to podobało, a z czasem zaczęło wciągać także i ją samą. Z czasem dziewczynka podrosła, poznawała coraz to nowe melodie, ale słuchała ich wciąż z jednym zdaniem w głowie: Long Live Rock'n'Roll!!!

Long Live Rock'n'Roll!!! - te słowa zna każdy, kto kiedykolwiek przewinął się chociaż przez świat rocka. Energicznie wykrzykiwany zwrot przez Ronniego Jamesa Dio stał się odzewem pokolenia długowłosych gitarzystów i biegających po scenie wokalistów. Nie bez powodu album wydany przez Rainbow w 1978 roku nosi taki właśnie tytuł. Rozpoczynająca go tytułowa kompozycja wiele znaczy po dziś dzień. Zdaje się jakby z dnia na dzień zyskiwała coraz większej mocy i wymowy. W czasach, kiedy Lenny Kravitz śpiewa "Rock is dead..." właśnie takich utworów nam potrzeba. Pomimo, że miał on już swoje 35 urodziny, ciągle porusza serca i gitarowe struny. Wyłaniający się z rock-bluesowych barw Ronnie James przystąpił to realizacji swojego talentu ze składem Rainbow tuż po tym, jak został do niego zaproszony przez Ritchiego Blackmore'a wraz z resztą dawnej formacji Dio, zwanej Elf. Mały człowiek o wielkim głosie niejedno zwojował w składzie Black Sabbath, oraz w dotychczas prowadzonej solowej karierze, jednak jego złoty okres przypadł na współpracę z panami Blackmorem, Daisley, Stone i Powellem. Long Live Rock'n'Roll jest ostatnim albumem grupy wydanym w tym najmocniejszym składzie. Choć nie odniósł takiego sukcesu jak poprzedzające go Rising, czy Ritchie Blackmore's Rainbow, zasługuje na poczesne miejsce wśród kanonów hard rocka, choćby przez wzgląd na bezsprzecznie wyniesiony do rangi hymnu kawałek tytułowy. Na tym jednak nie poprzestajmy. Pozostałych siedem kompozycji zawartych na krążku również należy do niezwykle udanych. Trudno znaleźć jest na albumie jakiekolwiek słabe punkty. Doskonałe solówki gitarowe, wypracowany już wcześniej głos wokalisty, bezbłędna rytmika. Kwintesencja hard rocka - muzyki o perfekcyjnym wykonaniu. W całym dorobku Rainbow trudno znaleźć jest utwory słabe, a już na pewno nie w czasach, gdy przy mikrofonie udzielał się twórca słynnego gestu szatańskich rogów. Bez wątpienia największym atutem tego wydawnictwa po dziś dzień pozostają chwytliwe refreny, bo jak tutaj powstrzymać się przed posłusznym powtarzaniem: "L.A.Conection", "Sleep with the Devil, and than you must pay..", czy "Kill the King". Cały niemal krążek utrzymany jest w niesamowitym tempie, bynajmniej nie jest to pozycja dla maruderów, a raczej poleciłabym go właścicielom szybkich wozów, zaprzężonych w więcej niż 100 koni. Jak jednak od każdej reguły, tak i od tej jest odstępstwo, a nazywa się ono jakże pięknie, bo Rainbow Eyes. Przyznam się szczerze, że to właśnie na bazie tej melodii wyrobiłam sobie obraz doskonałej ballady. Stonowany utwór, niczego w nim nie brakuje, ale i przesady nie ma. Wspaniale dopasowane partie smyczkowe, delikatne jak jedwabna bielizna i sunąca po niej z wyczuciem nuta gitarowa, oraz oddech nieśmiałego fletu. Sam głos pana Dio zmienia się tutaj diametralnie i do prawdy trudno rozpoznać, że to on właśnie ubolewa nad odejściem dziewczyny o tęczowych oczach. "Love should be a simple blend, a whispering on the shore...", jakież to prawdziwe. Trudno nie popaść w sentymentalny nastrój przy tak rzewnym utworze. Ta przepiękna ballada zamyka krążek, z którego okładki zerkają na nas członkowie zespołu, jako jedyny utwór tego typu. Skoro już przy kobietach jesteśmy, to przejdźmy może do Pani Jeziora. Złowroga dama, czyhająca w mroku pod powierzchnią wody na bardziej bądź mniej niewinne duszyczki, odziana została w zwiewną szatę tajemniczości i choć nie widać jej gołym okiem, zniewala za sprawą hipnotycznych dźwięków gitary Blackmore'a, który w składzie Rainbow pojawił się, gdy opuścił szeregi Deep Purple. Kto wie, być może to właśnie owa Lady Of The Lake, zabiwszy uprzednio króla zasiadła na pędzone wiatrem bluesa pięciolinie i odnalazła połączenie z L.A.? Jeśli tak, to musiała najpierw przejść przez Bramy Babilonu. Najdłuższy na albumie Gates Of Babylon to pole do popisu klawiszy Davida Stone'a, które zarówno tworzą mroczny początek, jak i cały czas przewijają się między partiami wokalno-gitarowymi. Co do tych drugich, to trudno nie zauważyć występującej w nich orientalizacji, której nadają na wyrazie dźwięki smyczków w tle, stanowiące stopniowo wyciszane zakończenie. Tym co zwraca uwagę, podczas przysłuchiwaniu się The Shed, jest praca Cozy Powella. Utwór oparty jest w zasadzie na stałym, niezmiennym rytmie, któremu poddają się wszyscy członkowie zespołu. Dzieje się tak jednak dopiero po ponad minucie od rozpoczęcia kawałka. Wprowadzeniem do niego jest gitarowa solówka, a potem wszystko idzie już pod komendę perkusisty. I tak z ostatnim uderzeniem w bęben, utwór, dosłownie urywa się. Szybko powraca jednak oszałamiające gitarowe granie pod postacią Sensitive To Light. Niecałe trzy minuty pachnącego rock'n'rollem, wspaniałego klimatu lat '70...

Long Live Rock'n'Roll to pozycja obowiązkowa w muzycznej kolekcji każdego wielbiciela klasycznego rocka. Z powodzeniem może również zająć poczesne miejsce w samochodowym schowku jako doskonały "umilacz" długiej drogi, choć w niektórych momentach trudno oprzeć się wrażeniu, jakby to właśnie ten album namawiał do mocniejszego wciśnięcia pedału gazu...

Oficjalna strona Ritchiego Blackmore'a: www.ritchieblackmore.com

Nienor
wrzesień 2004